Wygrana batalia o złącze diagnostyczne OBD

Tydzień temu pisaliśmy o możliwych konsekwencjach braku zapisu o obowiązkowym wyposażaniu nowych samochodów w gniazda OBD. Na szczęście burza przeszła bokiem.

Producenci i dystrybutorzy części motoryzacyjnych, warsztaty motoryzacyjne, a przede wszystkim miliony kierowców w Europie mogą odetchnąć z ulgą. Złącze diagnostyczne OBD (On-Board Diagnostic), za pomocą którego niezależne warsztaty dokonują precyzyjnej diagnostyki, a następnie szybkiej i skutecznej naprawy — pozostanie obowiązkowym wyposażeniem samochodów. 19 kwietnia 2018 r. Parlament Europejski (PE) przyjął kompromisowąwersję rozporządzenia regulującego m.in. kwestie serwisowania i napraw pojazdów. Dzięki zabiegom Międzynarodowej Federacji Niezależnych Dystrybutorów Motoryzacyjnych (FIGIEFA) reprezentowanej w Polsce przez SDCM, czyli Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych, odpowiednie poprawki zostały w porę dodane do projektu unijnego rozporządzenia. Dlaczego w porę? Na początku procesu legislacyjnego (w 2016 r.)

Komisja Europejska stworzyła projekt, który był krzywdzący dla niezależnych operatorów rynku motoryzacyjnego, faworyzując należące do producentów pojazdów autoryzowane stacje obsługi. Proponowane wówczas zapisy — gdyby weszły w życie — praktycznie uniemożliwiłyby funkcjonowanie niezależnych warsztatów motoryzacyjnych. Jednak dwa lata procesu legislacyjnego zmieniły kształt pierwotnego projektu rozporządzenia i dzięki PE, który złożył ponad 1200 poprawek, mamy obecnie sprawiedliwe regulacje prawne. Zapisy dotyczące dostępu do danych technicznych służących naprawie samochodów (RMI), kwestie dostępu do przetwarzalnych elektronicznie danych pozwalających na jednoznaczną identyfikację części, jak i utrzymanie gniazda OBD w ciągu ponad dwóch lat pracy nad projektem rozporządzenia pojawiały się nagle w formie poprawek (czasem z dnia na dzień) i równie szybko znikały. Do ostatniego momentu trzeba było trzymać rękę na pulsie — mówi Alfred Franke, prezes SDCM.

Można odtrąbić sukces? Zdaniem Alfreda Franke, teraz już tak. Wydarzenie z 19 kwietnia było finalnym głosowaniem w PE.

— W najbliższym czasie tekst już z pominięciem debaty zostanie zatwierdzony w głosowaniu przez Radę Ministrów — wyjaśnia Alfred Franke. Zaznacza jednak, że mimo sukcesu środowisko nie może spocząć na laurach. — Dziś trudno jednoznacznie powiedzieć, kto i jak będzie szukał dziury w regulacjach prawnych. Życie pokazuje, że zawsze znajdują się firmy, które starają się wykorzystać zapisy na swoją korzyść. A ponieważ tworzone regulacje prawne są często wynikiem kompromisów, zatem i tu znajdą się zapisy, które będzie można różnie interpretować — dodaje prezes SDCM.

Co istotne, producenci samochodów, którzy z oczywistych powodów nie byli zainteresowani tym, aby niezależni usługodawcy mieli dostęp do złącza OBD, nie bedą poszkodowani. — Na sprawę należy spojrzeć z punktu widzenia swobody konkurencji i ochrony rynku przed grożącym monopolem, do czego doszłoby, gdyby samochody zostały pozbawione tego złącza. Ale pozostawienie fizycznego złącza, czyli gniazdka, za pomocą którego można podłączyć komputer diagnostyczny do samochodu, nie jest żadnym uszczerbkiem dla producentów, gdyż dotychczas i tak było montowane we wszystkich autach. Zatem nowo przyjęte rozporządzenie nic nikomu nie zabiera, utrzymuje tylko dotychczasową równowagę rynkową — zaznacza Alfred Franke.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Wygrana batalia o złącze diagnostyczne OBD