Wybory bezpośrednie to filar demokracji

opublikowano: 11-05-2015, 00:00

W momencie wysyłania tego tekstu do druku nie były znane wyniki pierwszej tury wyborów prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, oparte na pisemnych protokołach z obwodów.

Ich kompletu nie będzie w systemie wyborczym także w poniedziałek rano. Główny wątek niedzielnego głosowania jest jednak niepodważalny — dominacja duetu wystawionego przez dwie największe partie, PO i PiS, czyli ubiegającego się o reelekcję Bronisława Komorowskiego oraz pretendenta Andrzeja Dudy, nad kandydacką drobnicą. Potwierdza to, że w III RP instytucja prezydenta bezpartyjnego nie istnieje. Jedynym wyjątkiem był pierwszy wybrany bezpośrednio na kadencję 1990–95 Lech Wałęsa, który ze skłócenia z partiami uczynił wręcz swój program, ale wyszedł na tym kiepsko.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Po uwzględnieniu ograniczonych uprawnień konstytucyjnych prezydenta nie od rzeczy jest pytanie, czemu w ogóle wybieramy go bezpośrednio. Przypomnę, że w przedwojennej II RP głowę państwa wybierało Zgromadzenie Narodowe, podobnie stało się w 1989 r. na przełomie PRL i III RP.

W państwach europejskich obowiązują dwa modele, ale procedury zmieniają się stopniowo tylko w jedną stronę, z głosowania parlamentarnego na powszechne. W Niemczech i na Węgrzech fasadowi prezydenci pozostają zakładnikami partii, ale Czechy niedawno dołączyły do Polski i Słowacji, wybierając pierwszy raz bezpośrednio. Nasza konstytucja z 1997 r. zatwierdziła wybory powszechne i ten tryb jest już nie do ruszenia. Mimo ogólnego narzekania na nędzny programowo zestaw kandydatów, na których głosowaliśmy w niedzielę, Polacy nie wyobrażają sobie zabrania im tej wyborczej zabawki.

Podstawą obywatelskiej piramidy demokratycznej są obwodowe komisje wyborcze. Podkreślam tę okoliczność, ponieważ upowszechniane przed 10 maja brednie o grożącym fałszowaniu wyników wyborów przedstawiały komisje jako ciemne moce zrzucone nad Polską z jakiejś planety zła, myślące tylko o dosypywaniu do urn lewych kart, dostawianiu lub wywabianiu krzyżyków, fałszowaniu protokołów etc. A przecież w liczącej od 7 do 9 członków komisji jeden komitet kandydata na prezydenta ma tylko jednego przedstawiciela, zatem wszyscy wszystkim patrzą na ręce. Wśród 27 817 komisji w kraju i za granicą ludzie Andrzeja Dudy obsadzili 94,6 proc., delegaci Bronisława Komorowskiego 92,7 proc., Adama Jarubasa 91,5 proc., a Magdaleny Ogórek 90,4 proc. Całkowicie przypadkowy politycznie wyszedł dobór przewodniczących komisji,

bardzo wielu z nich reprezentowało kandydatów z wynikiem jednocyfrowym, czyli byli oni absolutnie neutralni wobec głównych rywali. Uwzględniając te realia, komisje wyborcze można śmiało uznać za najmniej podatne na jakiekolwiek partyjne wpływy organy państwa!

Drugą stroną medalu są natomiast kwalifikacje ich członków.

Zgodnie z kodeksem wyborczym osoby wchodzące w skład komisji „korzystają z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych i ponoszą odpowiedzialność jak funkcjonariusze publiczni”. Niestety, nie da się tak łatwo zadekretować umiejętności np. tysięcy młodych ludzi, siedzących za stolikami komisji. Tę armię można porównać do pospolitego ruszenia, które zawsze będzie miało mniejszą wartość bojową od wojska regularnego. Prawo wymaga, aby blisko 200 tys. amatorów stało się na jedną dobę wykwalifikowanymi urzędnikami, co jest niewykonalne. Dlatego w wyrokach sądowych dotyczących wyborów samorządowych z listopada 2014 r. w ogóle nie zaistniał problem fałszerstw, natomiast stwierdzono beznadziejnie głupie błędy komisji, skutkujące powtórkami wyborów w konkretnych okręgach do rad gmin/miast. 10 maja błędy proceduralne incydentalnie, rzecz jasna, także się zdarzały, co wyjdzie w postępowaniach sądowych, jak po każdych wyborach. Ze względu na zminimalizowaną skalę nie będą one jednak miały żadnego wpływu na ogólnopolskie wyniki wyścigu do Pałacu Prezydenckiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu