Wykres franka wysyła byczy sygnał

WALUTY

Kryzys strefy euro przypomniał szwajcarskiemu bankowi centralnemu o swoim istnieniu. Inwestorzy zaczęli skupować oferującego bezpieczeństwo franka, chwilowo sprowadzając notowania euro poniżej pułapu 1,20 CHF. Właśnie na tym poziomie siedem miesięcy temu bank Szwajcarii przywiązał kurs waluty jednej z najprężniejszych obecnie gospodarek rozwiniętych na świecie do kursu waluty regionu będącego zarzewiem ostatniej fali kryzysu (czyli strefy euro). Paradoks? A jednak.

We wrześniu bank zadeklarował, że będzie drukował franka bez ograniczeń. Oświadczył też otwarcie, że w nieograniczonych ilościach i po stałym kursie skupi euro. Walutę, która w ostatnich miesiącach parzyła inwestorów jak gorący kartofel. Nie tylko ich. Jeszcze rok temu banki centralne kluczowych krajów rozwijających się chciały przerzucić część swoich rezerw z aktywów dolarowych na denominowane w euro. Dziś nikt już o tym nie mówi. Powód to pogłębiający się kryzys na południu Europy. Groźba załamania zmusiła EBC do druku pieniądza. A to w średnim terminie zła wiadomość dla posiadaczy wspólnej waluty, która przejęła pałeczkę najbardziej psutej waluty świata.

Co to oznacza dla banku Szwajcarii, której gospodarka ma się o niebo lepiej od gospodarki strefy euro? Stoi przed wyborem: albo puści prasę drukarską w ruch wzorem kolegów z Frankfurtu (to może oznaczać wzrost inflacji i straty księgowe, gdyby ostatecznie bank musiał skapitulować), albo zrezygnuje z parytetu. Rynek postanowił powiedzieć Szwajcarom: „sprawdzam”. Bynajmniej nie w przypadkowym momencie. Euforia na rynkach, spowodowana zastrzykiem płynności zwanym LTRO, właśnie dobiega końca. Skoro inwestorzy już uwzględnili w cenach większą płynność w światowym systemie finansowym, to teraz przyszedł czas na powrót do fundamentów. I do wcześniejszych tendencji na rynkach. Na rynku EUR/CHF taką tendencją jest ciągła presja na umocnienie się szwajcarskiej waluty. Dzieje się tak, od kiedy pod koniec 2007 r. skończyła się napędzana kredytami prosperity na południu Europy. W kryzysie bardziej od wzrostu na kredyt przyciąga szwajcarska stabilność i zasobność w kapitał.

Właśnie teraz kurs walutowej pary znalazł się na linii opisującej od ponad dwóch lat umocnienie franka względem euro. Kupujący franki chcą postawić na swoim. A tym byłaby nowa fala umocnienia franka. Szwajcarski bank znalazł się więc między młotem a kowadłem. Albo ulegnie i jeszcze bardziej podkopie wiarygodność, albo narazi się na wszystkie konsekwencje, jakie za sobą pociąga walka z rynkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAREK WIERCISZEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu