Sytuacja na rynku dawno nie była tak zagmatwana. Ostanie sesje na GPW nasuwają skojarzenie z ruletką. Gracze obstawiają wynik irlandzkiego referendum. Na poniedziałkowej sesji możliwe są dwa scenariusze: rozpoczną się przedakcesyjne zakupy albo wyprzedaż akcji przez rozczarowanych inwestorów.
Wreszcie doczekaliśmy się gwałtownego odbicia na światowych giełdach. Skorzystał na tym również nasz rynek, który opierał się wcześniejszej fali bessy, twardo obstawiając nadejście cyklicznych wzrostów. W związku z tym, że GPW nie miała zbyt wiele do odrabiania, zwyżka na naszym rynku nie była tak imponująca jak na Zachodzie. Zarówno WIG 20, jak i grudniowe kontrakty na ten indeks, po blisko 100-pkt wzroście przekroczyły istotny poziom 1100 pkt. Długie pozycje przyniosły zysk ich posiadaczom.
Jednak gracze liczący na wzrosty nie mogą być w pełni usatysfakcjonowani. Co prawda, przewaga kupujących nie podlegała dyskusji. Doszło do przebicia przez WIG 20 poziomu 1120 pkt. W innej sytuacji pokonanie tego oporu byłoby jednoznaczne z kontynuacją wzrostów w okolice 1200 pkt. Tylko że podciąganie rynku odbyło się w pośpiechu przed referendum.
Prognoza na najbliższe dni jest loterią. Trwa okres publikacji wyników kwartalnych na świecie. Pierwsze firmy z GPW zaczną prezentować swoje rezultaty pod koniec października. Jednak najistotniejszą kwestią jest referendum w Irlandii, którego wyniki będą mieć wpływ na losy rozszerzenia UE i najbliższe sesje na GPW.
Obecnie wzrosty koncentrują się na największych spółkach, m.in. TP SA. W ich efekcie kursy zarówno akcji operatora, jak i kontraktów na nich bazujących, zbliżyły się do istotnych stref oporu, których pokonanie pozwoliłoby na kontynuację zwyżek. Dla futures na akcje TP SA jest to strefa 13-13,5 zł. Z kolei poprawy notowań spółek technologicznych na razie nie odzwierciedla sytuacja indeksu. TechWIG od początku września znajduje się w konsolidacji. Jednak jest coraz bliżej wybicia ponad górne ograniczenie trendu bocznego na poziomie 357 pkt.