Wydatki obronne relatywnie w dół

10-07-2018, 22:00

NATO stwierdziło, że nasze MON w 2014 r. wydawało na sprzęt 34 proc. swojego budżetu, natomiast w 2018 r. pójdzie na to…niecałe 24 proc.

Rzeczpospolita Polska zanotowała propagandową wpadkę na otwarcie szczytu Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w Brukseli. Dosłownie nazywa się to posiedzeniem Rady Północnoatlantyckiej w składzie 29 prezydentów/premierów, która jako najwyższy organ decyzyjny sojuszu jest odpowiednikiem unijnej Rady Europejskiej. Oto w wigilię szczytu NATO upowszechniło kolejny raport na temat wydatków obronnych państw członkowskich. Bilans półrocza pozwolił na oszacowanie już całego 2018 r. Okazuje się, że poziom co najmniej 2 proc. PKB na armie przeznaczy tylko piątka państw: Stany Zjednoczone Ameryki, Grecja, Estonia, Wielka Brytania oraz Łotwa. Tuż pod progiem znajdują się trzy kolejne: Polska, Litwa i Rumunia. Poprzedni raport z marca obejmował zakończony 2017 r. i wtedy prymusów było czterech, obecnie doszła piąta Łotwa. Wydźwięk raportu NATO generalnie jest optymistyczny, albowiem zauważalny stał się powolny trend wzrostowy wydatków obronnych, chociaż np. Niemcy wciąż mocno trzymają się za kieszeń. Dzięki wysiłkowi amerykańskiemu całe NATO wyda około 2,4 proc. zsumowanego PKB państw członkowskich, ale przecież na szczycie w Newport w 2014 r. wszyscy zobowiązali się do budżetowej solidarności. Tymczasem czterech członków odnotowuje relatywny spadek wydatków i w tym gronie znajduje się… Polska. Z poziomu nieco powyżej 2 proc. PKB w 2014 r. spadniemy do 1,98 proc., raport marcowy wykazał w 2017 r. poziom 1,99 proc.

Zobacz więcej

Kawaleria powietrzna, duma polskiej armii, jeszcze długie lata będzie skazana na stare radzieckie śmigłowce Mi-8. Fot. Adam Chelstowski-FORUM

Paradoks polega na tym, że wydatki obronne Polski autentycznie zwiększają się rok do roku, jednak… wolniej od tempa wzrostu PKB. Okoliczność, że gospodarka jako całość radzi sobie lepiej od sektora militarnego, nie jest żadnym powodem do lamentu. Podkopuje jednak całą doktrynę tzw. dobrej zmiany, że dopiero od dwóch lat wykonujemy zobowiązania wobec NATO, albowiem okazuje się dokładnie odwrotnie. Po wspomnianym raporcie z marca natychmiast odezwały się nożyce MON, że winna jest… metodologia NATO, odnosząca wydatki na obronność do wartości PKB roku planowego. Według metodologii krajowej, osiągamy zaś 2 proc. i basta. Czyli wychodzi na to, że w Brukseli pod tzw. dobrą zmianą ryje już nie tylko eurokracja unijna, lecz i biurokracja w kwaterze NATO.

Sojusz zauważa, że jego wyliczenia mogą się różnić od podawanych przez państwa. Dlatego Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, wczoraj pojednawczo wyraził nadzieję, że trójka pościgowa przyspieszy i honorowy próg 2 proc. osiągnie ósemka państw. Jednak w raporcie najbardziej ostra ocena Polski dotyczy nie samego ogólnego odsetka, lecz struktury wydatków. NATO stwierdziło, że w 2014 r. nasze MON wydawało na sprzęt 34 proc. swojego budżetu, natomiast w 2018 r. pójdzie na to…niecałe 24 proc. To jedyny aż tak znaczący spadek w całym sojuszu! Trudno mu się jednak dziwić, uwzględniając choćby losy przetargów na tak potrzebny siłom zbrojnym sprzęt. Śmigłowce fruwają, a okręty podwodne pływają wciąż tylko w obietnicach władców kraju, koncepcje zmieniają się szybciej od ministrów. W ciągu minionych dwóch lat jedynym konkretnym, grubym zakupem MON były… horrendalnie drogie samoloty do przewozów VIP-ów. Notabene nadal są oblatywane, bo takie są wymogi bezpieczeństwa, ale wciąż nie wiadomo, kiedy realnie wejdą do państwowej służby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Wydatki obronne relatywnie w dół