Wściekły pies na świńską grypę

Małgorzata Dacko - Tomańska,Rafał Tomański
opublikowano: 2009-11-09 00:00

Panika nakręca biznes. Nie inaczej jest w przypadku pojawienia się nowego wirusa — A/H1N1.

Od jej wybuchu przychody Roche’a z Tamiflu wzrosły dziesięciokrotnie, a 3M sprzedał maseczki za 100 mln USD

Panika nakręca biznes. Nie inaczej jest w przypadku pojawienia się nowego wirusa — A/H1N1.

Siedzisz w klimatyzowanym biurze kilkanaście godzin dziennie? Do przerwy na lunch twoim głównym posiłkiem jest kawa? Nie pamiętasz, kiedy ostatni raz byłeś na siłowni? Tym lepiej. Masz większe szanse, żeby nie dać się nowej grypie. A/H1N1 potrafi zwalić z nóg meksykańskich machos skuteczniej niż Antonio Banderas w filmie "Desperado". A tymczasem osoby ze słabszą odpornością, jak na ironię, przechodzą nową grypę lekko. Według badaczy jedna trzecia zarażonych nawet o tym nie wie. Podobno to wszystko przez cytokiny.

Był sobie wirus

Ręka do góry, kto pamięta kreskówkę "Było sobie życie"? My pamiętamy, ale nie potrafimy sobie za żadne skarby przypomnieć, czy występowały tam cytokiny. Gdyby występowały, to zapewne byłyby sztabem dowódców, którzy wzywają armię walecznych białych krwinek do ataku na wstrętnego wirusa. Niestety, czasami cytokiny są trochę głupawe i nadgorliwe: sprawiają, że organizm atakuje sam siebie. Naukowcy nazywają to zjawisko burzą cytokinową, na którą narażone są właśnie osoby o bardzo dobrej odporności.

Oczywiście nie chcemy nikogo namawiać do niezdrowego stylu życia ani kpić z grypy. Sprawa jest poważna. Na tyle poważna, że kiedy studenci Uniwersytetu Warszawskiego wrócili z Ukrainy z objawami grypy, wydział lingwistyki zdecydował się odwołać zajęcia na cały tydzień. Oczywiście czasami warto dmuchać na zimne (rzadko!), ale bądźmy poważni. Każdy, kto kiedyś był na wyjeździe studenckim, zdaje sobie sprawę, że następnego dnia rano po prostu nie sposób czuć się dobrze.

Co robić, co robić?

Nie tylko uniwersytet panikuje. Kiedy na zapalenie płuc zmarł Felipe Solis, dyrektor Narodowego Muzeum Antropologicznego w Meksyku, zaraz pojawiły się obawy o zdrowie prezydenta Obamy. Otóż tydzień wcześniej Obama w czasie wycieczki po muzeum podał Solisowi rękę.

Ale to nic w porównaniu z zamieszaniem, jakie wybuchło w internecie, kiedy okazało się, że Teri Hatcher, która gra Susan w serialu "Gotowe na wszystko", jest na coś chora. Oczywiście rozeszła się plotka, że to na pewno A/H1N1, i spekulowano nawet, że Susan nie pojawi się w kolejnych odcinkach. A było to tylko zapalenie krtani.

Pewnie producenci serialu "Doktor House" plują sobie w brodę, że sami nie rozpowszechnili podobnej plotki o jednym z aktorów. To dopiero byłaby promocja! Jeden z bohaterów (proponowalibyśmy Cameron) mógłby zapaść na grypę, reszta grałaby w maseczkach, a House, jak to House, upierałby się, że to nie grypa, lecz toczeń.

Flu business

Panika nakręca biznes. Niedawno ukraińska milicja zatrzymała w centrum Lwowa Polaków, którzy sprzedawali na ulicy maseczki prawie 10 razy drożej niż w Polsce. Szał maseczek ogarnął cały świat. Firma 3M w ostatnim kwartale sprzedała je za 100 mln USD. Pat Cambell, CFO firmy, przyznał nawet, że od maja fabryki ledwo nadążają z produkcją. W podobnej sytuacji jest drugi wielki producent — Kimberley-Clark (właściciel marek Kleenex i Huggies), który w tym samym okresie zanotował 40-procentowy wzrost sprzedaży.

Najwyraźniej nikt nie czyta wskazówek Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), które nie zaleca korzystania z maseczek poza obiektami opieki zdrowotnej. Brytyjscy naukowcy uważają wręcz, że noszenie maseczek może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Ludzie mają w nich złudzenie bezpieczeństwa i nie uważają na inne drogi zakażenia. Noszą maseczki zbyt długo, nie umieją ich w porę wyrzucać, nie mówiąc już o umyciu rąk po zdjęciu (po całym dniu noszenia na maseczce jest więcej zarazków niż nabywców akcji PGE).

Niedawno firma Clorox pochwaliła się, że jej zyski skoczyły w trzecim kwartale o 23 proc,, a jej chusteczki dezynfekujące sprzedają się najlepiej w historii. Jedną z przyczyn jest zapewne epidemia grypy, ale nie jedyną. Otóż rok temu nagłośniono badania mikrobiologów z Uniwersytetu w Cardiff, z których wynikało jasno, że tego rodzaju chusteczki powinny być wyrzucone po jednorazowym użyciu, bo inaczej rozcierają bakterie po innych powierzchniach. Swoją drogą bardzo jesteśmy ciekawi, jak wyglądają wyniki sprzedaży Domestosa w Polsce z ostatnich miesięcy. Produkt ten reklamowano właśnie jako środek zabijający wirusy grypy.

Jeśli mowa o grypowym biznesie, nie można pominąć Tamiflu, najbardziej znanego leku na tę chorobę. Firma Roche, jego producent, miała w trzecim kwartale 9,7-procentowy wzrost przychodów. Od wybuchu epidemii grypy przychód z Tamiflu wzrósł dziesięciokrotnie — do blisko 1 mld CHF. Ciekawe, jak bardzo firmom farmaceutycznym przy planowaniu dostaw pomaga aplikacja Google Flu Trends. Na podstawie zapytań użytkowników wyszukiwarka internetowa potrafi zaskakująco trafnie zlokalizować kolejne ogniska choroby.

Domowe sposoby

W myśl zasady, że środki zaradcze nie powinny być bardziej dokuczliwe od choroby, z grypą przydałoby się zachować umiar. Nie chcielibyśmy, żeby w Polsce lalki na wystawach sklepów z zabawkami nosiły maski, jak to widzieliśmy na własne oczy w Singapurze. W końcu na A/H1N1 umarło do tej pory nieco ponad 6 tys. osób, a na zwykłą grypę — według WHO — umiera aż 250-500 tys. osób rocznie.

Przeczytaliśmy ostatnio w internecie, że Ukraińcy leczą grypę pieprzem i wódką, a Rosjanie polecają czosnek, sok malinowy i seks. Czyżby to miało oznaczać, że znany drink ,,wściekły pies" (tabasco, wódka i sok malinowy) zyska niebawem nową nazwę: "flu shot"? Brzmi nieźle. n

Rząd ma zapasy leku Tamiflu na grypę dla 2 mln osób — informuje premier Donald Tusk.

Jego zdaniem, jak na Polskę, to dużo. Premier broni decyzji o niekupowaniu szczepionki na A/H1N1: nie chce, by każda nowa choroba obciążała odpowiedzialnością rząd.

— Doprowadziłoby to do takiej spirali wydatków, że nie starczyłoby pieniędzy na leczenie innych chorób — argumentuje premier.

Jego zdaniem, sytuacja jest dwuznaczna.

— Mamy do czynienia z grypą, której żniwo jest dużo mniej groźne niż tradycyjnej, a równocześnie z wielkim lobbingiem i wytwarzaniem histerycznej atmosfery, by kupować szczepionki za dziesiątki milionów euro — mówi szef rządu.

W Singapurze pierwszy przypadek A/H1N1 wykryto 27 maja: 22-letnia kobieta wróciła z grypą z Nowego Jorku. Władze azjatyckiego kraju postawiły na kampanię edukacyjną, pokazującą, jak uniknać zarażenia. Rady, jak bronić się przed grypą, dawały nawet lalki na wystawach sklepów z zabawkami.

Małgorzata Dacko-Tomańska

Rafał Tomański