Wykuwanie klęski

Maria Trepińska
22-10-2004, 00:00

W Siemianowicach Śląskich kona właśnie nieukończona walcownia, dzięki której dr Eugeniusz Majza zdobył w branży pozycję potentata. Niewiele już brakuje, by 0,5 mld zł z pieniędzy podatników poszło w błoto!

— Na upadłości najwięcej stracą udziałowcy, potem poręczyciele kredytów — ostrzega sam dr Eugeniusz Majza, prezes Enpolu, głównego wykonawcy i jednego z właścicieli Walcowni Rur Jedność (WRJ).

Do 30 października zarząd WRJ winien zdecydować, co dalej ze spółką. Banki chcą kontrolowanej upadłości. Resort finansów obawia się tej plajty, bo udzielił przecież gigantycznych poręczeń na kredyty bankowe dla walcowni.

— Majza wmawia kolejnym ministrom, że jak upadnie WRJ, to będą mieli dziurę budżetową większą o kilkaset milionów złotych — ocenia nasz rozmówca.

W styczniu 2004 r. wicepremier Jerzy Hausner, na spotkaniu z przedsiębiorcami w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, tłumaczył, że trzeba ukończyć budowę WRJ i sprzedać walcownię inwestorowi — choćby za złotówkę.

Tanio. Choć można zrozumieć intencje kogoś, kto musi jeść żabę, którą wyhodowała cała gromadka poprzedników.

16 września 2004 r. dr Majza spotkał się — w katowickiej kawiarni Uni Centrum — z Konstantym Litwinowem, reprezentantem Związku Przemysłowego Donbas. Złożył ukraińskiemu inwestorowi ofertę nabycia WRJ, Huty Andrzej, Rurexpolu, Huty Częstochowa... Padały kwoty i daty, a towarzyszący mu Tadeusz Wenecki, prezes Towarzystwa Finansowego Silesia (TFS), przedstawiciel spółki skarbu państwa, tylko przytakiwał...

Może Ukraińcy w podbramkowej sytuacji wniosą w wianie miliony?

Na krachu Walcowni Rur Jedność stracą zatem spółki skarbu i banki, które wyłożyły pieniądze na umierającą inwestycję z czasów PRL.

A kto zyska?

Tisze jediesz...

Kim jest dr Eugeniusz Majza? Wyszukiwarka google: hasło „Eugeniusz Majza”. Szukaj! Kiepski rezultat. No to może przegląd archiwum kilku czasopism — m.in. „Newsweeka” „Polityki”... I co? I nic! Brak danych.

Nie bywa na imprezach biznesowych. Interesy prowadzi w zaciszach gabinetów w Warszawie, Katowicach, Gliwicach i posiadłości w Wiśle, Ustroniu. I tak — po cichu — nieznany powszechnie śląski przedsiębiorca od lat z powodzeniem rozdaje karty.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) od ponad 2 lat sprawdza kontrowersyjną budowę Walcowni Rur Jedność. Firma Enpol z Gliwic, należąca w 80 proc. do Eugeniusza Majzy i w 20 proc. do jego żony Sylwii, jest walcowni projektantem, generalnym wykonawcą, ba, nawet poważnym udziałowcem!

Śledztwo w sprawie WRJ kontynuuje Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Na razie bez spektakularnych rezultatów. Czy ktoś mógł roztoczyć parasol nad interesami dr. Majzy?

Doktor doktorowi

— Pod koniec 1999 r. podjęto decyzje, że projekt budowy walcowni w Siemianowicach Śląskich i holdingu rurowego przejmie Kulczyk Holding. Przygotowano wszystko do wykupienia udziałów Huty Jedność w WRJ. Wtedy w hucie zmienił się zarząd — nowy zablokował transakcję przejęcia projektu przez Kulczyka. Wówczas była realna szansa, by walcownia błyskawicznie powstała. Kulczyk Holding ma doświadczenie w restrukturyzacji, polegającej na pozyskaniu inwestora docelowego — opowiada Eugeniusz Majza.

10 sierpnia 2000 r. w gabinecie ministra gospodarki spotkali się m.in. Jan Waga i Jacek Mitrocki z Kulczyk Holding. Po co?

— WRJ miał problemy z uzyskaniem środków na budowę, wtedy pojawiła się propozycja, by powołać nową spółkę, w której udziały obejmie Jan Kulczyk. Tak zapisano w jej biznesplanie! Miała się zająć dokończeniem wznoszenia walcowni — ujawnia ktoś znający kulisy rozmów.

Najbogatszy Polak, Jan Kulczyk wystawił czek potwierdzony wartości 10 mln zł — na WRJ.

Ale szybko się od hutnictwa odciął. W radzie nadzorczej WRJ zostawił jednak swego człowieka, Jacka Mitrockiego — aż do 4 grudnia 2003 r.

Dlaczego dr Jan Kulczyk wystawił czek? Emil Wąsacz, były minister skarbu — zapytany, dlaczego Jan Kulczyk wyłożył pieniądze na WRJ — odpowiedział:

— Trzeba jego spytać. Wiem, kiedy wszedł do WRJ, ale nie wiem dlaczego...

Zapytaliśmy — o kulisy transakcji.

„Informujemy, że sprawy dotyczące inwestycji Kulczyk Holding SA są objęte tajemnicą handlową i w związku z tym nie komentujemy ich w mediach w zakresie, w jakim pani sformułowała pytania” — odpowiedziała Larysa Żuchowska z Biura Prasowego Kulczyk Holding.

Rotacje

Rękami ministrów, wiceministrów, z którymi w bliskich kontaktach był i jest Eugeniusz Majza, wymieniano też „niepokornych” prezesów w spółkach skarbu państwa, niesprzyjających budowie walcowni w Siemianowicach Śląskich. Służymy jednym z przykładów. Na początku 2002 r. posadę stracił Paweł Podsiadło, prezes Towarzystwa Finansowego Silesia, spółki skarbu państwa. Powód? Odmówił poręczenia kredytu — przez TFS — dla WRJ.

— W styczniu 2002 r. na posiedzeniu rządu zapadła decyzja, że TF Silesia powinno inwestować w WRJ. Z żadnych dokumentów nie wynikało, że inwestycję należy kontynuować i że ma ona uzasadnienie ekonomiczne. Nie zgodziłem się na poręczenie... — precyzuje Paweł Podsiadło.

Nazajutrz prezesem został Andrzej Braksator i natychmiast poręczył kredyt dla WRJ. Znowu zaczęły płynąć pieniądze z państwowej kasy do WRJ — i dalej, pośrednio, do spółki Enpol.

— To nie były moje decyzje, tylko walnego — czyli resortu skarbu. Mam dokumenty! — często tłumaczył Andrzej Braksator, prezes TFS.

W sumie Silesia, spółka skarbu państwa powołana do wspierania restrukturyzacji hutnictwa (dostała na to z budżetu ponad 400 mln zł), w latach 2002-03 prawie 200 mln zł utopiła w WRJ.

W 2002 r. zapadła polityczna decyzja. Państwowe Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Wojewódzki (śląski) Fundusz Ochrony Środowiska dadzą WRJ kredyt: w sumie około 65 mln zł.

— Zarząd WFOŚ w Katowicach nie zgodził się na udzielenie kredytu, no to prezes został wymieniony. Potem już nie było problemów... — mówi osoba blisko związana ze sprawą.

Gdy WRJ dostał pieniądze z NFOŚ i WFOŚ, budowa i tak nie ruszyła, a środki popłynęły głównie na konto generalnego wykonawcy — Enpolu. Dlaczego? To akurat sprawdza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Grono

W towarzystwie dr Eugeniusza Majzy można spotkać Wiktora Łaszczyka, wieloletniego dyrektora odpowiedzialnego w ministerstwie gospodarki m.in. za hutnictwo, w tym sprawy kadrowe.

Inny przykład „z działu kadr”: Jan Korzeniec w 2000 r. został prezesem WRJ, szybko jednak stracił posadę, gdy się okazało, że zaczął zbyt gorliwie sprawdzać wydatki inwestycyjne.

— Rękę do odwołania Korzeńca przyłożył wiceminister gospodarki Bernard Błaszczyk, przyjaciel Majzy — mówi członek rządu Jerzego Buzka (z AWS).

Wiele wskazuje, że jakiś udział w dymisji Marka Kempskiego, wojewody śląskiego, za czasów AWS również mógł mieć dr Majza i jego przyjaciele. Tym razem poszło o Zakłady Chemiczne w Tarnowskich Górach — inwestycję realizowaną za państwowe pieniądze i wartą setki milionów złotych. Najpierw przetarg wygrał Enpol. Kiedy wojewoda Kempski chciał zmienić generalnego wykonawcę na spółkę Budus, należącą do Aleksandra Ćwika, notabene swego nieformalnego doradcy, zrobił się w mediach szum.

— Ktoś wojewodę przestrzegał, nie chcę powiedzieć: groził, że źle się to dla niego skończy. I tak się stało — mówi osoba z otoczenia Kempskiego.

— To prawda. Pan Majza przyłożył rękę do mego odwołania — ucina Marek Kempski, były wojewoda śląski.

Ministrowie w akcji

Dr Majza ma dar przekonywania ludzi ze świecznika.

— Inwestycja WRJ cieszy się nie tylko poparciem kolejnych rządów — każdy, kto na nią patrzy z boku, widzi, że projekt biznesowo się zamyka, a środki zaangażowane można odzyskać. Nie ma racjonalnych przesłanek, aby tego projektu nie dokończyć! — mówi Eugeniusz Majza.

Innego zdania jest Kazimierz Kowalski, wiceprezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Ocenił bowiem, że zadłużenie WRJ jest już tak wielkie, że jeśli nawet budowę jakimś cudem udałoby się skończyć, to walcownia produkowałaby najdroższe rury na świecie!

Zdumiewające zaangażowanie w budowę WRJ wykazywali — i wykazują — urzędnicy państwowi. Od prawicy do lewicy. Oto w kwietniu 1999 r. Emil Wąsacz, ówczesny minister skarbu w rządzie premiera Buzka, wezwał na dywanik prezesów kilku spółek skarbu państwa, by wyłożyli państwowe pieniądze na budową WRJ. W spotkaniu uczestniczył Eugeniusz Majza. Michał Kwiatkowski, wówczas prezes Węglokoksu (państwowego monopolisty dotowanym eksporcie węgla) zadeklarował, że przekaże 5 mln zł gotówką. I przekazał. Spółka skarbu państwa objęła za to niewiele wart pakiet 3 proc. udziałów WRJ. Pieniądze dał też państwowy Węglozbyt.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w tym czasie udziałowcami WRJ były trzy prywatne firmy (Enpol Majzy, Stalexport kontrolowany przez EBOR i Bank Śląski należący do holenderskiego ING) oraz państwowa Huta Jedność. Za 1999 r. spółka Enpol wykazała 6,3 mln zł zysku netto, który w całości przeznaczyła na wypłatę dywidendy — czyli pieniądze trafiły na konta państwa Sylwii i Eugeniusza Majzów.

Kiedy znowu się okazało, że brakuje środków na dalszą budowę walcowni, sprawą zajął się wicepremier Janusz Steinhoff, kolega Majzy z Gliwic.

— Spotkania odbywały się zarówno w gabinecie ministra Wąsacza, jak i premiera Steinhoffa. Efekt był taki, że zapadły dwie decyzje: inwestycja będzie kontynuowana, skarb państwa zwiększy zaangażowanie i poszuka innych inwestorów, udziałowców dla WRJ (i to było realizowane) oraz dodatkowo WRJ zostanie zasilona środkami z NFOŚ — mówi Eugeniusz Majza.

— Decyzję o powołaniu WRJ Serwis powzięto w gabinecie premiera Steinhoffa. Zdecydowano, że Enpol obejmie 60 proc. udziałów, a 40 proc. udziałów — państwowa Huta Jedność — wyjaśnia Jan Detko, były prezes WRJ.

Według Eugeniusza Majzy, Enpol zgodził się objąć udziały, bo musi być przecież dwóch do spółki...

Zdaniem wicepremiera Steinhoffa, to Andrzej Karbownik, były wiceminister gospodarki, kolega Majzy z Politechniki Śląskiej, zajmował się bezpośrednio WRJ. W resorcie odpowiadał za górnictwo, ale również lobbował za kontynuowaniem siemianowickiej inwestycji. Przykład? 29 listopada 2000 r. zwrócił się do Aldony Kameli-Sowińskiej, ministra skarbu — o zgodę na niepubliczny tryb zbycia akcji skarbu państwa w związku z poręczeniem dla WRJ kredytu NFOŚ.

Przyciąganie

WRJ Serwis miała dostarczać „wsad” do WRJ i sprzedawać wyroby walcowni. Eugeniusz Majza obiecywał, że załatwi dziesiątki milionów zł kredytów dla WRJ Serwis, ale pod warunkiem, że państwowa Huta Jedność (kierował nią wtedy Andrzej Kędzior) przekaże spółce ciągarnię z gruntami. I przekazała!

Cel? Jeden. Otóż na tych ziemiach, na których znajdowała się ciągarnia należąca do Huty Jedność, spółka WRJ budowała walcownię. Zatem przekazanie terenów do WRJ Serwis, w którym pakiet kontrolny należał do Enpolu spowodowało, że w efekcie Majza kontrolował inwestycję — czyli walcownię finansowaną za państwowe pieniądze. Bo w wyniku tej operacji do WRJ Serwis należało 9/10 gruntów (pozostałe — do Huty Jedność). A Eugeniusz Majza stał się władcą majątku wartości kilkuset mln zł. I tak skarb państwa stracił kontrolę nad inwestycją WRJ. Kulisy tej transakcji też sprawdza ABW...

Szybko też się okazało, że Enpol z mniejszościowego udziałowca został w WRJ głównym graczem. Obejmował udziały głównie za wierzytelności. Teraz ma 19 proc. udziałów w spółce WRJ, wartości 41,9 mln zł. Mało? Nie. Towarzystwo Finansowe Silesia (40,7 proc. udziałów w WRJ) scedowało prawo głosu na walnych zgromadzeniach... na Enpol.

Kiedy u władzy AWS zluzowało SLD, do akcji ostro wkroczył Andrzej Szarawarski, w rządzie Leszka Millera śląski wiceminister — najpierw gospodarki, potem skarbu, wielki zwolennik kontynuacji wznoszenia walcowni. Za jego czasów, pod hasłem odzyskania wpływów skarbu państwa w WRJ i WRJ Serwis, ruszyła lawina państwowych pieniędzy — z Towarzystwa Finansowego Silesia.

— Minister Szarawarski próbował ten projekt skończyć. Do tego stopnia, że wyszedł naprzeciw oczekiwaniom banków, a szczególnie ING-Bank Śląski. Dla mnie kuriozalne, że ING-BSK dostał 40 mln zł z TFS... Silesia wykupiła kredyty, udzielone przez ten bank na maszyny i urządzenia WRJ. To miało przekonać Śląski do uruchomienia kolejnej pożyczki na kontynuowanie inwestycji. Ale nie przyniosło spodziewanego efektu — wyjaśnia dr Eugeniusz Majza.

Ministrowie — jeden po drugim — walczyli o państwowe pieniądze z budżetu i banków dla WRJ pod hasłem utworzenia 700 miejsc pracy w Siemianowicach Śląskich, gdzie bezrobocie przekracza 25 proc.; argumentowali, że inwestycja jest ukończona w 90 proc. W tym czasie zarząd i rada nadzorcza WRJ, w której m.in. zasiada Eugeniusz Majza, wypłacała sobie sowite wynagrodzenie. Z dokumentów WRJ wynika, że na przykład w 2001 r., kiedy praktycznie budowa stała, trzech członków zarządu dostało w sumie niemal 750 tys. zł — czyli średnio na głowę po ćwierć miliona, a członkowie rady nadzorczej — prawie 400 tys. zł. Jakkolwiek liczyć — wychodzi ponad 1,1 mln zł... W tym samym roku Enpol za generalne wykonawstwo otrzymał 32 mln zł. Przykłady oderwania wynagrodzeń od opłakanych realiów można mnożyć.

Do kłębka

Wiele nici w tej historii prowadzi do kluczowej postaci w interesach doktora z Gliwic — mianowicie do warszawianina Józefa Łochowskiego. Ten były poseł PSL jest przewodniczącym rady nadzorczej WRJ, zasiada też w RN WRJ Serwis.

— Pan Łochowski wspiera WRJ od momentu jej powstania. Z tego, co pamiętam, był doradcą prezesa Harhali ze Stalexportu, wspierał pozyskanie rządowych poręczeń dla tego projektu. Jest też wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej, wobec tego ma dobre relacje z bankami. Jego rola jest bardzo ważna — podkreśla prezes Majza.

To Józef Łochowski miał pomóc WRJ w pozyskaniu kredytów środowiskowych na kontynuację budowy, których głównym beneficjentem był Enpol. Być może nie bez znaczenia było, że wiceprezes KIG zasiadał wcześniej w zarządzie NFOŚ.

— Józek miał ambicje zostać ministrem, kiedy premier Pawlak powołał mnie na szefa resortu przemysłu, miał do niego pretensje... Prowadzi rozległe interesy, ale nie znam szczegółów — mówi Klemens Ścierski, były minister przemysłu i handlu.

Prezes Łochowski z troską opowiada o WRJ:

— Budowa praktycznie stoi — od 4 lat. Według oceny wszystkich zainteresowanych i Urzędu Kontroli Skarbowej, to postawa banków spowodowała taką sytuację. Na nieszczęście dla WRJ w czasie jej trwania walcowni polskie banki zmieniły właścicieli na zagranicznych, a ci nie byli zainteresowani jej finansowaniem. Projekt broni się biznesowo. Po przystąpieniu do UE skarb państwa nie może już wspierać WRJ, ponieważ byłoby to uznane za pomoc publiczną, dlatego należy poszukać dla niej inwestora...

Co łączy panów Łochowskiego i Majzę? Majza twierdzi, że tylko wspólne posiedzenia RN WRJ.

— Czy pan Łochowski zasiada w radzie nadzorczej Enpolu? — dociekamy.

— Nie — ucina Majza.

Tymczasem z dokumentów rejestrowych spółki wynika, że Józef Łochowski jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Enpolu. Panowie mają siedziby swoich firm po sąsiedzku — w biurowcu, który kiedyś należał do Stalexportu — w Warszawie, przy Nowogrodzkiej, naprzeciw hotelu Forum. I jeszcze jedno. Łochowski jest wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Elektrowni Kozienice, a Enpol w swoim portfelu zamówień już zapisał budowę linii odsiarczania w tejże elektrowni.

— Wspieram Enpol, bo jest jednym wielkim przegranym na WRJ, realizował inwestycję — nawet kiedy nie było na nią środków. I dlatego spółka ma kłopoty finansowe — uważa Józef Łochowski.

Zdaniem biznesmena

ABW sprawdza także wątki korupcyjne w WRJ.

— Czy politycy, osoby sprzyjające inwestycji oczekiwały od pana prowizji, jakieś dodatkowej gratyfikacji? — pytamy głównego udziałowca Enpolu.

— W ogóle wchodzenie w takie relacje jest — w większości przypadków — z góry skazane na niepowodzenie, bo to szkodzi jednej i drugiej stronie. To temat sztucznie nagłaśniany... My, działający w tym sektorze, tego typu kontaktów unikamy, bo to powoduje komplikacje i nieuzasadnione podejrzenia. Ta ścieżka jest zupełnie dla nas zamknięta — mówi Eugeniusz Majza.

I po chwili dr Majza dodaje:

— Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie podejrzewanie wszystkich właścicieli firm prywatnych o permanentne działania korupcyjne. Dzisiaj właściwie każda rozmowa — z kimkolwiek — ma znamiona podejrzenia korupcji... Sztucznie wywołuje się taką atmosferę, że Polska to kraj, gdzie nic innego się nie robi, tylko korumpuje wszystkich o wszystko ze wszystkimi... To absolutne zaprzeczenie tego, co jest! Prosty przykład. Występując w układach międzynarodowych, wiem, że w wielu krajach, szczególnie Wschodu, standardem są umowy prowizyjne. W krajach zachodnich prowizja jest też zalegalizowana. Wypłata kilkuprocentowa od wartości umowy nie jest tam żadnym przestępstwem. A u nas — jest!

Wilczy apetyt

Eugeniusz Majza jest beneficjentem największych inwestycji w polskim hutnictwie, realizowanych w ostatnich latach. Ich wartość grubo przekroczyła 1 mld zł. Jakich inwestycji?

— Po studiach zostałem na Politechnice Śląskiej. W 1980 r. zrobiłem pracę doktorską i miałem zaawansowaną pracę habilitacyjną. Przez 15 lat pozostawałem pracownikiem naukowo-dydaktycznym. W 1990 r. zdecydowałem się odejść z uczelni. Zająłem się biznesem. Kiedy pojawiły się pierwsze spółki — w 1989 r. — zdecydowaliśmy się utworzyć firmę Enpol. Nie mieliśmy kapitału, dlatego szukaliśmy takiej ścieżki, by nie był to jednorazowy, krótkotrwały wyskok. Pierwszy większy projekt zrealizowany przez nas to modernizacja pieca grzewczego w Hucie Łabędy. Potem była budowa Elstalu w Łabędach, z udziałem niemieckiego Mannesmana. Później pojawiały się inne poważne przedsięwzięcia — w Hucie Batory. Mocno też modernizowaliśmy Hutę Ostrowiec — opowiada z dumą Eugeniusz Majza.

„Gazeta Wyborcza” z 8 sierpnia 2003 r. donosiła: „szefem Stalexportu był wówczas Ryszard Harhala, menedżer PRL-owskiego chowu, który uparł się, że Ostrowiec będzie perełką w koronie w jego holdingu. W latach 1998-99 dokapitalizował hutę kwotą 300 mln zł. Dzięki temu mogła przeprowadzić gruntowną modernizację, która doprowadziła ostatecznie do... bankructwa. Modernizacja miała kosztować 180 mln zł, a kosztowała 350 mln zł. Główną firmą modernizującą był Enpol, specjalizujący się w inwestycjach hutniczych”.

— Potwierdzam — mówi krótko Emil Wąsacz, dziś prezes Stalexportu.

Dzięki dobrym kontaktom prezesa Majzy z zarządem Huty Jedność, Enpol zajął się też siemianowicką walcownią.

— W latach 80. Huta Jedność zamówiła walcownię w niemieckim Mannesmanie. Z braku środków inwestycja utknęła, prezesi HJ pytali mnie, czy „nie można coś z tym zrobić”. W tym czasie Enpol zajmował się wspieraniem inwestorów w pozyskiwaniu środków. Pojawił się pomysł, by stworzyć nowy podmiot dla kontynuacji inwestycji — WRJ. Wracaliśmy z żoną i synami z urlopu z Holandii, przez Niemcy. Z marszu poszedłem na spotkanie z szefami Mannesmana. Po kwadransie udało się ich przekonać, by wrócić do realizacji tego projektu — z dumą mówi dr Majza.

W 1995 r. Enpol, Stalexport, Bank Śląski i Huta Jedność stworzyły spółkę WRJ, która miała zająć się budową walcowni w Siemianowicach Śląskich.

— Na budowę spółka dostała gwarancje rządowe na poziomie 45 proc. wartości inwestycji. Wtedy Ryszard Harhala, prezes Stalexportu, głównego udziałowca WRJ, uznał, że to za mało i zaczął zabiegać, by były one wyższe. Trwało to prawie rok — mówi Majza.

Budowa ruszyła praktycznie w 1996 r. Konsorcjum banków — na czele ze Śląskim — otworzyło WRJ kredyty — w 1997 r. — na ponad 300 mln zł. Zysk netto Enpolu za 1997 r. wynosił 27,8 mln zł, z tego 5,5 mln zł dywidendy wzięli udziałowcy, czyli Eugeniusz i Sylwia Majza.

Według prezesa Enpolu kolejną rafą, która wydłużyła czas budowy WRJ, okazały się zmiany własnościowe w Stalexporcie; w 1999 r. głównym akcjonariuszem został EBOR.

— EBOR zabronił dalszego angażowania w podwyższanie kapitału Stalexportu w WRJ. Najpierw zadeklarował 60 mln zł, a wydał tylko 16 mln zł — twierdzi Majza.

Trzeba tutaj dodać, że Stalexport udzielił WRJ gwarancji bankowych na ponad 200 mln zł. Upadłość WRJ może oznaczać bankructwo giełdowej spółki.

Prezes Majza za to, że budowa ślimaczy się tyle lat i jej końca nie widać, obarcza ING-BSK — lidera konsorcjum bankowego, które miało udzielić kolejnych kredytów na WRJ.

Najwyższa Izba Kontroli — w raporcie o restrukturyzacji hutnictwa z marca 2003 roku — zauważyła jednak, że: „negatywnie należy ocenić przebieg procesu inwestycyjnego prowadzonego przez WRJ”.

— Kiedy zapadła decyzja o inwestycji, nikt nie zrobił analizy rynku — mówi były członek zarządu Stalexportu.

Ciekawe, że w tym szaleństwie inwestycji nie wykonano badań nośności gruntów pod budowę. Warto przypomnieć, że na tych ziemiach znajdowała się kiedyś kopalnia — wydobywano węgiel i zawsze istnieje ryzyko ruchów tektonicznych. Produkcja rur wymaga bardzo stabilnego podłoża.

— Gdy w czasie budowy wystąpiły pęknięcia konstrukcji, przeprowadzono dodatkowe badania. Prace przerwano i wzmocniono fundamenty kosztem 4-5 mln zł — mówi ktoś mocno związany ze sprawą.

Skutecznie? Czas pokaże.

W opinii hutniczych ekspertów prawie wszędzie, gdzie realizacją inwestycji zajmował się Enpol, jej wartość rosła jak na drożdżach.

— WRJ buduje się nie po to, by wybudować, ale budować. Powód? Im wyższe koszty, tym większy zysk Enpolu — prowizja wynosi 5 proc. od wartości inwestycji — wylicza nasz informator.

Oto w 1996 r., kiedy budowa ruszyła, zakładano, że pochłonie 308 mln zł, w lipcu 2001 r. — kwota ta urosła do 544 mln zł, teraz — do 700 mln zł — i trzeba jeszcze na jej ukończenie 200-250 mln zł! Efektywny czas budowy — to około dwóch lat. Od 2001 roku na placu budowy praktycznie niewiele się dzieje...

Prezes Majza uważa jednakże, że wzrost kosztów wynika głównie z inflacji i naliczanych odsetek.

— Mówi się, że na WRJ wydano już 700 mln zł, ale 200 mln zł to koszty finansowe, które sztucznie obciążają inwestycję — twierdzi prezes Majza. I dorzuca:

— Dzisiejsze zaangażowanie Enpolu nie wynika z naszych ambicji, ale z okoliczności... — kwituje doktor Majza.

No właśnie!

Mimo prób nie uzyskaliśmy — jeszcze? — odpowiedzi na dotyczące WRJ pytania od wicepremiera Jerzego Hausnera i dyrektora Jacka Barylskiego z Ministerstwa Finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maria Trepińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wykuwanie klęski