Wszyscy Polacy będą zdrowi i ...bogaci – obiecują politycy

opublikowano: 24-09-2019, 22:00

W debacie wyborczej „Pulsu Biznesu” obyło się bez krzyków i przerywania. Pięć ogólnopolskich komitetów znacząco różni się jednak w sprawach gospodarczych i prześciga w obietnicach

Wypełnij test preferencji wyborczych i sprawdź, który komitet najlepiej reprezentuje Twoje poglądy na gospodarkę. 

Przedstawiciele komitetów wyborczych mają różne recepty na poprawę sytuacji na rynku pracy, w sektorze ochrony zdrowia, energetyce czy branży mieszkaniowej — od zwiększenia roli państwa po pełną prywatyzację. Tłem dla ich pomysłów podczas debaty wyborczej „Pulsu Biznesu” były indeksy giełdowe i notowania największych spółek, które w dzień debaty świeciły na czerwono. Na zdjęciu od lewej: Władysław T. Bartoszewski (KW Polskie Stronnictwo Ludowe), Leszek Skiba (KW Prawo i Sprawiedliwość), Dariusz Standerski (KW Sojusz Lewicy Demokratycznej), Jakub Kulesza (KW Konfederacja Wolność i Niepodległość) i Izabela Leszczyna (KKW Koalicja Obywatelska PO .N IPL Zieloni).
Zobacz więcej

GIEŁDOWE TŁO:

Przedstawiciele komitetów wyborczych mają różne recepty na poprawę sytuacji na rynku pracy, w sektorze ochrony zdrowia, energetyce czy branży mieszkaniowej — od zwiększenia roli państwa po pełną prywatyzację. Tłem dla ich pomysłów podczas debaty wyborczej „Pulsu Biznesu” były indeksy giełdowe i notowania największych spółek, które w dzień debaty świeciły na czerwono. Na zdjęciu od lewej: Władysław T. Bartoszewski (KW Polskie Stronnictwo Ludowe), Leszek Skiba (KW Prawo i Sprawiedliwość), Dariusz Standerski (KW Sojusz Lewicy Demokratycznej), Jakub Kulesza (KW Konfederacja Wolność i Niepodległość) i Izabela Leszczyna (KKW Koalicja Obywatelska PO .N IPL Zieloni). Fot. GK

Sala notowań Giełdy Papierów Wartościowych była sceną debiutów spektakularnych i mniej udanych, ale w ostatnich latach rzadko służy w tej roli — spółki przestały garnąć się na warszawski parkiet, choć politycy z kolejnych opcji chętnie mówili o różnych strategiach rozwoju rynku kapitałowego. W tym tygodniu sala giełdy stała się natomiast areną zażartej debaty wyborczej, skoncentrowanej na tematyce gospodarczej.

„Puls Biznesu” zaprosił przedstawicieli pięciu ogólnopolskich komitetów wyborczych, by nasi czytelnicy mogli poznać podejście wszystkich głównych partii do przyszłości polskiej gospodarki i problemów, które naszym zdaniem są często niedowartościowane w debacie politycznej, skoncentrowanej na agresywnych polemikach w sprawach światopoglądowychi krótko żyjących aferach czy aferkach. Każdy z uczestników debaty, występujących na tle ilustrującego spadające indeksy giełdowe i świecącego na czerwono ekranu notowań, musiał odpowiedzieć na pięć pytań dziennikarzy, dotyczących kluczowych tematów społeczno-gospodarczych, a także na jedno pytanie od naszych czytelników. Politycy mogli też pytać swoich przeciwników. Co z tego wyszło?

Płaca wzbogaca

Jednym z najgorętszych gospodarczych tematów przedwyborczych jest sprawa płacy minimalnej. Po tym, jak Jarosław Kaczyński zapowiedział podnoszenie jej w szybkim tempie do 3 tys. zł w przyszłym i 4 tys. zł w 2024 r., nie brakowało komentarzy, że z jednej strony podwyżka może wpłynąć na gwałtowne podniesienie jakości życia mniej zamożnych obywateli, ale z drugiej — może stanowić zagrożenie dla stabilności gospodarki, zwłaszcza że przewidziany przez PiS poziom minimalnego wynagrodzenia stawiałby Polskę w czołówce krajów rozwiniętych pod względem jej wysokości w porównaniu ze średnią krajową.

— Nasza propozycja jest znana. Od wielu lat w Polsce płace rosną w podobnym tempie jak produktywność. To jest korzystne dla konkurencyjności gospodarki, ale jednocześnie widać wyraźnie, że potrzebujemy głębszej transformacji, bo nie możemy opierać się wyłącznie na taniej sile roboczej. Lekkie przyspieszenie dynamiki wzrostu płacy minimalnej powinno być impulsem do większych inwestycji oraz zwiększenia innowacyjności i innowacji. Tworzymy jednocześnie poduszkę powietrzną dla firm w postaci ulg na ZUS — mówił Leszek Skiba, wiceminister finansów i kandydat na posła w okręgu chełmskim, reprezentujący komitet PiS.

Maksymalna minimalna

Co na to inne partie?

— Jesteśmy za podnoszeniem płacy minimalnej i rząd powinien za pomocą tego mechanizmu pomagać najbiedniejszym. Związki zawodowe postulują, by było to 50 proc. średniej krajowej i my z tym postulatem się zgadzamy. Jednocześnie trzeba robić to ostrożnie, bo przedsiębiorcy muszą być w stanie taką płacę płacić. Istnieje ryzyko zwiększenia szarej strefy, oferowania części wynagrodzenia pod stołem czy wreszcie upadłości firm i wzrostu bezrobocia — mówił Władysław T. Bartoszewski, jedynka na warszawskiej liście PSL.

Podobne podejście do płacy minimalnej ma Koalicja Obywatelska.

— Powinna być powiązana ze średnim wynagrodzeniem. Taką zasadę trzeba wpisać do ustawy. Niestety, teraz płaca minimalna stała się przedmiotem targów, bo gdy rządzą populiści i boją się przegranej, to fundują nam taki pasztet. Podobny pomysł do tego, jaki zgłosił PiS, wprowadzono na Węgrzech, gdzie wywołało to zwolnienia i inflację — mówiła Izabela Leszczyna, posłanka PO kandydująca z Częstochowy.

Krok dalej natomiast idzie Lewica. Dariusz Standerski, szef jej zespołu programowego, podkreślał, że Polska potrzebuje długofalowej strategii podnoszenia płacy minimalnej.

— Trzeba podnieść stosunek płac do PKB i zwiększyć wynagrodzenia 1,5 mln pracownic i pracowników. Chcemy po wyborach robić to stopniowo i bez zaskakiwania przedsiębiorców, by w ciągu 10 lat zwiększyć jej wysokość do 60 proc. średniej krajowej — stwierdził Dariusz Standerski. Ze zgodnego chóru popierających podwyżkę minimalnej — choć na różne sposoby — wyłamał się Jakub Kulesza, przewodniczący koła poselskiego Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Podkreślał, że z perspektywy „Polski powiatowej” podwyżki mogą okazać się niewykonalne. — Płaca minimalna to nie jest jakieś magiczne zaklęcie, zwiększające pensje i pomagające najbiedniejszym. Niska nie jest bardzo szkodliwa, ale wysoka jest bardzo szkodliwa. Dla przykładu: w powiecie kępińskim średnie wynagrodzenie to 65 proc. średniej dla Polski. Po podwyżce płaca minimalna wynosiłaby więc tam 90 proc. średniej płacy w powiecie. Oczywiście, że reakcją na to będzie redukcja zatrudnienia i większa szara strefa. Interwencjonizm państwowy tego rodzaju po prostu nie działa — mówił przedstawiciel Konfederacji.

Państwowe kontra prywatne

„Interwencjonizm”, przy okazji płacy minimalnej krytykowany przez Konfederację, to tylko jeden z obszarów, w których państwo może wpływać na gospodarkę i przedsiębiorców. W Polsce rola państwa w biznesie jest — pośrednio i bezpośrednio — bardzo duża. Udział firm państwowych w zatrudnieniu wyraźnie odbiega w górę od średniej dla Europy, jest też wyraźnie wyższy niż u najbliższych sąsiadów w środkowej Europie. Podobnie jak u nas jest np. na Ukrainie. Czy fala repolonizacji przedsiębiorstw, która nastąpiła po fali prywatyzacji, powinna zostać zatrzymana?

— W takim porównaniu brakuje jeszcze PRL, gdzie było 100 proc. państwa w państwie. Wiemy, jaka była tego efektywność. Państwo posiada mnóstwo spółek niestrategicznych, wśród nich nawet centra handlowe czy chłodnie, które są po prostu miejscami na synekury i nikomu we władzach nie zależy na tym, by uczciwie je sprzedać. Należy to zrobić albo poprzez prywatyzacje pracownicze, albo poprzez zwykłe licytacje — powiedział Jakub Kulesza.

Także Koalicja Obywatelska nie odżegnuje się całkowicie od sprzedaży akcji i udziałów w spółkach skarbu państwa.

— Zbyt często obowiązuje zasada „czy się stoi, czy się leży, 4 tys. zł się należy”. Notowania giełdowe spółek z udziałem skarbu państwa w czasie rządów PiS świadczą o tym, że państwo może być złym właścicielem. My myślimy o formułach w rodzaju premii emerytalnej, gdy za dłuższy od wymaganego staż otrzymuje się akcje spółek skarbu państwa. Uważamy też, że obecność kapitału publicznego w aż 23 sektorach gospodarki nie jest potrzebna — mówiła Izabela Leszczyna.

Narodowość kapitału

Władysław T. Bartoszewski z PSL uważa, że masowa prywatyzacja na pewno nie jest właściwa, ale...

— Ale tylko w przypadku rzeczy takich, jak sektory strategiczne i infrastruktura krytyczna — tu, co oczywiste, państwo powinno pozostać właścicielem. Jednak tylko na Wschodzie — i w Serbii — państwo ma większy udział w firmach, które z powodzeniem mogłyby być zarządzane przez właścicieli prywatnych. Należy wystrzegać się takich nacjonalistycznych absurdów, jak francuski opór przeciw kupnie Danone’a przez Amerykanów — mówił przedstawiciel ludowców.

Lewica natomiast uważa, że wysoki udział państwa w gospodarce to nic złego, trzeba jednak dbać o to, by był to udział państwowy, a nie partyjny.

— Sektor publiczny powinien być silny i się rozwijać, wyprzedaż majątku jak w latach 90., z powodów często ideologicznych, a nie racjonalnych, była szkodliwa. W spółkach trzeba jednak zwiększyć jawność oraz odpartyjnić proces wyłaniania członków zarządów i rad nadzorczych. W przypadku 30 kluczowych spółek kandydaci na prezesów powinni być też przesłuchiwani przez komisje sejmowe — zaproponował Dariusz Standerski.

PiS tymczasem stawia na kontynuację.

— Kapitał ma narodowość, a niestety polscy przedsiębiorcy nie mieli przez lata takiego potencjału i możliwości, jak wchodzący do kraju kapitał zagraniczny. Nadal są od niego słabsi, dlatego trzeba działać i dbać o to, by firmy infrastrukturalne, energetyczne i inne kluczowe dla państwa były w publicznych rękach. Dla gospodarki to trio: kapitał państwowy, polski kapitał prywatny i zagraniczny kapitał, który przecież podnosi efektywność i transferuje tu technologie, jest jak najbardziej korzystny — stwierdził Leszek Skiba.

Chore zdrowie

O ile udział państwa w spółkach jest w Polsce bardzo wysoki, o tyle kolejny wskaźnik, pokazujący narodową kondycję, jest bardzo niski. Chodzi o wydatki na opiekę zdrowotną w relacji do PKB. O tym, że trzeba je zwiększyć, chętnie mówią wszyscy.

— Plan jest realizowany, a przy dobrym stanie finansów publicznych można dojść do progu 6 proc. wydatków na ochronę zdrowia, zwiększając płace i liczbę świadczeń. Proponujemy też program wsparcia remontów szpitali i poprawy infrastruktury we współpracy z samorządami — wyliczał Leszek Skiba.

Lewica cele ma ambitniejsze — chce zwiększyć finansowanie do 6,8 proc. PKB w 2022 r. i 7,2 proc. dwa lata później.

— Mamy strategię dochodzenia do tych kwot. Trzeba nie tylko wydawać więcej z publicznego budżetu, uwalniając tym samym pieniądze pacjentów na inne cele, ale też wydawać mądrze, wyrównywać infrastrukturę medyczną w całym kraju i podnosić wynagrodzenia — mówił Dariusz Standerski.

Akcyza na ratunek

Jak konkretnie to zrobić i gdzie znaleźć pieniądze?

— Postulujemy podniesienie wydatków na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB już w przyszłym roku. To będzie wymagało 30 mld zł, ale te pieniądze można znaleźć bez podnoszenia składek. Wystarczy przesunąć składkę rentową i ustawowo przyjąć, że wpływy z akcyzy od alkoholu i papierosów będą trafiać do resortu zdrowia. Dla takich celów, jak poprawa opieki medycznej, można też sobie pozwolić na budżet z lekkim deficytem — mówił Władysław T. Bartoszewski.

Izabela Leszczyna również uważa, że wielomiliardowe wpływy z akcyzy z używek (tylko w przypadku papierosów to prawie 20 mld zł) mogą trafiać do pacjentów.

— Nie chodzi jednak tylko o osiągnięcie magicznego progu 6 proc. PKB na zdrowie, co można zrobić, rozsądnie zarządzając budżetem i pozyskując pieniądze z UE. Chodzi też o to, by te pieniądze sensownie kierować i mieć właściwe priorytety — może nie tyle na likwidację w pierwszym rzędzie kolejek na zabieg zaćmy, ile na nowoczesne terapie dla pacjentów z nowotworami — mówiła posłanka PO.

W opozycji do innych partii, kładących nacisk na finansowanie publiczne, Konfederacja uważa, że obecny system jest patologiczny i należy go zmienić.

— Czy gdybyśmy mieli państwowe spółki gastronomiczne, to teraz byśmy dyskutowali, ile jako państwo mamy wydawać na jedzenie? Problemem Polski jest monopol NFZ jako płatnika. Naszym zdaniem fundusz należy zlikwidować, zastępując go konkurującymi ze sobą publicznymi i niepublicznymi ubezpieczycielami. Pacjenci powinni mieć swobodę w wyborze leczącego i dzięki tej zmianie ich pieniądze powinny podążać za nimi w sposób racjonalny — przekonywał Jakub Kulesza.

Polski atom

Poprawa sytuacji w ochronie zdrowia to jedno z długofalowych wyzwań stojących przed państwem. Innym jest zapewnienie mu bezpieczeństwa energetycznego przy jednoczesnym ograniczeniu emisji dwutlenku węgla. Unia Europejska robi to szybko i może podnieść cele klimatyczne, tymczasem w Polsce wciąż prawie 80 proc. energii pochodzi z węgla. Czy i co należy z tym zrobić?

— W Polsce można szerzej wykorzystać energetykę słoneczną, pracujemy już nad programem wsparcia dla montowania solarów na polskich domach. Tak można pokryć nawet jedną czwartą polskiego zapotrzebowania na energię. Przyszłością są też farmy wiatrowe na morzu, ale niezmiernie ważne jest to, by ruszył program energetyki jądrowej, o czym rozmawiamy już z partnerami amerykańskimi — mówił Leszek Skiba.

Atom ma też zwolenników w Konfederacji. — Problem ze źródłami odnawialnymi, jak wiatr i słońce, jest taki, że są niestabilne i potrzebują stabilnych mocy rezerwowych, pochodzących ze źródeł nieodnawialnych. Dlatego stawiamy na energetykę jądrową i uważamy, że taką elektrownię można w Polsce postawić w pięć lat przy pomocy Chińczyków. No ale u nas woli się przez lata nic nie robić i tworzyć stołki w spółkach — narzekał Jakub Kulesza.

Zielona moc

Trzy pozostałe partie stawiają na zielone źródła energii i licytują się na cele, które chcą osiągnąć.

— Za PiS zahamowano rozwój energetyki prosumenckiej i farm wiatrowych. Trzeba to odwrócić, bo dziś w Polsce dziesiątki tysięcy ludzi umierają przez smog. Pieniądze z Unii Europejskiej mogą pomóc w transformacji energetycznej, a do 2030 r. 30 proc. energii powinno pochodzić z odnawialnych źródeł — stwierdziła Izabela Leszczyna.

Lewica, która przedstawiła „Zielony pakt dla Polski”, szans dla energetyki także upatruje w pieniądzach unijnych.

— Jest szansa na to, by za 10 lat odnawialne źródła stanowiły co najmniej 40 proc., a do 2035 r. ponad połowę miksu energetycznego. Wpłynie to nie tylko na poprawę klimatu i jakości powietrza — olbrzymie inwestycje, finansowanez pieniędzy publicznych i funduszy unijnych, są też szansą na rozwój dla polskich przedsiębiorców — mówił Dariusz Standerski.

Na zieloną moc najmocniej stawia PSL.

— Nasz cel to 50 proc. energii z odnawialnych źródeł już w 2030 r., w tym aż 15 proc. z morskich farm wiatrowych. Oprócz tego chcemy wspierać fotowoltaikę, biogazownie i prosumentów. Oczywiście taki system trzeba ustabilizować, a robienie tego energetyką jądrową jest zbyt drogie, więc stawiamy na elektrownie gazowe. Kopalnie, zwłaszcza węgla kamiennego, są niestety nierentowne i muszą być stopniowo eliminowane — powiedział Władysław T. Bartoszewski.

Mieszkanie plus

Zdrowi, bogaci i oddychający pełną piersią dzięki deklaracjom polityków Polacy będą mieli jeszcze jeden problem do rozwiązania — muszą mieć gdzie mieszkać. W Unii Europejskiej pod względem liczby pokojów na mieszkańca gorzej wypada tylko Rumunia. Jak to zmienić?

— Mimo mankamentów program Mieszkanie+ się rozwija. Mechanizmy finansowania to jednak tylko jeden aspekt. Poważnym problemem ograniczającym podaż mieszkań okazał się brak rąk do pracyw budownictwie. Ten problem należy rozwiązać w pierwszej kolejności — mówił Leszek Skiba.

Koalicja Obywatelska chce wrócić do tego, co robiła, i dodać kilka nowych rzeczy.

— Chcemy wrócić do programu Mieszkanie dla Młodych, który pomógł setkom tysięcy Polaków. Najuboższym natomiast ma pomóc fundusz rewitalizacyjny, który chcemy powołać wspólnie z BGK i samorządami. Z samorządami chcemy też wspólnie budować mieszkania na wynajem tam, gdzie jest zapotrzebowanie na pracowników — zadeklarowała Izabela Leszczyna.

PSL uważa tymczasem, że najlepszym lekarstwem na problemy mieszkaniowe będzie silny bodziec finansowy.

— Chcemy oferować każdemu 50 tys. zł na wkład własny na kredyt. To napędzi deweloperkę, uruchomi przedsiębiorstwa budowlane, zwiększy podaż. Jednocześnie ludzie zdolni kupić mieszkanie będą mniej chętnie emigrowali, a chętniej decydowali się na dzieci — wyliczał Władysław T. Bartoszewski.

Lewica od takich bodźców się odżegnuje, bo uważa, że powodują one wzrost cen. Receptą według niej jest bezpośrednie zaangażowanie państwa.

— Powinno istnieć państwowe przedsiębiorstwo, które będzie kontrolowało cały proces. W pierwszym roku potrzebuje 3,8 mld zł na rozruch, a w ciągu dekady powinno być w stanie wybudować 1 mln mieszkań, które może wynajmować lub sprzedawać po cenie budowy. 1 mln mieszkań zbudują ponadto przedsiębiorcy prywatni i w 10 lat problem mieszkaniowy zostanie rozwiązany — stwierdził Dariusz Standerski.

Pomysły rządu i opozycji Konfederacja nazywa socjalizmem. Zamiast ingerować w rynek deweloperski chce „budować klasę średnią”.

— Państwo może zlikwidować bariery biurokratyczne, utrudniające proces budowy. I tyle. A problem braku pieniędzy w kieszeniach Polaków na nowe mieszkania należy rozwiązać w ten sposób — zlikwidować podatek dochodowy i dać mocne wsparcie klasie średniej, której obecnie nie mamy — mówił Jakub Kulesza.

REIT-y na raty

Problem mieszkaniowy jest na tyle istotny, że w głosowaniu czytelników „Pulsu Biznesu” to właśnie pytanie z nim związane zebrało najwięcej głosów i zostało zadane uczestnikom debaty. Dotyczyło tego, jaki stosunek mają partie do REIT-ów, czyli notowanych na giełdach wehikułów inwestujących w nieruchomości, czerpiących zyski z czynszów i korzystających z przywilejów podatkowych. Najbardziej ostrożny był Władysław T. Bartoszewski, który długie lata spędził w bankach inwestycyjnych.

— To rozwiązanie stosowane w wielu krajach, pozwalające na małą skalę inwestować w specyficzne nieruchomości. Może jednak wspierać nakręcanie bańki spekulacyjnej, dlatego REIT-y muszą być dobrze nadzorowane. Komisja Nadzoru Finansowego natomiast, która długo świetnie funkcjonowała, teraz przeraża aferami i niekompetencją — ostrzegał przedstawiciel PSL.

Zdaniem Lewicy REIT-y mogą pomóc w rozwiązaniu problemu mieszkaniowego, ale tylko jako część szerszego systemu.

— To globalnie olbrzymi rynek, a w Polsce wciąż czekamy na takie rozwiązania. Będzie to prawdopodobnie eksperyment na skalę globalną, bo przewidywane obecnie regulacje idą w tę stronę. Trzeba w końcu je wprowadzić i przetestować w praktyce — mówił Dariusz Standerski.

Przedstawiony w ubiegłym roku projekt ustawy o REIT-ach przewiduje, że w Polsce będą one mogły inwestować jedynie w mieszkania na wynajem.

— Ustawa przewidująca wejście REIT-ów została skonstruowana tak, by ograniczyć ryzyko spekulacyjne czy ryzyko koncentracji na aktywach jednego właściciela. Ma to sens, jeśli zrobi się to w sposób odpowiedzialny i bezpieczny — mówił Leszek Skiba.

Izabela Leszczyna wprowadzenie REITów popiera, ale nie spodziewa się, że szybko staną się dla Polaków celem inwestycyjnym.

— GetBack sprawił, że ludzie jeszcze długo będą bali się oszczędzania na rynku kapitałowym, a Komisja Nadzoru Finansowego, która miała być jak żona Cezara, podważyła zaufanie do rynku. O REIT-ach mówimy jednak już zbyt długo i cieszy mnie, że wkrótce mogą wejść w życie. Z pewnością mają więcej plusów niż minusów — oceniła kandydatka KO.

Dla Konfederacji REIT-y, jako mechanizm służący zwiększeniu oszczędności, są godne wsparcia.

— Problem w tym, że urzędnicy Ministerstwa Finansów zawsze chętnie coś opodatkują, a Komisja Nadzoru Finansowego coś ureguluje. Tego trzeba się wystrzegać — mówił Jakub Kulesza.

PiS kontra reszta świata

Uczestnikom debaty pytania zadawali nie tylko dziennikarze i czytelnicy „Pulsu Biznesu”. Mogli je też zadawać sami sobie. Wszystkie opozycyjne komitety postanowiły pytać Leszka Skibę. Konfederacja chciała wiedzieć, jak ściągnąć do Polski dobrych pracodawców, zatrudniających specjalistów, skoro zniesienie 30-krotności składki na ZUS podniesie wyraźnie podatki dla najlepiej zarabiających.

Lewica dopytywała, czy budżet się zepnie w warunkach spowolnienia gospodarczego, KO chciała wiedzieć, dlaczego „beztroski” rząd nie zapewnił w poprzednich latach poduszki bezpieczeństwa w postaci nadwyżek budżetowych, a Władysław T. Bartoszewski był ciekaw, skąd na prawicy wziął się ciąg ku repolonizacji, skoro w czasach AWS była liderem w pędzie do prywatyzacji.

— W Polsce lepiej zarabiający płacą dziś proporcjonalnie mniejsze podatki niż zarabiający słabiej. Różnica jest duża i nie sądzimy, że zmniejszenie tego klina podatkowego sprawi, że Polska przestanie konkurować o dobre miejsca pracy — w końcu tacy pracodawcy są też w krajach z dużo wyższymi podatkami — przekonywał Leszek Skiba w odpowiedzi na pytanie Konfederacji.

Na wątpliwości w sprawie budżetu odpowiedź była jedna — jest dobrze i rząd ma wszystko pod kontrolą.

— Wahania koniunktury naturalnie wpływają na deficyt, ale gospodarka ma się dobrze, a deficyt strukturalny nie odbiega od poziomu, który rekomenduje Komisja Europejska. Stale też pilnujemy kosztów i racjonalizujemy wydatki. Kraje z nadwyżkami mają mniejszy wzrost, a rząd musi prowadzić taką politykę gospodarczą i fiskalną, która nie tylko wpływa na wzrost gospodarczy i większe inwestycje, ale też zmniejsza nierówności i wspiera dzietność — przekonywał Leszek Skiba.

Przedstawiciel PiS swoje pytanie wykorzystał do podgryzienia Koalicji Obywatelskiej, chciał bowiem wiedzieć, jak ona chce osiągnąć nadwyżkę budżetową, jeśli zgodnie z deklaracjami zachowa wszystkie programy socjalnie PiS i doda nowe.

— Jeśli budżet teraz jest zrównoważony naprawdę, a nie tylko na papierze, to wystarczy wprowadzić dodatkowe oszczędności i zyski. Wyliczyliśmy, że w tegorocznym budżecie moglibyśmy znaleźć oszczędności rzędu 7 mld zł, m.in. ograniczając bizancjum w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów czy wszelkie inicjatywy w rodzaju Polskiej Fundacji Narodowej. Dochody możemy natomiast zwiększyć m.in. dzięki CIT i dywidendom ze spółek skarbu państwa, z których za naszych czasów wpływało do budżetu 7 mld zł, a wy planujecie tylko 1,5 mld zł — mówiła Izabela Leszczyna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu