Wypadki - tajne i odtajnione - chodzą po ludziach

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-10-22 00:00

Napływające wczoraj do Sejmu informacje o odtajnionych notatkach Agencji Wywiadu zachowywały konwencję: „już wyjechały”, „jadą, minęły plac Unii”, „wreszcie dojechały!”.

Według „jednoźródłowej informacji”, doktor Jan Kulczyk podczas spotkania w Wiedniu w sprawie zakupu Rafinerii Gdańskiej miał w obecności pułkownika Władimira Ałganowa posługiwać się terminem „Pierwszy”. Nie ulega wątpliwości, iż chodziło mu o prezydenta. Ów termin jest rusycyzmem, ale nie językowym, lecz politycznym, i nie pozostawia marginesu interpretacyjnego. Doktor wychodził naprzeciw percepcji pułkownika — okazało się jednak, iż Ałganow posiada doskonałe rozeznanie w polskich realiach i deklaracje Kulczyka o jego pełnomocnictwach raczej włożył między bajki.

W rozwijającej się Orlengate charakterystycznym zjawiskiem okazuje się wysoka wypadkowość. Na słynną naradę w gabinecie premiera Millera, dzielącą władzę w PKN, prezydent Aleksander Kwaśniewski dotarł wypadkiem — przejeżdżał koło gmachu KPRM. Doktor Kulczyk również wypadkiem przebywał wtedy o rzut beretem, w siedzibie PRB. Ten wskaźnik wypadkowości systematycznie rośnie — w środę prezydent odwiedził swoją kancelarię na Wiejskiej i wypadkiem urządził w Sejmie konferencję prasową, aby udowodnić, iż nie traci medialnej inicjatywy zaczepnej. Czy to wszystko razem nie prowadzi prosto na oddział powypadkowy?