Współistnienie bez zaufania

16-07-2018, 22:00

Tematem najbardziej zapalnym stały się pytania o rosyjski wpływ na przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 r.

Najważniejszy powód zainteresowania świata szczytami prezydentów Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Federacji Rosyjskiej niewiele się zmienił od czasów, gdy istniał Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, a rozmówcą lokatora Białego Domu był władca Kremla o innym statusie — sekretarz generalny komunistycznej partii. Oba państwa miały/mają w rękach 90 proc. światowego arsenału nuklearnego. W liczbie głowic obecnie przoduje 7000:6800 Rosja, ale różnicę można uznać za nieistotną, uwzględniając ich wielkość oraz możliwość rakietowego przenoszenia. Trzej pozostali atomowi członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ — czyli Chiny, Wielka Brytania i Francja — razem mają niecałe 800 głowic, rywalizujące Indie i Pakistan po 140, Izrael ukrywa 80 i wreszcie KRLD szacowana jest na 20. Cztery dekady temu liczba głowic radzieckich sięgała w szczycie 40 tys., amerykańskich zaś przekraczała 27 tys. Świat XXI-wieczny czysto arytmetycznie jest zatem bardziej bezpieczny.

Zobacz więcej

Piłka z mundialu 2018 przekazana na amerykański mundial 2026, którego jednak Donald Trump jako prezydent nie doczeka. Fot. Grigory Dukor-Forum

Dlatego po poniedziałkowym spotkaniu Donalda Trumpa i Władimira Putina nikt nie oczekiwał podpisania kolejnego układu o likwidacji głowic. Obecnie realnym, wspólnym problemem i obu mocarstw, i całej ludzkości jest zatrzymanie rozprzestrzeniania broni jądrowej. W Helsinkach podczas konferencji obu prezydentów, po trwającej 2 godziny i 10 minut ich rozmowie, właśnie ograniczenie zbrojeń okazało się jednym z nielicznych punktów, w którym zaprezentowali podobieństwo poglądów. Bo we wszystkich innych potwierdzili biegunową rozbieżność interesów. Tematem z naturalnych powodów najbardziej zapalnym stały się pytania dziennikarzy o rosyjski wpływ na przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 r. Przy czym akurat wyciszeniem tego drażliwego wątku zainteresowani są i Donald Trump, i Władimir Putin. W kwestii Krymu nic się nie zmieniło — prezydent amerykański potwierdził nieuznawanie zaboru przez społeczność międzynarodową, rosyjski zaś kolejny raz oznajmił, że sprawa jest zamknięta. Przebił się interesujący bardzo Polskę wątek bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2 — Władimir Putin sprytnie sprowadził spór do biznesowej rywalizacji Rosji i USA w dostarczaniu Europie tańszego gazu.

Przed szczytem Donald Trump oceniał, że relacje USA z Rosją nigdy nie były gorsze. Zrzucał to na „lekkomyślność i głupotę” swoich poprzedników, czyli w domyśle — Baracka Obamy. Taką narrację, która notabene bardzo odpowiadała Władimirowi Putinowi, doskonale znamy z propagandy tzw. dobrej zmiany w kraju. Obaj uczestnicy szczytu w Helsinkach przyznali, że absolutnie nie mają wobec siebie zaufania, albowiem w twardej grze interesów naiwnością są w ogóle takie oczekiwania. Wzajemne mniemania o drugiej stronie nie zmieniły się zatem od epoki USA — ZSRR. Jednak w czasach tzw. żelaznej kurtyny część świata po każdej jej stronie doskonale wiedziała, jakie stanowisko reprezentuje „nasz” przywódca. Zachodni świat mógł ze stuprocentowym zaufaniem zakładać, że np. prezydent Ronald Reagan broni jego wartości i interesów wobec Michaiła Gorbaczowa. Styl prezydentury Donalda Trumpa wyklucza takie zaufanie, przede wszystkim państw członkowskich Unii Europejskiej, ale także w kontekście Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. W Helsinkach prezydent USA na szczęście nie wykonał jakiejś publicznej wolty, dzięki czemu sojusznicy odetchnęli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Współistnienie bez zaufania