Pragmatyka kampanii wyborczej stanowi, że podczas jej trwania nie istnieją polityczne wydarzenia niewyborcze. Potwierdziła to wczorajsza wizyta José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej, a niegdyś premiera Portugalii. Należy ją analizować w pakiecie z piątkową krótką bytnością obecnego szefa portugalskiego rządu José Sócratesa, który w tym półroczu przewodniczy Radzie Europejskiej i jest gospodarzem jej szczytu zaplanowanego na 18-19 października. Obaj goście z troską pochylili się nad Polską, zaniepokojeni kłopotami traktatu reformującego Unię Europejską (nazwa „konstytucyjny” jest już passé). Określanie nas „chorym człowiekiem Europy” to, rzecz jasna, nieuzasadniona złośliwość, ale termin „trudny członek UE” funkcjonuje powszechnie.
José Barroso potraktował swój pobyt ekumenicznie — spotkał się nie tylko z urzędującym premierem Jarosławem Kaczyńskim, ale także z potencjalnymi decydentami po wyborach — Donaldem Tuskiem i Wojciechem Olejniczakiem. Taki zestaw dowodzi, że w Brukseli mają bardzo dobre rozeznanie w przedwyborczych sondażach. Oprócz władzy obecnej i może przyszłej, przewodniczący KE widział się również z przeszłą — czyli z Lechem Wałęsą. Nie trzeba dodawać, że i były prezydent, i opozycjoniści nie mieli najlepszego zdania — to określenie łagodne — o polityce zagranicznej braci Kaczyńskich. Naprawdę ciekawe, z jakimi myślami Barroso opuszczał Polskę po usłyszeniu takiej kakofonii politycznych dźwięków.
Donald Tusk, któremu towarzyszył europoseł Jacek Saryusz-Wolski, trafili Kaczyńskich wyjątkowo boleśnie, eksponując podczas rozmów z Barroso konieczność wspólnej polityki energetycznej UE, która jest — przynajmniej werbalnie — sztandarem rządzących braci. Na rozpoczynającej się w poniedziałek w Strasburgu sesji Parlamentu Europejskiego jednym z najważniejszych tematów będzie właśnie unijna współpraca i solidarność energetyczna, a głównym autorem dokumentów i sprawozdawcą będzie Saryusz-Wolski. Tak oto cała chwała spłynie na PO, a europosłowie PiS będą tylko bladym tełkiem.
Prawo i Sprawiedliwość nie powinno jednak użalać się na wraży układ na forum UE, ponieważ właśnie stamtąd otrzymało od losu wspaniały bonus w kampanii wyborczej. Zestawmy daty — głosowanie w niedzielę 21 października, w sobotę cisza, a w piątek 19 października kończy się posiedzenie Rady Europejskiej! Prezydent Lech Kaczyński — a może tym razem premier Jarosław? — wróci z tarczą po traktatowym triumfie (propagandowy sukces wszystkich państw UE jest założeniem każdego szczytu) i wieczorem, akurat na zakończenie kampanii, zechce podzielić się w TVP ową radosną wieścią ze społeczeństwem. To właśnie dlatego minister Anna Fotyga nie skorzystała z propozycji zatroskanych Portugalczyków, którzy ze względu na nasze wybory byli gotowi przesunąć termin szczytu…
Jacek Zalewski