Wybory do PE: niska frekwencja i kara dla partii rządzących

opublikowano: 2004-06-14 02:02

Partie centroprawicowe wygrały zakończone w niedzielę wybory do Parlamentu Europejskiego, zdobywając w sumie 247-277 na 732 miejsca - wynika ze wstępnych danych, opublikowanych w niedzielę wieczorem w Brukseli.

Wybory niemal wszędzie przebiegły pod znakiem niskiej frekwencji. W pierwszych komentarzach podkreśla się, że wyborcy woleli poprzeć partie opozycyjne, niż rządzące.

Drugie miejsce zajęli socjaliści, którzy mogą liczyć na 189 do 209 miejsc w Parlamencie. Trzecią grupą będą w parlamencie liberalni demokraci z 54-70 mandatami, a czwartą - Zieloni, z 39-49 miejscami. Na piątym miejscu uplasowali się komuniści, z 30-40 mandatami.

Niespodziewanie wiele mandatów zdobyli kandydaci niezależni, nierzadko posługujący się antyeuropejską retoryką. Przykładem jest brytyjska Partia niepodległości Zjednoczonego Królestwa UKIP. Na razie nie wiadomo, czy kandydaci niezależni sformują w parlamencie jakąś grupę.

Frekwencja była rekordowo niska - nie przekroczyła 44,2 proc. Średnią zaniża dziesiątka krajów przyjętych do Unii Europejskiej 1 maja - frekwencja wyniosła tam 28,7 proc. Nie pomogły niezliczone apele o udział w wyborach, który miał być przejawem odpowiedzialności za losy wspólnej Europy. W pierwszych komentarzach przeważa opinia, że mieszkańcy Unii nie doceniają roli Parlamentu Europejskiego i dlatego zlekceważyli wybory.

W dwóch dużych krajach uważanych za siłę napędową UE - we Francji i w Niemczech - do urn poszło zaledwie odpowiednio 43 proc. i 40 proc. wyborców. W Wielkiej Brytanii zagłosowało ok. 40 proc. wyborców, co odebrano jako niezły rezultat, wynikający zapewne z jednocześnie zorganizowanych wyborów lokalnych. Podobnie było na Litwie, gdzie mieszkańcy wybierali następcę prezydenta Rolandasa Paksasa.

Frekwencją zaimponowały kraje śródziemnomorskie. W Grecji głosowało 70 proc., tyle samo na Cyprze, we Włoszech - blisko 66 proc. Najbardziej obywatelską postawę zaprezentowała Malta - najmniejszy kraj rozszerzonej UE. Do urn poszło tam 82 proc. uprawnionych, choć głosowanie jest dobrowolne. W Luksemburgu głosowało 93 proc., ale tam udział w wyborach jest obowiązkowy.

"W każdym kraju, jak zwykle, wyborcy zagłosują za lub przeciwko swojemu rządowi" - ubolewał jeszcze przed wyborami przewodniczący ustępującej Komisji Europejskiej Romano Prodi. Ta czarna prognoza się sprawdziła, a ponieważ ludzie najczęściej nie lubią rządu, w wielu krajach na czoło wysunęło się opozycja.

Spektakularnym tego przykładem są Niemcy, gdzie - jak wynika z częściowych rezultatów - socjaldemokracji kanclerza Gerharda Schroedera ponieśli klęskę. Chadecy z CDU/CSU dostali blisko 45 proc. głosów, zaś rządząca SPD - ok. 22 proc.

Podobnie było we Francji - częściowe wyniki wskazują, że wybory wygrała opozycja, czyli Partia Socjalistyczna. Socjaliści dostali ponad 29 proc. głosów, zaś centroprawicowa UMP prezydenta Jacquesa Chiraca - 16,6 proc. Dla socjalistów to potwierdzenie sukcesu w marcowych wyborach regionalnych.

Opozycja - prawicowa albo lewicowa - wygrała w wielkim stylu w Danii, na Węgrzech, w Czechach, w Portugalii na Łotwie, w Belgii, w Estonii, w Holandii i na Litwie. We Włoszech spadło poparcie dla partii Forza Italia Silvio Berlusconiego - według pierwszych wyników, uzyskała ona 20,5-23,5 procent głosów.

Rządzący chadecy zwyciężyli w Luksemburgu, rządzący konserwatyści - w Grecji, rządzący socjaliści - w Hiszpanii, a rządzący socjaldemokraci w Szwecji - wynika z opublikowanych w niedzielę wieczorem wstępnych rezultatów.

W Wielkiej Brytanii rządzący laburzyści i opozycyjni konserwatyści idą łeb w łeb w miarę, jak nadchodzą informacje z coraz większej liczby okręgów. Tam uwagę obserwatorów zwraca popularność eurosceptycznej partii UKIP, która zagwarantowała sobie miejsca w Parlamencie Europejskim. Eurosceptycy zyskali też zwolenników m.in. w Szwecji, w Grecji i w Czechach.

W niedzielę głosowali obywatele 19 z 25 krajów UE, w tym Włosi, którzy kontynuowali głosowanie rozpoczęte w sobotę. Wybory zakończyły się wcześniej w sześciu krajach UE. Na Łotwie, Malcie i w Czechach wyborcy wyłonili swych przedstawicieli do Strasburga już w sobotę (Czesi po dwudniowym głosowaniu), w Wielkiej Brytanii i Holandii - w czwartek, w Irlandii - w piątek.

kot/