Wyniki spółek zależą od tempa rozwoju
Przy ocenie atrakcyjności inwestycyjnej bardzo pomocna okazuje się analiza fundamentalna. Pozwala ona m.in. na wyselekcjonowanie grup spółek różniących się nie tylko tempem rozwoju, ale — co dla inwestorów ważniejsze — skalą perspektywicznego wzrostu ceny akcji. Analiza fundamentalna umożliwia podział firm na następujące grupy: spółki wolno i szybko rozwijające się, cykliczne, spółki znajdujące się w kłopotach finansowych z szansami na wyjście z nich (ang. turnarouds) oraz spółki posiadające ukryte aktywa (ang. asset play).
Podział ten jest o tyle istotny, że wyraźnie rozgranicza inwestycje pod względem spodziewanej stopy zwrotu. Widać to chociażby na przykładzie spółek wolno się rozwijających. Zgodnie z teorią, ich zyski powinny rosnąć w tempie tylko nieco wyższym niż krajowy PKB. Dlatego też, nie można oczekiwać, by skala aprecjacji ich zysków wyniosła 30 czy 50 proc. To z kolei znajduje przełożenie w giełdowej wycenie.
Należy zauważyć, że wcześniej czy później każda firma szybko się rozwijająca w końcu dojrzeje i wytraci swój pierwotny impet. Często specjaliści dokonujący analiz branż o dużym potencjale ekspansji zdają się nie zdawać z tego sprawy, zachowując się tak, jakby wzrosty te miały trwać wiecznie. Aby zorientować się, co dzieje się z tego typu sektorami gospodarki, warto przytoczyć kilka przykładów. Jednym z nich może być amerykański producent aluminium — Alcoa. Był on kiedyś firmą podobną do dzisiejszych spółek reprezentujących sektor zaawansowanych technologii, ponieważ przemysł aluminiowy bardzo szybko się rozwijał.
W latach dwudziestych w USA taką obiecującą branżą była np. kolej. Później zainteresowanie przeniosło się na papiery producentów samochodów i stali, a wraz z upływem lat na przedstawicieli przemysłu chemicznego i elektrownie. W końcu przyszedł czas na komputery i nowe technologie. W poszczególnych okresach różne branże napędzały koniunkturę. Po wyczerpaniu potencjału wzrostu przez jedną, jej miejsce zajmowała kolejna i tak w kółko.
Wolniejszy rozwój nie zawsze oznacza jednak automatyczny spadek atrakcyjności inwestycyjnej. Czynnikiem, który pozytywnie wyróżnia duże wolno rozwijające się firmy jest to, że płacą one zazwyczaj spore i regularne dywidendy. Często zdarza się, że tego typu przedsiębiorstwa generują ogromne ilości gotówki, którą nie są w stanie sensownie zainwestować bez ponoszenia ryzyka. Należy jednak pamiętać, że inwestowanie pod przyszłą dywidendę może okazać się nie- opłacalne. Bywa, że menedżerowie takich firm wolą czasami wybrać niczym nie usprawiedliwioną ekspansję poprzez akwizycję innych firm. W takim wypadku inwestor pozostaje nie tylko bez oczekiwanej dywidendy, ale i z ryzykiem spadku ceny posiadanych walorów w przypadku nietrafionej inwestycji. Jak ogromne znaczenie dla akcjonariuszy — nawet na polskiej giełdzie — ma sprawa dywidendy, dobitnie świadczy przykład Świecia, które decydując się na uhonorowanie udziałowców, doprowadziło do znaczącego wzrostu kursu.
Szybko rozwijające się firmy odnotowują rocznie co najmniej 20- -proc. dynamikę wzrostu. Taka firma wcale nie musi być zaliczana do szybko rozwijającej się branży. Najważniejsze czynniki to dobra strategia, sprawny zarząd oraz miejsce na rozwój. Dlatego czasem znacznie lepiej jest zainwestować w spółkę, która szybko się rozwija w branży ustabilizowanej niż w jej odpowiednika w szybko rozwijającym się sektorze. Dynamiczne branże przyciągają bowiem coraz więcej podmiotów, doprowadzając do silnego wzrostu konkurencji. Dobry przykład to amerykańska sieć sklepów detalicznych — Wal-Mart. Jej rynek był już rozwinięty i ustabilizowany, a jednak właściciele potrafili znaleźć sposób na szybki rozwój. Potomkowie Sama Waltona, założyciela Wal-Mart, są teraz jednymi z najbogatszych ludzi na świecie. Każda firma szybko się rozwijająca kiedyś jednak wyhamuje swoją ekspansję, bo na rynku będzie brakowało miejsca do utrzymania dotychczasowego tempa wzrostu.
Spółki szybko rozwijające się mają zazwyczaj wysokie wskaźniki P/E (cena/zysk). Odwrotnie wskaźnik ten wygląda w przypadku firm o wolniejszym tempie wzrostu. Inwestorzy chętnie płacą za szybki wzrost zysków, czasami jednak ich oczekiwania są zbyt wygórowane, doprowadzając ceny akcji do niebotycznych poziomów. Gdy rynek zorientuje się, że kurs osiągnął zbyt wysoki pułap, dochodzi do gwałtownego spadku ceny akcji.
Podczas hossy liderami wzrostów są przede wszystkim spółki szybko rozwijające się. Inwestor musi być jednak ostrożny i umieć przewidzieć, w którym momencie rynek przesadzi z wyceną. Trzeba pamiętać, że żadna spółka nie jest w stanie długo rozwijać się w tempie 50 proc. rocznie. Kiedyś musi przyjść spowolnienie.