Wybory do Sejmu już zniekształcone

opublikowano: 16-03-2015, 00:00

GRY POLITYCZNE W piątkowym komentarzu „Rusza legislacyjny wyścig szczurów” zwracałem uwagę, że trzymająca sznurki koalicja PO-PSL musi dokonać selekcji oczekujących w sejmowej kolejce projektów ustaw i wybrać te, które realnie mają szanse na uchwalenie do wakacji. Wszystkie pozostałe trafią do kosza. W tym kontekście kuriozalny jest przykład ustawy, która bezwzględnie powinna być uchwalona, ale z powodu kunktatorstwa i lenistwa rządzących nie ma już szans.

Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) co cztery lata analizuje liczbę ludności w okręgach do Sejmu w stosunku do liczby mandatów. Kodeks wyborczy nakazuje zachowanie tzw. normy przedstawicielstwa, czyli na jeden mandat posła musi w całym kraju przypadać podobna (identyczna jest niemożliwa) liczba mieszkańców. Na podstawie zaktualizowanych pod koniec 2014 r. danych PKW wyliczyła, że dla utrzymania w październikowych wyborach normy cztery okręgi powinny po jednym mandacie stracić, a cztery po jednym zyskać. Tracące: łódzki — obecnie ma 10 posłów; sosnowiecki — 9; kielecki — 16; elbląski — 8. Zyskujące: wrocławski — 14; podwarszawski — 12; gdański — 12; gdyński — 14. Analiza PKW potwierdza demograficzne umacnianie się aglomeracji, np. wysysanie przez Trójmiasto mieszkańców z Elbląga, a przez okolice Warszawy z wciąż tracącej Łodzi.

Odtworzona PKW, która sama nie ma inicjatywy ustawodawczej, przekazała 22 grudnia 2014 r. wniosek do Sejmu. Z kodeksu wyborczego wynika, że zmiany musiałyby wejść w życie do 10 maja (zbieżność z pierwszą turą prezydencką czysto przypadkowa). Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego istotne zmiany z prawie wyborczym — a korekta mandatów na pewno taką jest — muszą wejść jeszcze wcześniej, w stosunku do października około Wielkanocy. Czyli już po wszystkim, nawet gdyby Sejm dla prościutkiej ustawy przyjął tempo zwane dopalaczowym/hazardowym/górniczym.

Wyborcom tak naprawdę jest wszystko jedno, albowiem głosując na kandydatów do Sejmu stawiają na karcie tylko jeden krzyżyk. Sposób późniejszego przeliczenia tych krzyżyków na mandaty, a także liczba posłów wchodzących z wielomandatowego okręgu to dla 99 proc. wyborców abstrakcja. Dlatego mieszkańcy np. Wrocławia nie będą czuli się specjalnie pokrzywdzeni okolicznością, że ich liczba przypadająca na jednego posła będzie większa niż np. w Łodzi. Niemniej wniosek sformułowany w powyższym tytule jest jak najbardziej uprawniony. Ba, mogą znaleźć się ekstremiści, którzy naruszenie normy przedstawicielstwa wykorzystają do… zaskarżenia wyników wyborów do Sejmu, to wcale nie żart! Bezmyślne zaniechanie przez rządzącą koalicję doprowadzenia okręgowego przydziału mandatów do zgodności z kodeksem wyborczym naprawdę trudno pojąć. Mandaty, które powinny przewędrować między czterema okręgami, na pewno należałyby albo do PO, albo do PiS, a nie do którejś z małych partii. Tak wynika z preferującej wielkich metody przeliczeniowej d’Hondta. Dzisiaj absolutnie nie da się jednak wyliczyć, która z dwóch partii skorzystałaby/straciłaby na tych konkretnych przesunięciach, nakazanych przez arytmetykę i kodeks, a zaniechanych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu