Wyborcy zadecydują o wzrostach na GPW
W ocenie analityków Banku Handlowego w Warszawie, trudno mówić o ostatnich spadkach na warszawskiej giełdzie, nie odnosząc się do wydarzeń zanotowanych jeszcze jesienią 2000 roku. Chodzi tu zwłaszcza o poprawę nastrojów, jaka miała miejsce w okresie październik-listopad, wywołaną działaniami powszechnych towarzystw emerytalnych.
— Przez ostatnie dwa lata w końcówce roku mamy w Polsce do czynienia z ciekawą sytuacją. W tym czasie krajowy rynek nabiera rozmachu w wyniku napływu środków z PTE. Fundusze zamykają rok bilansowy, a co z tym się wiąże chcą się wykazać dobrymi wynikami na koniec roku. Zaczynają więc przebudowywać portfel, co przy wydatnej pomocy innych krajowych podmiotów przyczynia się do wzrostów cen — uważa Andrzej Tabor, dyrektor departamentu analiz Banku Handlowego w Warszawie.
W jego ocenie, o ile jednak wystąpił tzw. efekt październikowy czy też listopadowy, będący rezultatem działań PTE, o tyle efekt stycznia, wynikający z kolei z napływu środków z zagranicy już nie miał miejsca.
Ze względu na zbyt wysokie stopy procentowe, silnego złotego i nieciekawą sytuację w naszym regionie, zwłaszcza w Czechach i na Węgrzech, inwestorzy zagraniczni bali się wchodzić na rynek Polski. Do kupowania nie zachęcała też koniunktura panująca w Stanach Zjednoczonych. Przy braku odpowiedniego wsparcia z zagranicy rynek zaczął spadać. Sytuację pogorszyły znacznie długie pozycje na rynku futures, gdzie spread oscylował wokół plus 100 punktów.
— Niewielki wpływ na krajową giełdę miał natomiast kryzys turecki. Wydaje mi się, że o wiele większe znaczenie dla postrzegania Polski przez zagranicę miały spory związane z PZU — uważa specjalista z Banku Handlowego.
Skrajny pesymizm miał kluczowy wpływ na błędną interpretację raczej pozytywnych informacji. Najlepszym przykładem jest tu TP SA, gdzie France Telecom odsunął w czasie realizację transakcji zakupu pakietu akcji od Skarbu Państwa.
— Należy pamiętać, że Francuzi są i nadal będą inwestorem strategicznym TP SA, dlatego też najważniejszą sprawą dla ich zarządu jest określenie, kiedy i za ile kupić następną pulę akcji. Podstawowym zadaniem zarządu France Telecom jest dbanie o maksymalizację wartości spółki, a wydatek rzędu 1 mld dolarów, przy znacząco niższych cenach rynkowych TP SA, mógłby być źle odebrany przez akcjonariuszy. Z drugiej jednak strony, France Telecom rzeczywiście jest zainteresowany odkupieniem kolejnej puli, zrobi to jednak w momencie, kiedy narodowy operator zostanie zrestrukturyzowany — twierdzi Andrzej Tabor.
W jego ocenie, realizacja takiej strategii powinna przyczynić się do lepszego postrzegania zarówno France Telecom jak i TP SA. Pierwszej ze spółek dlatego, że nie będzie ona musiała dziś ponosić dodatkowych kosztów wynikających z zakupu akcji oraz nie wykaże kosztów restrukturyzacji, które musiałaby ujawnić w wynikach skonsolidowanych. Również dla akcjonariuszy TP SA, zwłaszcza długoterminowych, jest lepiej, gdy inwestor kupi akcje w momencie, kiedy spółka będzie już zrestrukturyzowana. Biorąc pod uwagę fakt, że rynek dyskontuje przyszłość, cena rynkowa w momencie objęcia kontroli nad TP SA powinna być znacznie wyższa od obecnej ceny rynkowej.
W najbliższym czasie najważniejszą sprawą dla wszystkich giełd będą oczekiwania dotyczące rozwoju sytuacji na rynku amerykańskim.
— Z jednej strony tamtejsi inwestorzy straszeni są recesją, z drugiej jednak Fed stara się jej zapobiec. Jeżeli dodatkowo potwierdzą się informacje o utrzymaniu inflacji pod kontrolą, to realna jest kolejna obniżka stóp procentowych. To z kolei może oznaczać, że dzięki płynnej i elastycznej gospodarce amerykańskiej nie nastąpi tam twarde lądowanie — uważa dyrektor departamentu analiz.
Jego zdaniem, większe znaczenie dla Polski mają jednak prognozy dotyczące krajów Europy Zachodniej. Tam sytuacja jest dobra, co powinno pozytywnie wpływać również na krajową gospodarkę.
Do kupowania akcji w Warszawie nie zachęcają jednak wysokie stopy procentowe i silny złoty. Dodatkowo biorąc pod uwagę stabilność naszej gospodarki i wejście do Unii Europejskiej na kowergencje jest jeszcze za wcześnie. Niestety polityka inwestycyjna funduszy regionalnych jest zachowawcza. Inwestycje są czynione w tę samą grupę spółek w regionie, a alokacja aktywów jest robiona branżowo. Niestety zwroty tychże funduszy nie różnią się znacząco, co hamuje nowe wpływy kapitału na nasz rynek. Pula pieniędzy przeznaczona na ten region jest mniej więcej taka sama. Musi ona być gdzieś ulokowana.
— Ze względu na wyprzedaż realizowaną przez zagranicznych inwestorów i brak właściwego popytu uważam, że obecna nieciekawa sytuacja na GPW może jeszcze trochę potrwać. Po drastycznych spadkach i odreagowaniu będzie prawdopodobnie kolejny spadek do około 1,4 tys. punktów. Dopiero potem powinna nastąpić konsolidacja i to raczej w górę niż w dół. Wówczas będziemy czekali już tylko na kolejny efekt października. Wszystko oczywiście pod warunkiem, że nie nastąpią jakieś większe zewnętrzne szoki — mówi Andrzej Tabor.
Niekorzystny wpływ na GPW mogą mieć zwłaszcza zawirowania w USA i — co się z tym wiąże — działania graczy zagranicznych w Polsce. Oceniając wpływ drugiego z czynników należy wziąć pod uwagę głównie nową koncepcję obowiązującą przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych na rynkach emerging markets.
— Obecnie akcje w Polsce są stosunkowo tanie. Mimo to, spodziewam się napływu środków na GPW dopiero w momencie, gdy będzie znany lub wysoce prawdopodobny kształt polityki gospodarczej kraju na najbliższe lata. To zapewne wyjaśni się po przeprowadzeniu wyborów parlamentarnych — twierdzi dyrektor departamentu analiz.
Graczom działającym na GPW radzi on inwestować raczej w akcje poszczególnych spółek niż w całe branże. Ze względu na i tak już bardzo niskie ceny analitycy radzą kupować takie spółki jak: Computerland, Prokom, PGF, Mostostal Zabrze czy Kredyt Bank.