Wspięli się na szczyt marzeń

Anna Dermont
03-04-2006, 00:00

Do sukcesu nie ma windy. Trzeba iść schodami. Czasem można się potknąć, ale grunt to nie tracić celu z oczu.

Wyprawa firmy K2 dowodzi, że się da.

— To jest nasza ulotka firmowa. Chcemy, żebyście zrobili z tego taką wizytówkę w sieci — usłyszał od pierwszych klientów Michał Lach, gdy w 1997 r. założył firmę K2.

Branża, w której chciał działać, dopiero raczkowała. To e-marketing, czyli planowanie działań promocyjno-reklamowych firmy w sieci. Jednak Michał Lach wierzył, że z czasem coraz większe możliwości internetu w obszarze marketingu (np. wygodny i czasowo nieograniczony dostęp do informacji o firmie i jej produktach) zdobędą zaufanie przedsiębiorców. Chciał też wykorzystać wiedzę ze studiów na wydziale zarządzania. Decyzję o założeniu firmy przypieczętowała nowina, że zostanie tatą.

— To dodało mi odwagi i energii, które popchnęły mnie do ryzykownego ruchu — założenia K2. Ryzykownego, bo byłem na ścieżce do typowej kariery. Pracowałem w banku, prowadziłem zajęcia na uniwersytecie. Ale ciepłe posadki przegrały z własnym biznesem — wspomina z zadowoleniem Michał Lach.

Decyzja była trafiona, zwłaszcza że obowiązki przyszłego taty wiązały się z większymi wydatkami.

Raz na wozie

K2 zaczęła od oferowania tzw. sztywnego łącza umożliwiającego stały dostęp do sieci i modemów telefonicznych dających ograniczone czasowo połączenie z internetem. Robiła też skromne serwisy WWW i prezentacje multimedialne. Z usług raczkującej firmy korzystały mniejsze przedsiębiorstwa. Ale Michał Lach chciał realizować większe zlecenia. Dwa i pół roku po otwarciu firmy postanowił zmienić jej specjalizację. Z typowego providera internetu, zajmującego się fizycznym podłączaniem do sieci, miała się przekształcić w agencję od nowych mediów. Przeszkodą był brak pieniędzy.

— Rozwiązaniem było nawiązanie współpracy z funduszem inwestycyjnym venture capital. W zamian za wsparcie finansowe fundusz przejął 25 proc. udziałów w K2 — mówi Michał Lach.

K2 zaczęła się specjalizować w technologiach informacyjnych i komunikacyjnych w internecie. A że w Polsce nie było wielu fachowców z tej dziedziny, K2 uczyła się stosowania internetu w marketingu od firm zagranicznych.

— Przyglądaliśmy się m.in., jak prawidłowo konstruować serwisy WWW, śledziliśmy nowe formy reklamowe, na przykład nieznany wówczas w Polsce billboard — wyjaśnia Michał Lach.

Popyt na te usługi rósł lawinowo. Do czasu. W 2000 r. internetowa euforia minęła. Większość klientów zmniejszyła liczbę zamówień. Właściciel spółki kolędował z internetowym przesłaniem od klienta do klienta, ale tych było coraz mniej. Wyczerpały się środki od inwestorów. Zaczęła się walka o przetrwanie. Firmie potrzebny był nowy model działania.

— Wcieliliśmy w życie tak zwaną teorię koncentracji. Postawiliśmy wyłącznie na e-marketing — mówi Michał Lach.

Dzięki temu K2 zaczęła wychodzić na prostą.

Było warto

Pod koniec 2001 r. los spółki się odmienił. Przedsiębiorcy z dumą prezentowali na wizytówkach adres strony WWW swojej firmy, a osobisty e-mail budził szacunek należny „innowatorom”

— Przez kilka lat, kiedy sprzedawałem mało skomplikowane witryny internetowe, efekt nowoczesnego wizerunku firmy, czyli strona WWW lub adres e-mail, był jednym z kluczowych argumentów sprzedażowych — opowiada Michał Lach.

Arsenałem K2 były też archaiczne już dzisiaj określenia typu „dostępność informacji na temat firmy o każdej porze, z każdego miejsca w kraju i na całym świecie”. Do korzystania z usług spółki zachęcała opowieść o polskim producencie akcesoriów wędkarskich, który dzięki stronie WWW zyskał lukratywny kontrakt z USA.

W końcu i K2 doczekała się intratnych zleceń, m.in. od Nokii i Ery.

Kto, co i za ile

Potem było już tylko lepiej. W zeszłym roku K2 zyskała tytuł partnera Microsoftu i zlecenie na realizację projektu przebudowy wortalu pracuj.pl. Nie spoczęła na laurach. Startowała w przetargach, konkursach ofert i zamieszczała publikacje w prasie. Opłaciło się. Dziś jej klientami są takie firmy, jak: IKEA, Volvo, Śnieżka, Eden Springs, pracuj.pl, Link4, Peugeot, Sanitec Koło, PZU Życie czy Michelin. Czym wygrała z konkurencją?

— Zawsze miałem misję. Zakładając biznes, myślałem o unowocześnianiu firm, zwiększaniu ich konkurencyjności na rynku i budowaniu infostrady. Dziś to nie tylko misja, ale i sposób działania — mówi Michał Lach.

Dzięki temu spółka zarabia. Ale i wydaje. W ubiegłym roku jej inwestycje pochłonęły 650 tys. zł, czyli o ponad 150 tys. zł więcej niż w roku 2004. Pieniądze poszły na rozbudowę centrum outsourcingu i nowoczesne rozwiązania w zakresie realizacji dużych projektów technologicznych. Pod koniec tego roku K2 chce zainwestować już 800 tys. zł.

A Michał Lach, kiedy już nie musi się martwić o losy firmy, może spokojnie planować wakacje z rodziną, bez której K2 nigdy by nie powstała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wspięli się na szczyt marzeń