Wyceny tylko od swoich

opublikowano: 28-01-2019, 22:00

Rzeczoznawcy szkód pracują głównie dla ubezpieczycieli. Opinie niezależnych ekspertów nie są akceptowane

W Polsce jest problem z niezależną wyceną wartości szkody — alarmują przedsiębiorcy. Większość osób, która się tym zajmuje, jest zatrudniania i wynagradzana przez ubezpieczycieli, a w takim układzie trudno o obiektywizm.

W Polsce mamy niewielką liczbę biegłych sądowych, którzy są naprawdę rzetelnymi
rzeczoznawcami. Wszyscy pozostali, których zatrudniają ubezpieczyciele, nie
zrobią rzetelnej wyceny szkody — mówi Łukasz Wawrzeńczyk, prezes Profika
Broker.
Zobacz więcej

GARSTKA:

W Polsce mamy niewielką liczbę biegłych sądowych, którzy są naprawdę rzetelnymi rzeczoznawcami. Wszyscy pozostali, których zatrudniają ubezpieczyciele, nie zrobią rzetelnej wyceny szkody — mówi Łukasz Wawrzeńczyk, prezes Profika Broker. Fot. Marek Wiśniewski

Bez prawa głosu

Na własnej skórze przekonali się o tym Lucjan Pilśniak i Teresa Jochemczyk, właściciele będących w likwidacji spółek Mysław i Ajpi, których historię opisywaliśmy kilka dni temu. W ich przypadku Ergo Hestia najpierw przerzuciła na poszkodowane firmy obowiązek wykonania prywatnych ekspertyz i kosztorysów, które miały potwierdzić rozmiar szkód wyrządzonych przez pożar. Natomiast później zatrudniła innych własnych rzeczoznawców, którzy weryfikowali te dokumenty i wszystko kwestionowali, choć sami nie przeprowadzili żadnych ustaleń.

— Np. w przypadku Ajpi złożyliśmy opinie i kosztorysy potwierdzające zakres szkody w maszynach i urządzeniach oraz elementach instalacji na kwotę ponad 2 mln zł. Ergo Hestia poleciła weryfikację tej dokumentacji rzeczoznawcy niespecjalizującemu się w maszynach i urządzeniach, który uznał tylko 20 proc. tej kwoty za zasadną. Ponadto w sprawie sądowej do oceny szkód w maszynach i urządzeniach zostali powołani rzeczoznawcy na co dzień współpracujący z ubezpieczycielami przy likwidacji szkód komunikacyjnych — opowiada Teresa Jochemczyk.

— Jak specjalista zatrudniony przez ubezpieczyciela może zrobić wycenę, która byłaby dla jego pracodawcy niekorzystna? A w Polsce niemal wszyscy rzeczoznawcy współpracują z ubezpieczycielami i są przez nich wynagradzani. Co więcej, takie osoby nie ponoszą żadnej odpowiedzialności w przypadku błędnej wyceny. Nie ma się do kogo odwołać, jeżeli poszkodowany się z nią nie zgadza. Z naszego doświadczenia wynika też, że brakuje w Polsce specjalistów, szczególnie w zakresie wyceny maszyn i urządzeń, którzy rzetelnie mogliby dokonać wycen oraz wytycznych, dzięki którym możliwe byłoby podważenie tych nieprawidłowych — wtóruje jej Lucjan Pilśniak.

Samowolka

Poszkodowanemu trudno ocenić i zakwestionować zasadność wyceny, nie tylko w przypadku szkód w skomplikowanych maszynach. Nie jest to łatwe także przy szkodach komunikacyjnych.

— Przeciętny klient, otrzymując od ubezpieczyciela kosztorys naprawy, który bardzo często ma wiele gwiazdek przy cenie części, nie jest w stanie samodzielnie stwierdzić, czy jest on wykonany prawidłowo.Nie funkcjonują bezpłatne systemy do kosztorysowania, gdzie mógłby to sobie porównać. Ubezpieczyciele wykorzystują słabość klienta i również na etapie reklamacji podtrzymują swoje stanowiska, licząc na to, że poszkodowany nie będzie dochodził roszczeń na drodze postępowania sądowego. Dobrze im to wychodzi w przypadku małych szkód. Poszkodowany jest zniechęcony kosztami i długim terminem dochodzenia roszczenia — zwraca uwagę Bożena Ogar, dyrektor ds. likwidacji szkód w spółce Profika Expert.

Dodaje, że ubezpieczyciele mają różne metody zaniżania odszkodowań. Jedną z nich jest stosowanie różnego rodzaju rabatów czy wyliczanie odszkodowania z zastosowaniem najtańszych zamienników, nie bacząc na to, że uszkodzony pojazd miał części tylko oryginalne. Częstą praktyką jest zaniżanie wartości pojazdu w szkodach całkowitych.

— W tym ostatnim przypadku ubezpieczyciele stosują sposoby najbardziej korzystne dla siebie. Natomiast przeciętny poszkodowany nie zdaje sobie sprawy z tego, że funkcjonują różne metodologie wyliczania tej wartości — podkreśla Bożena Ogar.

Jej zdaniem sytuację poszkodowanych w tym zakresie poprawiłoby wprowadzenie jasnych przepisów odnośnie możliwości pokrywania przez ubezpieczycieli kosztów płaconych na niezależnego rzeczoznawcę bądź skorzystanie z pomocy innego profesjonalnego podmiotu, jeszcze na etapie przedsądowym, w celu uzyskania odszkodowania zgodnego z prawem i ugruntowaną doktryną.

— Myślę, że wtedy szybko poprawiłby się poziom likwidacji szkód — mówi Bożena Ogar.

Zależni bez akceptacji

Przykład możemy brać z Niemiec, gdzie z powodzeniem funkcjonuje system niezależnych rzeczoznawców.

— W modelu niemieckim przez jakiś czas rzeczywiście istniała instytucja niezależnego rzeczoznawcy, ale z uwagi na rosnące koszty likwidacji szkód rynek powrócił do wewnętrznych rzeczoznawców w zakładach ubezpieczeń. Koszt niezależnej opinii wahał się od 500 do nawet 1500 EUR. Ponosili go kierowcy w składkach — kwestionuje ten model Łukasz Kulisiewicz, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

3650b480-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Ubezpieczeniowe wieści
Newsletter, który dostarczy informacji na temat tego, co dzieje się w branży ubezpieczeń.
ZAPISZ MNIE
Ubezpieczeniowe wieści
autor: Karolina Wysota
Wysyłany co dwa tygodnie
Karolina Wysota
Newsletter, który dostarczy informacji na temat tego, co dzieje się w branży ubezpieczeń.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Dodaje, że w Polsce też działają rzeczoznawcy niezwiązani z ubezpieczycielami. Są zrzeszeni w kilkunastu stowarzyszeniach.

— Klienci mają więc dostęp do tego rodzaju usług — twierdzi Łukasz Kulisiewicz.

Nie zgadza się z nim Bożena Ogar.

— Pomagamy klientom dochodzić roszczeń bezpośrednio od niemieckich ubezpieczycieli, w przypadku gdy do zdarzenia doszło na terytorium tego kraju. Oględziny dokonywane są w Polsce, zawsze przez niezależnych rzeczoznawców. Przesyłane przez nas kosztorysy i kalkulacje naprawy zawsze są w pełni akceptowane. Ubezpieczyciele zwracają poszkodowanemu ryczałtowo koszty poniesione na sporządzenie kosztorysu naprawy. To rozwiązanie nadal z powodzeniem funkcjonuje we wszystkich krajach niemieckojęzycznych — tłumaczy Bożena Ogar.

Zgadza się natomiast, że istnieją w Polsce organizacje zrzeszające niezależnych rzeczoznawców.

— Jednak duży odsetek rzeczoznawców tam zrzeszonych stanowią specjaliści pracujący na co dzień w zakładach ubezpieczeń. Niektórzy znajdują się na listach biegłych sądowych i nie możemy powiedzieć, że nie ma w Polsce instytucji niezależnego rzeczoznawcy. Tyle, że wyceny takich osób nie są respektowane przez zakłady ubezpieczeń na etapie przedsądowego dochodzenia roszczenia — podkreśla Bożena Ogar.

— W mojej opinii naprawdę niezależni są wyłącznie rzeczoznawcy będący biegłymi sądowymi. Z praktyki wiem, że w przypadku osób współpracujących na co dzień z ubezpieczycielami nie można liczyć na rzetelne i zgodne z obowiązującym prawem rozliczenie szkody. Rzeczoznawcy boją się utraty zleceń od ubezpieczycieli. Natomiast ubezpieczyciele chętnie korzystają z możliwości nacisku na rzeczoznawców — mówi Łukasz Wawrzeńczyk, prezes Profika Broker.

Poza tym, jego zdaniem, problem leży także w mentalności krajowych ubezpieczycieli, którzy koncentrują się przede wszystkim na obniżeniu średniej wartości szkody i temu celowi podporządkowują działania.

— Zachodnie firmy chcą zlikwidować szkodę zgodnie z obowiązującym prawem i po prostu wypłacić przysługujące poszkodowanemu odszkodowanie, natomiast w Polsce próbują za wszelką cenę je obniżyć — tłumaczy Łukasz Wawrzeńczyk.

Postulat rzecznika finansowego

Problem rzeczoznawców już jakiś czas temu zauważył Rzecznik Finansowy (RzF).

Zgłosił on do Ministerstwa Finansów pomysł wprowadzenia niezależnego rzeczoznawcy do likwidacji szkody z komunikacyjnego OC. Propozycja zakłada, żeby poszkodowany mógł zlecić ekspertyzę takiemu rzeczoznawcy, kiedy ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie i oferuje mniej, niż wynika z wyceny naprawy auta w warsztacie wybranym przez klienta — i jest głuchy na reklamacje.

— W dzisiejszym modelu do wyłącznej kompetencji zakładu ubezpieczeń należy wycena rozmiarów szkody. Spory na tym tle jest władny rozstrzygnąć tylko sąd. Doprowadziło to do sytuacji, w której sądy są obłożone tego typu sprawami. Z drugiej strony, część niezadowolonych klientów rezygnuje z dochodzenia swoich praw, obawiając się długiego i kosztowego procesu sądowego. Dlatego chcemy włączyć w proces reklamacji niezależnego rzeczoznawcę — mówił Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze Rzecznika Finansowego.

Pomysł skrytykowało PIU.

— Projekt jest nieprecyzyjny i jego realizacja może powodować znaczne skomplikowanie i wydłużenie likwidacji szkody. Wiązałoby się to z praktycznie niekończącymi się kontropiniami niezależnych rzeczoznawców, a więc i wyższymi kosztami, które musiałyby zostać uwzględnione w składkach za ubezpieczenie. Trudno znaleźć argumenty za wprowadzeniem modelu rzeczoznawcy niezależnego, tym bardziej, że rynek powoli zmierza w kierunku modelu bezgotówkowych napraw w warsztatach — twierdzi Łukasz Kulisiewicz.

Niezależnie od tego postulatu, RzF zwrócił się także do Sądu Najwyższego z pytaniem, czy ubezpieczyciel, który zaniżył wypłatę z OC komunikacyjnego, powinien zwracać koszty ekspertyzy niezależnego rzeczoznawcy — tak, żeby położyć kres rozbieżności orzecznictwa w tej sprawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu