Wszystko sprzysięgło się przeciw dolarowi

Niższy od zakładanego wzrost gospodarczy i inflacja, rakieta, huragan — „zielony” zbladł i rychło do formy raczej nie wróci

Dolar staje się zbyt silny, częściowo dlatego, że ludzie wierzą we mnie — powiedział nieskromnie Donald Trump 12 kwietnia tego roku. Kurs EUR/USD wynosił wówczas 1,0666, dziś jest ponad 13 proc. wyżej, a kurs USD/PLN 11 proc. niżej. We wtorek „zielony” nadal był w odwrocie, choć inwestorzy zajmowali wczoraj bezpieczniejsze pozycje po tym, jak Korea Północna wystrzeliła rakietę w kierunku Japonii. Normalnej reakcji — a taką byłby zwrot ku bezpiecznej przystani, za jaką uważany był dolar — jednak nie było, choć akurat do tego sygnału Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ, nie przywiązywałby zbyt dużej wagi.

Zobacz więcej

Fot. Bloomerg

— Rynek tak zareagował, bo nie wierzy w wojnę w Korei. Inaczej podejście do dolara i do amerykańskich obligacji byłoby inne. Niemniej problem z Koreą Północną jest taki, że jej przywódca jest nieobliczalny, a rakiety trafiają mało precyzyjnie. Stąd też łatwo o znacznie poważniejszy problem niż to, co stało się we wtorek. Proszę wyobrazić sobie sytuację, w której rakieta trafiłaby (niezestrzelona wcześniej przez wojsko) w japońską ziemię — mówi Marek Rogalski. Precyzyjnie uderzył natomiast indeks dolara w techniczny poziom wsparcia, jakim jest 200-sesyjna średnia ruchoma. Znalazł się pod nią po raz pierwszy od 2014 r., co teoretycznie należy interpretować jako następny etap trendu, a nie jego koniec.

Skala wartości

Zdania co do tego, ile obecny kurs EUR/ USD ma wspólnego z fundamentami, są wśród analityków podzielone.

— Według naszego modelu wyceny doszło do krótkoterminowego, 3-procentowego przewartościowania euro. To najwięcej od lata 2015 r. Biorąc jednak pod uwagę, że raczej mało prawdopodobne jest, by najbliższe dane o inflacji w Stanach Zjednoczonych przyniosły zmianę trendu, a oficjele z Europejskiego Banku Centralnego nie podejmują na razie słownych interwencji w celu osłabienia euro, celem dla notowań EUR/USD jest 1,2250 — uważa Petr Krpata, ekonomista ING.

— Fundamenty dolara są słabe, ale siła euro zaczyna być nieuzasadniona. Inwestorzy zachowują się tak, jakby EBC miał w 2018 r. zakończyć program QE, a na przełomie 2018/19 podnieść stopy procentowe. Tymczasem wątpliwe jest, aby Mario Draghi zdecydował się na szybki proces wyjścia z ultraluźnej polityki. Obawiam się, że w obecnej sytuacji jesienne posiedzenia EBC mogą przynieść rozczarowanie, chociaż można wyobrazić sobie sytuację, w której szczyt na EUR/USD nie wypadnie przed 7 września (posiedzenie EBC), ale dopiero po 24 września (wybory do Bundestagu) — dodaje Marek Rogalski.

Marcin R. Kiepas, główny analityk fundacji FXCuffs, przekonuje, że zarysowany w styczniu trend miał pełne uzasadnienie.

— Wystarczy wymienić zaskakująco silne ożywienie gospodarcze, jakiego doświadcza Europa, brak zmaterializowania się ryzyka politycznego związanego z wyborami (m.in. we Francji), czy spekulacje dotyczące przyszłej normalizacji polityki monetarnej przez EBC. To wszystko czynniki przemawiające za euro — mówi Marcin R. Kiepas, który ma też długą listę argumentów przeciw dolarowi, z niższym od zakładanego wzrostem gospodarczym i niższą inflacją za oceanem oraz ryzykiem związanym z prezydenturą Donalda Trumpa. Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers, uważa, że rynek zapędził się w przeświadczeniu, że pozytywny klimat wokół euro i negatywny wokół dolara będzie się utrzymywał nieprzerwanie przez wiele miesięcy, ale zaznacza, że trudno winić uczestników rynku, że preferują rozgrywać fakty, a nie domysły.

— Do dyspozycji mamy imponujące dane o ekspansji gospodarczej w strefie euro, niemal zerowe ryzyko polityczne i EBB, któremu kończy się czas na kontynuację QE. W USA mamy natomiast hamującą inflację, porażki legislacyjne administracji Donalda Trumpa, a teraz szkody dla gospodarki spowodowane huraganem Harvey. W takich warunkach trudno nie patrzyć przyjaznym okiem na perspektywy euro i odrzucać dolara — mówi Konrad Białas.

Lista warunków

Zdaniem Marka Rogalskiego uczestnicy rynku przesadzili zarówno ze sceptycyzmem względem zdolności Fedu do kontynuacji podwyżek stóp procentowych, jak i optymizmem co do prędkości normalizacji polityki EBC.

— Dla Fedu, oprócz inflacji dóbr i usług konsumpcyjnych, liczy się także zmiana cen aktywów (w większości pomijana w statystykach CPI) oraz poziom realnych stóp procentowych (wciąż poniżej zera). Poprawa sytuacji na rynku pracy nie zwalnia tempa, gospodarkaamerykańska ma potencjał do sezonowego przyspieszenia w czwartym kwartale, a polityka fiskalna z obecnego położenia może przynieść tylko pozytywne niespodzianki. Grudniowa podwyżka Fedu wciąż jest w grze, a z nią odreagowanie dolara — podkreśla analityk DM BOŚ.

Jego zdaniem, rajd euro już jest problemem dla bankierów europejskich i nie można wykluczyć, że już na najbliższym posiedzeniu EBC wykaże większą zachowawczość, podkopując jastrzębie oczekiwania rynku i ostudzi rajd euro. Konrad Białas z DM TMS Brokers nie spodziewa się jednak nagłego zwrotu w notowaniach, choć rynek walutowy już nie raz pokazał, że może do tego dojść w najmniej spodziewanym momencie.

— Potrzeba sukcesów w przeforsowaniu projektów fiskalnych w Kongresie, serii solidnych danych gospodarczych i jastrzębiego impulsu z Fedu. Do tego czasu nikt na rynku nie odważy się zrobić pierwszego kroku i nie zacznie kupować dolara — mówi Konrad Białas. Marcin Kiepas uważa, że potrzebne byłyby jakieś nadzwyczajne wydarzenia, takie jak gwałtowny wzrost napięcia na linii Stany Zjednoczone — Korea Płn. (Donald Trump powiedział we wtorek, że wszystkie opcje są możliwe). Marek Rogalski z DM BOŚ wymienia ewentualne nadspodziewanie dobre dane o PKB w trzecim kwartale w Stanach Zjednoczonych i inne lepsze od oczekiwań dane makro, ustawy podatkowe Donalda Trumpa oraz korekta innych walut, jak euro czy jen, spowodowana np. słownymi interwencjami bankierów centralnych. Na interwencję Donalda Trumpa raczej nie ma co liczyć, bo dla niego słabsza waluta oznacza większe korzyści dla amerykańskich eksporterów. Ale w grze rynkowej ktoś musi być przegranym i koniec końców mogą to być rynki wschodzące.

— Słabość dolara napędza rajd surowców, ale też pompuje nierównowagi w gospodarkach rozwijających, silnie uzależnionych od napływu zagranicznego kapitału (i również eksportujących surowce). Jeśli przyjmiemy, że dolar obecne jest wyraźnie niedowartościowany, oznacza to, że karta w końcu się odwróci, a z nią przepływy portfelowe. Grozi to zaburzeniami w rachunkach obrotów bieżących tych gospodarek, co może podkopać globalny wzrost gospodarczy — mówi Konrad Białas.

14,5 proc. O tyle od początku roku urósł kurs euro do dolara.

15 proc. O tyle w tym czasie spadł kurs dolara do złotego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wszystko sprzysięgło się przeciw dolarowi