Wszyscy dłużnicy są z reguły osobami uczciwymi

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2000-12-22 00:00

Wszyscy dłużnicy są z reguły osobami uczciwymi

Grzegorz Dmowski, wiceprezes Intrum Justitia, twierdzi, że niestety niewielu polskich przedsiębiorców może pochwalić się terminowym regulowaniem płatności. Wielu z nich w ogóle nie płaci długów. Nie oznacza to jednak, że nie spłacą ich nigdy.

„Puls Biznesu”: Jak Pan myśli ilu polskich biznesmenów zasiądzie w tym roku do wigilijnego stołu ze świadomością, że nic nikomu nie są winni?

Grzegorz Dmowski: Myślę, że niestety bardzo niewielu. W Polsce bardzo dużo firm finansuje działalność swoimi zobowiązaniami. Z praktyki wiem, że nawet duże, markowe firmy o bardzo dobrej pozycji na rynku często nie płacą w terminie swoim dostawcom.

„PB”: Z czego to wynika? Może to jest jakaś szczególna przypadłość naszego kraju?

GD: Do takich sytuacji dochodzi na całym świecie. Wszędzie istnieją też firmy windykacyjne, co jest efektem rynkowego zapotrzebowania na ich usługi. Nawet w krajach o bardzo stabilnych gospodarkach z wieloletnimi tradycjami biznesowymi, firmy windykacyjne mają sporo pracy. Prowadziliśmy nawet badania na temat średnich opóźnień w płatnościach w krajach Europy Zachodniej. O ile dobrze pamiętam, rynkiem, który zajął jedną z czołowych pozycji jeśli chodzi o długość tych średnich opóźnień, są Włochy i w ogóle kraje południowe. Znacznie lepiej płacą Skandynawowie czy firmy brytyjskie. Myślę, że jest to zjawisko o podłożu kulturowym. Podobnie jest w Polsce, ale dochodzą tu dodatkowe czynniki, które wywołują potrzebę windykacji na znacznie szerszą skalę. Wynikają one chociażby z braku pewnych uregulowań prawnych, który ułatwia dłużnikom czy też niesolidnym firmom opóźnianie płatności. Jest to również pochodna stopnia rozwoju naszej gospodarki.

„PB”: Czy wasze badania mają przełożenie na polski rynek? Czy u nas jest tak, że np. brytyjskie firmy płacą szybciej od włoskich?

GD: To trudne pytanie, bo nie chciałbym zostać posądzony o jakiś nacjonalizm. Ale myślę, że tak. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich firm. Sam kiedyś pracowałem we włoskiej firmie finansowej, która swoje zobowiązania regulowała terminowo. Ale chyba łatwiej przychodzi biznesmenowi włoskiemu w Polsce myśleć o kilkudniowym opóźnieniu zapłaty swoim dostawcom czy swoim wierzycielom, niż powiedzmy biznesmenowi ze Szwecji czy Danii. Myślę, że można w pewnym stopniu przyjąć takie uogólnienie, choć na pewno duże podmioty nie stosują tego na szeroką skalę i starają się płacić zobowiązania w terminie, wymagając tego samego od swoich klientów. Z drugiej strony, znane mi są duże sieci supermarketów, które oczywiście płacą swoje zobowiązania terminowo, jeżeli jednak mają podstawę do opóźnienia płatności (np. w związku z reklamacjami lub brakami w dokumentach itd.) — po prostu to robią.

„PB”: Co robi się z długami, które nie zostaną spałcone nigdy?

GD: Jest sposób na odzyskanie części z nich. Jeśli sprawa jest kończona np. bezskuteczną egzekucją komorniczą, trudno z taką wierzytelnością cokolwiek zrobić poza zapisaniem jej na poczet strat firmy. Ale z doświadczenia wiem, że sytuacja dłużników z biegiem czasu bardzo często ulega poprawie. Fakt, że jakaś wierzytelność nie została spłacona dzisiaj, nie musi oznaczać bezpowrotnego rozstania z nadzieją na odzyskanie pieniędzy. My monitorujemy wierzytelności długoterminowo — nawet przez 10 lat i część z nich udaje się odzyskać. Sytuacja kiedy dłużnik, którego kondycja finansowa się poprawiła, nie spłaca starych zobowiązań sprzed kilku lat nie jest wcale wynikiem jego złej woli czy zapomnienia, tylko tego, że nikt się już o to nie upomina. Nie chcę powiedzieć, że takie osoby chętnie spłaciłyby stare długi, bo to by zabrzmiało trochę śmiesznie. Tutaj dotykamy czegoś, co w naszej firmie nazywa się kodeksem etycznym, jednym z jego elementów jest domniemanie przez nas uczciwości dłużnika. Nigdy nie twierdzimy, że jest on osobą, czy firmą nieuczciwą. Zawsze zakładamy, że brak płatności jest efektem trudności finansowych, a nie braku dobrej woli. Ten wieloletni monitoring wierzytelności jest dowodem na to, że dłużnicy są z natury uczciwi.

„PB”: Czy Polacy potrafią odzyskiwać długi?

GD: Wiele polskich firm niestety tego nie potrafi. W krajach Wspólnoty Europejskiej i Stanach Zjednoczonych są to typowe usługi outsourcingowe. Tymczasem u nas większość firm próbuje windykować samodzielnie. Oczywiście w bardzo wielu przedsiębiorstwach na całym świecie działy windykacyjne istnieją i będą istniały, ale tam ich działania zastępują na pewnym etapie windykatorzy zewnętrzni. Jest to po prostu działalność komplementarna a nie konkurencyjna, w stosunku do komórek wewnętrznych.

„PB”: Jak dużo firm w Polsce nie spłaca długów, bo nie potrafi zarządzać swoimi wierzytelnościami?

GD: Bardzo dużo firm w naszym kraju narzeka na problemy z płynnością finansową i na brak kapitału. Wszyscy o tym wiedzą, że tego kapitału rzeczywiście brakuje, szczególnie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Ale myślę, że przynajmniej część problemów z płynnością w rzeczywistości wynika z braku umiejętności zarządzania wierzytelnościami.

„PB”: Jak duży jest odsetek tego typu dłużników?

GD: Trudno tu podać konkretne liczby, ale myślę, że jest to znaczna część szczególnie małych i średnich firm. Oczywiście rozumiem dylemat takiego przedsiębiorcy: czy skorzystać z usług windykatora w stosunku do swojego klienta, z którym współpracuje przez wiele lat? Ale to musi się zmienić. Partnerów handlowych mogą łączyć naprawdę bardzo dobre stosunki, ale nie sądzę, żeby ktoś, nawet mocno zaprzyjaźniony ze swoim klientem, chciał mu podarować dług.

„PB”: A może te firmy mają też dylemat nieco innej natury? Może ich po prostu jeszcze nie stać na korzystanie z takich usług?

GD: Mogłoby się wydawać, że tak. Ale to nieprawda. Nikogo nie stać na ponoszenie strat, natomiast każdego stać na pewne usługi, które zminimalizują ryzyko ich ponoszenia i poprawią płynność finansową w firmie. Oczywiście wszystko jest kwestią kalkulacji ekonomicznej i trudno mi jest tutaj zastępować właściciela firmy. Zdarzają się niestety sytuacje, kiedy dopiero po fakcie można odpowiedzieć sobie na pytanie: czy strata kilkuset tysięcy złotych jest bardziej bolesna od wydania kilku tysięcy na usługę, która mogłaby ustrzec przed taką stratą?

„PB”: Na czym polega tajemnica skutecznego ściągania długów?

GD: Jest kilka aspektów takiego postępowania. Na pewno jednym z nich jest sam fakt zlecenia sprawy zewnętrznej firmie windykacyjnej. Jest to pierwszy sygnał dla dłużnika, że jego możliwości dalszych negocjacji z wierzycielem się wyczerpały. Na pewno istotny jest moment, w którym podejmuje się działania windykacyjne, a przede wszystkim kto i w jaki sposób to robi. To jest właśnie ta cała kuchnia. Dla każdego jest chyba jasne, że jeżeli wezwałby dłużnika do zapłaty 22 grudnia, to ma niewielkie szanse na sukces, bo wtedy wszyscy — dłużnicy też — myślą głównie o świętach. Oczywiście, przypominając o spłacie należności można by popsuć takiej osobie bożonarodzeniowy nastrój i to też jest pewnie jakaś metoda. Ale chciałem przez to powiedzieć, że w tym okresie ludzie nie zbierają pieniędzy na spłacanie długów, tylko na prezenty.

„PB”: Wracając do przedsiębiorców siedzących przy wigilijnych stołach, nie uważa Pan, że powinni sobie w końcu uświadomić, że fakt, iż nie zapłacili komuś w tym roku lub kilka lat temu, nie oznacza, że nie zapłacą mu nigdy?

GD: Oczywiście, że tak. Nadejdzie i w Polsce czas kiedy dłużnicy nie będą się czuli tak komfortowo, jak obecnie. Zdradzając trochę naszą kuchnię, mogę panu powiedzieć, że znam przypadki z Europy Zachodniej, kiedy dłużnicy dostawali jednak szczere, świąteczne życzenia od naszej firmy z jednym delikatnym pytaniem: czy nie byłoby jeszcze milej i przyjemniej, gdyby te święta były spędzane bez zaległych zobowiązań?