Wyborczej teraz nic nie grozi

Małgorzata Mierżyńska
opublikowano: 2007-02-21 00:00

Skoro „Dziennik” przegrywa wojnę „papierową”, dlaczego miałoby mu lepiej pójść w internecie?

Skoro „Dziennik” przegrywa wojnę „papierową”, dlaczego miałoby mu lepiej pójść w internecie?

„PB”: Wanda Rapaczyńska twierdzi, że Agora wyszła wzmocniona ze starcia z Axelem Springerem. Czy pan też tak sądzi?

Edward Korbel: „Dziennikowi” rzeczywiście daleko jest zarówno do nakładu, jak i do przychodów reklamowych „Gazety Wyborczej” („GW”). Sztandarowemu tytułowi Agory nadal nic nie zagraża i tu rzeczywiście wydawca skutecznie się broni. Niemniej sytuacja „GW”, przyzwyczajonej do komfortowej pozycji jedynego liczącego się od lat gracza na rynku dzienników, jest trudna, bo teraz musi uważnie obserwować poczynania konkurenta. Słabością Agory jest to, że w jej przychodach dominują przychody z „GW”. Nie udało się tego zmienić mimo prób rozwijania segmentu magazynów. Tak mała dywersyfikacja przychodów nie jest bezpieczna.

Jakie będą dalsze losy tej rozgrywki między Agorą a Springerem? Na jakich frontach wojna będzie się toczyć?

Najszybciej rozwijającym się środkiem przekazu jest internet. „Dziennik” uruchomił nie-

dawno swoją witrynę, co świad-

czy o tym, że walka będzie toczyć się także w przestrzeni wirtualnej. Ale skoro „Dziennik” przegrywa wojnę „papierową”, dlaczego miałoby mu pójść lepiej w internecie? Tym bardziej że Agora ma większe doświadczenie i może się skutecznie bronić. Chcąc odebrać „GW” część reklamodawców, „Dziennik” musi raczej kontynuować walkę na cenniki.

Co to znaczy dla rynku prasy?

Ostrą konkurencję. Nie przewiduję, by ceny reklam drastycznie spadły, bo jest dobra koniunktura, ale też znacząco nie wzrosną. W 2007 r. reklama prasowa, tak jak w 2006, będzie rosła wolniej niż rynek — w tempie 3-4 proc. Wahnięć nie będzie.