Kolejny dzień notowań również należał do niedźwiedzi wspieranych kiepskim sentymentem na rynkach światowych oraz słabymi danymi za styczeń z polskiej gospodarki: wzrost bezrobocia do 10,5% r/r spadek sprzedaży detalicznej 22,9% m/m przy wzroście 1,3% r/r. Odreagowanie przyszło w środę i gdy wydawało się, że zakończymy notowania na plusie krótko przed końcem sesji - WIG20 mocno spadł kończąc dzień 1,17% zniżką.
Indeksy małych i średnich spółek utrzymały swój wzrost do końca notowań MWIG
(1,57%) SWIG(1,22%).
Pamiętając „fixing cudów” ciężko powiedzieć czy przecena
wynikała ze słabego otwarcia rynków amerykańskich czy tym razem „cuda”
przełożono na ostatnie 30 minut sesji. Tego dnia RPP podała komunikat o
obniżeniu głównej stopy procentowej o 0,25% do poziomu 4%. Kolejne sesje również
obrazu rynku nie zmieniły bez poprawy sentymentu za granicą ciężko oczekiwać
wzrostów. Ostatecznie indeks szerokiego rynku zakończył tydzień na poziomie
21690.75 pkt, WIG20 1372.47pkt, SWIG80 6091.37pkt, MWIG40 1243.60
Japonia, Chiny, Indie
W skali minionego tygodnia indeks
Nikkei225 zyskał na wartości 2,05%, pomimo iż tydzień nie rozpoczął się
najlepiej. Na fali narastających obaw, iż amerykański rząd nie zdoła
ustabilizować systemu finansowego we wtorek indeks spadł do poziomów widzianych
ostatnio 26 lat temu. W środę opublikowane zostały dane o japońskim eksporcie,
który w styczniu spadł o prawie 45% w stosunku do stycznia zeszłego roku. Do tak
tragicznych danych najbardziej przyczynił się eksport samochodów, który spadł o
2/3 w stosunku do zeszłego roku i znacznie przyśpieszył w stosunku do grudnia
2008, gdy ten spadek wynosił 45%. Pomimo tych danych w środę indeks Nikkei
zmienił kierunek i do końca tygodnia odrobił straty z nawiązką. Po części na
pewno przyczyniła się do tego informacja, iż japoński rząd rozważa skupowanie
akcji bezpośrednio z rynku za publiczne pieniądze, co mogłoby pomóc
japońskim bankom, których kapitał topnieje wraz ze spadającymi kursami akcji,
które posiadają.
Indeks Chińskiej giełdy, Shanghai Composite spadł w mijającym tygodniu o 7,9%, natomiast Indeks Hang Seng w Hong Kongu wzrósł o 0,8%. Najlepszy nastrój na chińskich giełdach panował na początku tygodnia. Wzrost indeksów był głównie zasługą spółek deweloperskich, które zyskiwały po informacji, że plan mający pobudzić Chińską gospodarkę został przekazany do głównego narodowego biura planowania do zatwierdzenia. Chiński Bank Centralny poinformował również, iż w tym roku nie będzie już tak agresywnie obniżał stóp procentowych.
Indeks inflacji CPI w Shanghaju w styczniu wyniósł 1,7% w stosunku do stycznia zeszłego roku. Po raz pierwszy od 6 miesięcy wzrósł w stosunku do poprzedniego miesiąca (w grudniu 2008 wyniósł 0,5%).
Miniony tydzień na giełdzie w Bombaju nie wniósł nic nowego do istniejącej sytuacji na rynku akcyjnym. Nawet obniżenie akcyzy o 200 punktów bazowych do poziomu 8% nie wywołał znaczącej poprawy nastrojów wśród inwestorów. Jesteśmy obecnie w sytuacji w której rynek nie wykazuje oznak ani sygnałów uzdrowienia. Zwiększyła się aktywność funduszy powierniczych, które przesuwają swoje zainteresowanie z akcji na część dłużną z uwagi na skrajną zmienność w ostatnich kilku tygodniach. W styczniu o blisko 10% zwiększyły się aktywa pod zarządzaniem funduszy obligacyjnych i rynku pieniężnego. Inwestorzy wydają się falowo kierować swoje zainteresowanie w stronę inwestycji o stałym dochodzie. Niestety może upłynąć kilka dobrych miesięcy zanim powróci racjonalność wyceny walorów akcyjnych i zanotujemy wzmożone zainteresowanie ryzykownymi papierami. Trochę spokoju wniosły dane za inflację, która w poprzednim tygodniu wyniosła 3.36% dając argument do złagodzenia polityki monetarnej. Opublikowane wyniki dotyczące wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale, które osiągnęły poziom 5.3%, sygnalizują wyraźne spowolnienie na skalę nie odnotowaną od pięciu lat. Jest to głównie za sprawą skurczenia się wpływu rolnictwa i produkcji przemysłowej. Indeks największych blue chipów Sensex zanotował w minionym tygodniu niewielki wzrost rzędu 0.55% zamykając notowania na poziomie 8891pkt. Wynik mógł być znacznie gorszy gdyby nie opublikowane wyniki kwartalne Tata Steel, które okazały się lepsze niż oczekiwania rynku. Walory Tata wzrosły 5.61%.
Stany Zjednoczone
Ubiegły tydzień Wall Street z
pewnością nie zaliczy do udanych. Indeksy wciąż mają ogromne trudności aby
podnieść się z kolan. Optymiści mówią, że tak ogromne środki jakie nowa
administracja przeznacza na ratowanie gospodarki czy sektora bankowego powinny w
końcu doprowadzić do odbicia indeksów. Samym notowaniom ciągle jednak
przeszkadzają złe dane makro. Dane z rynku pracy czy nieruchomości konsekwentnie
zaskakują negatywnie, a sam tydzień zakończył się fatalnym odczytem spadku PKB w
ostatnim kwartale zeszłego roku. Poprzedni poziom -3,8 proc, zweryfikowano w dół
do -6,2 proc. co bez echa oczywiście się nie obeszło. Podobnie nad bankami wciąż
wisi widmo nacjonalizacji. Co prawda Ben Bernanke dalej zapewnia, że skarb
państwa żadnych instytucji nie będzie przejmował, ale w piątek ujawniono, że
dotychczasowe obligacje o wartości 25 mld USD w Citigroup zostaną zamienione na
akcje. Cenom akcji sektora finansowego takie wiadomości nie pomagają. Zresztą w
czwartek, gdy ujawniono budżet indeksy również spadały. Spadkom przewodził
sektor zdrowotny, którego zyski uszczupleją na skutek polityki nowego
prezydenta. Sam deficyt ma wynieść rekordowe 12,3 proc., a na pomoc dla
instytucji finansowych ma zostać przeznaczone kolejne 250 mld USD. Widać więc
wyraźnie, że obecny kryzys to studnia bez dna, do której można wrzucać kolejne
miliardy bez jakiekolwiek reakcji rynku.
Europa Zachodnia
Nastroje za oceanem oraz wieści z
europejskich koncernów, to główne determinanty nastrojów inwestorów na Starym
Kontynencie w mijającym tygodniu. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu
tygodniowym zgodnie wylądowały na kilkuprocentowych minusach, pozytywnym
wyjątkiem był parkiet londyński.
Ponownie na świeczniku znalazła się branża
finansowa, praktycznie już upaństwowiony brytyjski Royal Bank of Scotland
- ze stratą za 2008 r. rzędu ponad 24 mld funtów - wpisał się na stałe do
panteonu brytyjskiej gospodarki z najgorszym rocznym wynikiem, jaki kiedykolwiek
stał się udziałem brytyjskiej spółki. Fakt, że dane i tak były lepsze od prognoz
i pozytywnie zaskoczyły akcjonariuszy, nie jest w tym momencie aż nadto istotny.
Większą od prognoz stratę kwartalną ujawnił za to niemiecki Allianz, ale
inwestorzy bardziej zdaje się uwierzyli prezesowi informującemu o dobrej
kondycji finansowej spółki, pomimo decyzji o zmniejszeniu dywidendy.
Z danych
makro nikogo nie zaskoczyły odczyty PKB za IV kwartał Niemiec (spadek o 2,1
proc. w ujęciu kwartalnym i 1.6 proc. w ujęciu rocznym) oraz Wielkiej Brytanii
(spadek odpowiednio o 1.5 proc. i 1.9 proc.), gorsza od prognoz okazała się
stopa bezrobocia w strefie euro, poziom 8,2 proc. jest najwyższy od trzech lat.
W nadchodzącym tygodniu poznamy dane PKB za IV kwartał w całej strefie euro,
który raczej powinien wpisywać się w obraz spowalniających gospodarek Starego
Kontynentu. Oczywiście swoje „trzy grosze” dorzucą wieści z kolejnych
europejskich spółek.
Surowce
Kontrakty na ropę typu Crude odnotowały
wzrost cen o 8%, a baryłka w Nowym Jorku kosztuje 43 dolary. Ostatnio analitycy
bacznie obserwują stan zapasów w USA jako punkt odniesienia świadczący o sile
bądź słabości popytu. Dane Departamentu Energii USA o inwentażu surowca
potwierdzają, że amerykanie ograniczają wydatki, co ma odbicie w zużyciu ropy.
Co prawda zapasy ropy wzrosły nieznacznie, ale pewnym pozytywem jest spadek
zapasów benzyny. Jednak negatywny sentyment na tym rynku pozostaje niezmienny.
Obserwowany od dłuższego czasu wzrost stanów magazynowych to wynik nadpodaży na
rynku. Pomimo cięć produkcji ropy ze strony krajów OPEC i Rosji ceny nie reagują
i wydaje się, że taki stan będzie się utrzymywał do czasu pierwszych bodźców
ożywienia gospodarczego. Dane jakie napłynęły z Japonii również były bardzo
słabe. Firmy tną produkcję, która osiągnęła rekordowo niski poziom w powojennej
historii Japonii. Należy tu wspomnieć, że kraj kwitnącej wiśni jest trzecim na
świecie konsumentem ropy Crude. Niewykluczone, że na przestrzeni najbliższych
miesięcy ceny mogą jeszcze spaść.
Miedź zdrożała w tym tygodniu o 5%,
natomiast za tonę w Londynie płacono w piątek 3302 dolary. Wydaje się, iż
ostatnie wzrosty to efekt zwiększonych zakupów ze strony Chin. Ceny tego
metalu rosły pomimo napływu niekorzystnych informacji z USA, które potwierdzają
recesję w tym kraju. Sprzedaż nowych domów w styczniu spada i trudno doszukiwać
się pozytywnych sygnałów, które mogłyby zmienić oblicze rynku.
Ceny złota
spadły o 4%, a za uncję płaci się obecnie 955 dolarów. Kruszec ponownie „złapał”
korelację z rynkiem walutowym, gdzie dolar zyskiwał w stosunku do euro. Złoto po
trzech z rzędu wzrostowych tygodniach doświadczyło korekty Jednak obowiązujący
trend wzrostowy jest na razie niezagrożony, choć jej zasięg wydaje się jeszcze
niewyczerpany. Jeśli obecna korekta miałaby zbliżony zasięg do dwóch poprzednich
to ceny powinny spaść do pułapu 915 dolarów za uncję. Wydaje się, że mamy do
czynienia z realizacją zysków i jeśli presja ze strony podaży zniknie to ceny
powinny powrócić do wzrostów.
Waluty
W miniony poniedziałek para EUR/USD do godziny 9
rano wykonała bardzo dynamiczny 2 centowy ruch do góry do poziomu 1,2991, który
okazał się maksymalną wartością w ujęciu tygodniowym. Od tego momentu do końca
dnia kurs równie gwałtownie spadł o 3 ceny. Do środy euro udało się odrobić 2/3
tej straty i na tym skończyła się aprecjacja europejskiej waluty. W kolejnych
dniach dolar systematycznie zyskiwał na wartości co w konsekwencji doprowadziło
w piątek do ataku na dołek z początku tygodnia. Europejska waluta jednak się
wybroniła i w piątek o 13-tej za 1 euro trzeba było zapłacić 1,2653
dolara. Ogólna sytuacja na omawianej parze nie wiele się zmieniła. Nadal
poruszamy się w średnioterminowym kanale spadkowym zapoczątkowanym w połowie
grudnia. Najbliższe wsparcie to dołek z 18 lutego 1,2512. Jeśli to nie zatrzyma
dolara przed dalszą aprecjacją to można spodziewać się próby przełamania dołka z
końca października 1,2332. W poniedziałek złotówce pomagało oświadczenia
wystosowane przez banki centralne Czech, Rumunii, Węgier, jak również naszego
NBP. Według nich skala osłabienia walut regionu nie ma podstaw fundamentalnych i
w przypadku dalszej ich deprecjacji mogą podjąć skoordynowane działania broniące
kursów. Zaowocowało to ponad 2% spadkiem notowań USD/PLN, EUR/PLN i CHF/PLN.
Złotówka jednak nie poszła za ciosem i kolejne dni przyniosły uspokojenie.
Notowania poruszały się w obrębie poniedziałkowych wartości. W horyzoncie
tygodnia w piątek do godziny 13 złotówka zyskiwała miedzy 0,5% a 2% w stosunku
do trzech głównych walut.
Łukasz Bugaj, Jarosław Godyń, Zofia Kamińska, Michał Kurpiel, Paweł Pilzak, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr Trzeciak, Kamila Urbańska-Pałac.