- Od pewnego czasu obserwujemy obniżenie popytu konsumenckiego, który jest szczególnie odczuwalny w kanale supermarketów. W naszej ocenie w niektórych marketach spadek sprzedaży urządzeń ogrodowych wyniósł nawet 50 procent - mówi Piotr Staszewski, prezes Agromy.
W II kwartale przychody zmniejszyły się blisko o połowę do 6,9 mln zł, a strata netto wyniosła 240 tys. zł, wobec 854 tys. zł zysku przed rokiem. Po półroczu strata wynosi blisko 1,2 mln zł, a przychody 11 mln zł, niespełna 60 proc. tego, co w analogicznym okresie 2011 r.
Jak podano w komunikacie, na wyniki wpłynęły przede wszystkim niekorzystne kursy walut (dolara i euro) oraz spóźniony start sezonu, spowodowany niekorzystnymi warunkami pogodowymi.
W opinii Agromy, w krótkiej perspektywie utrzyma się trudna sytuacja sieci marketów specjalistycznych, szczególnie w obliczu agresywnej konkurencji ze strony dyskontów spożywczych, aktywnie poszerzających ofertę przemysłową (takich jak np. Biedronka czy Lidl) oraz ostrej rywalizacji cenowej pomiędzy sieciami marketów budowlanych.
Dlatego w obecnym sezonie Agroma rozwija działalność własnej sieci dealerskiej. W opinii spółki, sytuacja tego segmentu przedstawia się dużo lepiej i pozwala on liczyć na wzrosty przychodów w najbliższych sezonach.
- Dealerzy notują wzrost sprzedaży, głównie dlatego, że ich grupa docelowa konsumentów jest mniej wrażliwa na niekorzystne otoczenie makroekonomiczne. Naszym celem jest, by pomimo przejściowego osłabienia koniunktury, dalej wzmacniać sieć dealerską m.in. poprzez poszerzenie gamy produktów pod marką Agroma, dostępnych wyłącznie u naszych dealerów. To zaprocentuje już w niedalekiej przyszłości, gdy nawet w okresie rynkowej niepewności, będziemy mogli pochwalić się stale rosnącą liczbą lojalnych klientów - dodaje Piotr Staszewski.