Wymyślam, gnę, przybijam

Michał Mizera
31-10-2008, 00:00

Kominek, a w nim… składane łóżko. Inny kominek przykuwa uwagę elegancką drewnianą obudową. Ale zaraz, pstryk! I wyjeżdża z niego stół na dziewięć osób. Hokus-pokus? Nie, takie są meble Piotra Polka.

Zajął drugie miejsce w "Jak oni śpiewają" i wydał płytę z evergreenami "Polk in love". Oszałamiający sukces! Menedżerowie naciskają: "Jedź w trasę!". Chętnie, tylko kiedy? Seriale, filmy, teatr… A w wolnych chwilach — na Śląsk, do rodzinnych Kalet. Pobyczyć się? A skąd! Składać meble.

— Wie pan, ile ja mam zamówień? Mógłbym otworzyć firmę meblarską… — śmieje się Piotr Polk.

Ale zastrzega, że meble robi wyłącznie na własny użytek. Zaczął dziesięć lat temu.

— Złożyłem w klinice antyków (tak to się profesjonalnie nazywało) zamówienie, na którym mi zależało. Dwie bardzo proste konsolki. Profesjonalnie podeszli do sprawy. Przestudiowali, sfotografowali, przesłali wizualizację… Świetnie — pomyślałem — robimy! Zapytałem, ile to będzie kosztować…

I tak cena sprawiła, że do rozwiązywania meblarskich problemów zabrał się sam.

Lewe ręce

— Mój ojciec budował szyby górnicze, Spodek w Katowicach, kolejki linowe w Alpach… Ciągle coś obliczał: obciążenia, napięcia, naciągi… Czarna magia dla mnie. Wszystko potrafił sam zrobić. No i uważał, że jego syn, czyli ja, ma dwie lewe ręce. A mnie się po prostu nie chciało! — wspomina aktor.

Pewnie, co może być ciekawego w asystowaniu przy cięciu, gięciu, szlifowaniu czy spawaniu? Zwłaszcza że to ostatnie skończyło się raz kilkudniową kuracją wodą borową...

— Z czasem się okazało, że ten syn, związany na co dzień z kulturą i sztuką, potrafi zrobić właściwie wszystko to, co tata. Manualnie byłem przygotowany. Mentalnie też — wspomina z rozrzewnieniem Polk.

Może nie bez wpływu było miejsce? W końcu w Kaletach znajdowała się fabryka celulozy i papieru (teraz w likwidacji). Do dziś w mieście działają małe zakłady przerobu drewna.

Filozofia

No, ale co twórczego w robieniu mebli? W końcu Polk jest artystą, a tu taka użytkowa sztuka…

— Nie uważam tak. Chyba że robi się dwadzieścia takich samych stołów. Ale moje meble… Każdy inny, wymyślony przeze mnie, zaprojektowany, wykonany. Drugiego takiego nigdzie pan nie znajdzie. To właśnie dla mnie największa wartość! — wykłada swoje stolarskie kredo.

Ale co zrobić, kiedy fachowiec zobaczy i zacznie kręcić nosem? Że zawiasy nie takie, że to się robi inaczej, że nie to drewno…

— Wprawdzie mówią, że tył świadczy o wszystkim, podobnie jak u człowieka buty, ale ja nie przykładam wagi do tego, czego nie widać. Jak ktoś mi mówi, że tu niedoskonale, a tu źle, to się z tym chętnie zgodzę. Ważne, by było bezpiecznie i działało. No i wszystko można takiemu meblowi zarzucić. Prócz tego, że nie jest oryginalny — trzyma się swego aktor.

To chyba zrozumiałe, że niepowtarzalność liczy się dla niego najbardziej. Wymaga pomysłowości i wyobraźni. A to już domena artysty.

Porażki i sukcesy

Stolik pod lampkę? Można, ale to już żaden problem. Teraz lubi grubsze sprawy. Ot, niedawny przykład. Dwudziestometrowe mieszkanko na Ursynowie…

— Szwagierka chciała mieć stół na 12 osób. Niestety, pokój był z gatunku tych, że nawet na sześć jest trudno. Ale Polk się zawziął, myślał, myślał i wymyślił! — chwali się stolarz amator.

I pokazuje zdjęcia. Szczęka opada. Piękny, obudowany kominek. Na kolejnej fotce — z kominka zrobił się stół na cztery osoby. Piękne, zdobione nogi (gdzie one były schowane?). Na następnej — ten sam stół, w tym samym miejscu, ale na dziewięć osób!

— Tak, uważam to za sukces. Chociaż… Gdybym miał więcej czasu, to pewno bym zrobił i na 12 osób — nie odpuszcza Polk.

Największą dumą napawa jednak aktora własnoręcznie wykonana kanapa.

— Pierwszy raz zabrałem się do tapicerki. Musiałem się nauczyć giąć drewno, namaczałem je w roztworach… No i zrobiłem. Stylowe kanapy rzadko są rozkładane. Moja się rozkłada, a do tego wygląda biedermeierowsko! — zachwala aktor.

No, ale życie konstruktora mebli nie zawsze usłane jest różami…

— Porażki? A jakże! Taka serwantka sporych rozmiarów, w projekcie ocierająca się o arcydzieło. A w wykonaniu to, czego zawsze unikałem: ciężkie, toporne, zaburzone proporcje. Jak ze sklepu! — zwłaszcza to zabolało. Porąbałem! — emocjonuje się na samo wspomnienie.

Polska norma i wzorce

Norma. Tu aktor nie kryje poglądów.

— Nie cierpię tego słowa! A już zwłaszcza "polskiej normy". Jak regał na książki, to obowiązkowo musi mieć te 28 cm. I co z tego, że książka ma 20? Albo 34? U mnie projekt zawsze uwzględnia przeznaczenie i zachcianki użytkownika — opowiada o wymyślaniu mebla.

Stary konflikt. Estetyka kontra funkcjonalność.

— Szukam idealnego połączenia tych sprzecz- ności. Teraz mam takie zadanie: schować telewizor. To znaczy wymyślić takie hokus-pokus, żeby znikał. Wstępny projekt już mam. Teraz trzeba znaleźć czas.

Aktor ma swoje wzorce i dużo literatury. Pasjami przegląda pisma meblarskie, wystroje wnętrz.

— Styl angielski jest mi najbliższy. Ta filigranowość, miniaturowość, delikatność konstrukcji… Pewnie, nie wszystko umiałbym zrobić. To znaczy jeszcze nie umiem. Bo jeśli coś byłoby mi potrzebne, studiowałbym do skutku — zarzeka się.

I puentuje:

— Gdyby nie aktorstwo i śpiewanie, pewnie byłbym designerem. Nawet przez pewien czas chciałem założyć fabrykę konstruowania mebli... Wszystko polega na całkowitym oddaniu się. Uwielbiam być stolarzem — przez miesiąc w roku. A resztę poświęcam temu, co wypełnia mi serce: występom.

A na finał dorzuca może nieco banalne, ale ważne dla niego stwierdzenie:

— Wszystko już było... Moje jest to, czego nikt dotąd może nie zauważył, co pod moimi niedoskonałymi palcami zyska jakąś nową formę. Bo czy się śpiewa, czy gra, czy buduje domy, czy robi meble, to najważniejsza jest, moim zdaniem, taka normalna ludzka wrażliwość. Na piękno. I tyle tylko.

Śpiewak wśród aktorów

Piotr Polk — ur. 1962,

aktor, piosenkarz, w teatrze i Teatrze TV

Pracował m.in. z: Adamem Hanuszkiewiczem, Jerzym Grzegorzewskim, Mariuszem Trelińskim, Wojciechem Malajkatem, Barbarą Borys-Damięcką, Laco Adamikiem, Piotrem Łazarkiewiczem, Andrzejem Barańskim, Jerzym Antczakiem.

W filmie — z Tomaszem Zygadło, Tadeuszem Konwickim, Jackiem Bromskim, Januszem Kijowskim, Barbarą Sass, Filipem Bajonem, Kazimierzem Kutzem, Władysławem Pasikowskim, Maciejem Dejczerem i Janem Kidawą-Błońskim. Za rolę w polsko-angielskim filmie "Lupus" dostał nagrodę na londyńskim Festiwalu Krótkich Filmów.

Sporą popularność przyniosły mu seriale: "Matki, żony i kochanki", "Plebania", "Kopciuszek", "Wiedźmy", "Codzienna 2 m. 3"… ale największą — udział w programie "Jak oni śpiewają". Ten sukces (II miejsce i kontrakt płytowy) nie powinien dziwić: Polk od dawna należy do najlepiej śpiewających polskich aktorów. Na początku lat 90. zrealizował m.in. cykl recitali dla telewizyjnej Dwójki (piosenki niemieckie, francuskie i angielskie).

Teraz można go oglądać w Teatrze Syrena w spektaklach: "Pajęcza sieć", "Powróćmy jak za dawnych lat", "Pecunia non olet", "Klub hipochondryków" i "Klub hipochondryków 2" oraz w Teatrze Komedia w "Zamianie na wakacje". Przyjaciel Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego. Mąż Magdaleny Wołłejko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Wymyślam, gnę, przybijam