Nudny weekend nie przyniósł wydarzeń geopolitycznych, więc wydawałoby się, że rynki amerykańskie będą próbowały zwyżkować. Zazwyczaj przedłużony weekend zmniejsza aktywność inwestorów i w efekcie w poniedziałek indeksy rosną. W tym tygodniu czekamy jednak na dużą ilość danych makro. Ponadto znowu prezentować się będzie Alan Greenspan, szef Fed, co zawsze inwestorów niepokoi. Wczoraj rano sytuacja była dziwna: kontrakty na amerykańskie indeksy zniżkowały, ale giełdy azjatyckie wydawały się tym specjalnie nie przejmować. Kontrakty spadały, bo kończące tydzień wystąpienia członków Fed sugerowały szybkie i mocne podniesienie stóp. Obawiano się też, że dane o inflacji będą gorsze od prognoz. Rynek kasowy nie musiał jednak pójść wczoraj śladem kontraktów. Uważam, że raczej zanosiło się na neutralną sesję, chociaż nie byłoby dziwne, gdyby indeksy nieco spadły. Zwyżka trwała już trzy tygodnie i logiczne, że przed posiedzeniem Fed rynek może przystopować.
Dzisiaj sytuacja wydaje się jasna. Jest sporo raportów makroekonomicznych, ale rynek amerykański będzie się wpatrywał wyłącznie w inflację. Gdyby okazało się, że jest zgodna z prognozami (lub mniejsza), to znaczenia nabierze indeks NY Empire State i wstępne dane o indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan. Im lepsze raporty będą, tym lepiej dla byków. Gdyby jednak dane o inflacji okazały się złe, rynek zlekceważyłby inne informacje, a indeksy spadały. Wszyscy czekają na wstąpienie Alana Greenspana na forum senackiej komisji ds. bankowości (przesłuchanie przed kolejną nominacją), ale bardzo bym się zdziwił, gdyby szef Fed powiedział coś nowego. W zeszłym tygodniu pokazał się dwa razy, ponadto inni członkowie Fed już chyba wszystko powiedzieli. Jednak rynki mogą i tak czekać na to wydarzenie (pod warunkiem, że dane o inflacji będą neutralne).
W Polsce niezwykle mała frekwencja wyborcza zdeformowała wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego (PE). Głosy mieszkańców dużych miast i ludzi bardziej wykształconych — z jednej strony, a elektoratu „pomszalnego” — z drugiej zadecydowały o wygranej PO i LPR. Zmniejszyły poparcie Samoobronie i PSL. Z tego samego powodu UW dostała się do PE. Przestrzegam, by nie traktować tych wyborów dosłownie. Zagranica zdaje się tego nie rozumieć, co wyraźnie pokazują opinie Lehman Brothers. Nawet BNP Paribas, który podkreślał, że wynik wyborów nie odzwierciedla poparcia dla partii, zakładał, że zadecyduje o wotum zaufania dla Marka Belki. W każdym razie na PSL przy tworzeniu tego rządu nie ma co liczyć. Ludowcy wiedzą, że w wyborach do Sejmu liczba głosujących na wsi będzie większa. Jedynym ratunkiem dla Marka Belki jest SdPl. Jeśli jednak po słabym wyniku wyborczym partia ta zmieni swoją twardą linię, skompromituje się i przed wyborami do Sejmu już politycznie się nie podniesie. Nie można jednak wykluczyć, że spanikowani politycy popełnią harakiri.
Wczoraj na GPW górę wziął realizm wspomagany wyraźnymi spadkami indeksów w Eurolandzie — podaż przeważała. Nie było się, z czego cieszyć: partie antyeuropejskie zdobywają posłuch w społeczeństwie, PO w wyborach do Sejmu dostanie mniej głosów (bo inna będzie frekwencja), a los rządu Belki jest nadal bardzo niepewny. Poza tym głosowania wotum zaufania nie będzie w tym tygodniu. Z tego wniosek, że niepewność polityczna będzie nam towarzyszyła jeszcze przez tydzień, a rynki tego nie lubią. W tej sytuacji zastanowiłbym się dwa razy przed kupnem akcji, szczególnie że na wykresach wyraźnie widać, że zaczyna się podfala C korekty, a na oscylatorze CCI na wielu wykresach indeksów powstał sygnał sprzedaży. To wszystko w krótkim terminie źle świadczy o rynku.