Prawie o 10 proc. wzrosła w tym roku ogólna liczba wypadków w górnictwie węgla kamiennego; w całym polskim górnictwie nastąpił wzrost wypadkowości o 6 proc., wynika z danych Wyższego Urzędu Górniczego (WUG).
Pod względem liczby wypadków śmiertelnych mijający rok jest najtragiczniejszy od ośmiu lat. W tym roku w górnictwie zginęło 47 górników, w tym 43 w kopalniach węgla kamiennego.
Wzrost wypadkowości oznacza złamanie utrzymującej się niemal od początku lat 90. tendencji malejącej.
Rośnie liczba wypadków w firmach usługowych, zatrudnianych przez kopalnie. W jednej z takich firm pracowało 15 ofiar listopadowej katastrofy w kopalni äHalembaö, która kosztowała życie 23 górników.
"W wielu przypadkach firmy te, na etapie tworzenia, są zupełnie poza kontrolą organów nadzoru górniczego", powiedział podczas środowej konferencji prasowej w Katowicach prezes WUG, Piotr Buchwald.
Według danych WUG, w górnictwie prowadzi roboty 776 oddziałów firm usługowych, z czego 620 w kopalniach węgla kamiennego. Zatrudniają one łącznie ponad 27,6 tys. górników, z czego niespełna 22,5 tys. w węglu kamiennym. Właśnie w tych firmach notuje się procentowo największy wzrost wypadkowości.
Buchwald przypomniał, że wiele kopalń w Polsce prowadzi eksploatację z pokładów, gdzie kumulują się największe podziemne zagrożenia: pożarowe, metanowe i tąpaniami. Im głębiej, tym praca jest bardziej niebezpieczna.
Zagrożenia tąpaniami oraz metanowe kumulują się aż w 24 z 33 czynnych kopalń węgla. W 15 z tych 24 zakładów eksploatacja prowadzona jest przy czwartym, najwyższym stopniu zagrożenia metanowego. W sumie w polskich kopalniach do czynnych wyrobisk z ponad 120 ścian wydziela się ok. 800 mln m sześc. metanu, z czego 250 mln m sześc. jest wykorzystywanych gospodarczo.
Najważniejsze czynniki wpływające na bezpieczeństwo Buchwald podzielił na pięć kategorii: trudne warunki geologiczne i naturalne zagrożenia, wydobycie węgla z tzw. podpoziomów czyli miejsc gdzie nie sięgają kopalniane szyby (ponad połowa całego wydobycia), zły stan w urządzeń (w Kompanii Węglowej tylko 20 proc. to nowe obudowy; wiele ma ok. 20 lat), brak fachowców spowodowany luką pokoleniową w kopalniach oraz słabe kwalifikacje i nadzór związany z zatrudnianiem firm usługowych.
Z danych WUG wynika, że w tym roku wydobycie każdych ponad dwóch milionów ton węgla kosztowało życie jednego górnika. Najczęstsze przyczyny to naruszenia przepisów - m.in. przebywanie górników w niedozwolonych miejscach, nieprzestrzeganie ustalonych planów robót, brak koordynacji prac, niewystarczający dozór, zły stan techniczny urządzeń, ich obsługa przez osoby bez kwalifikacji, a także zjawiska naturalne ľ tąpnięcia oraz wybuchy metanu i pyłu węglowego.
WUG nadzoruje eksploatację we wszystkich 4.512 zakładach górniczych w Polsce, zatrudniających łącznie ponad 181 tys. pracowników (w tym ok. 123 tys. w kopalniach węgla kamiennego). Oprócz kopalń węgla kamiennego, rud miedzi oraz rud cynku i ołowiu, są to m.in. kopalnie odkrywkowe i otworowe piasku, żwiru itp.
W tym roku, do 20 grudnia, w polskim górnictwie doszło ogółem do 2.846 wypadków, wobec 2.685 w tym samym czasie ubiegłego roku (wzrost o 6 proc.). Z tego do 2.147 wypadków, wobec 1.959 w tym samym czasie przed rokiem, doszło w kopalniach węgla kamiennego (wzrost o 9,6 proc.); z tego 540 wypadków dotyczyło pracowników firm usługowych.
(PAP)