Nikt nie przypuszczał, że konferencja prasowa po posiedzeniu RPP może spowodować ogromne zmiany na rynku. Zaczęło się niewinnie. RPP uzasadniając 50-pkt. obniżkę poziomu stóp procentowych oraz utrzymanie neutralnego nastawienia w polityce pieniężnej podała, że kierowała się brakiem zagrożeń dla przyszłego poziomu inflacji.
Panikę na rynku wywołały jednak słowa prezesa NBP, który powiedział, że deficyt budżetowy na rok 2003 w wysokości 40 mld złotych może pogorszyć sytuację finansów publicznych. Leszek Balcerowicz podkreślił, że konflikt wokół NBP oraz RPP wpływa niekorzystnie na klimat inwestycyjny w Polsce. Szef Rady dodał również, że ewentualne przyszłe obniżki stóp procentowych będą dokonywane drobniejszymi krokami. Polska waluta zareagowała gwałtownym osłabieniem. Kurs dolara do złotego wzrósł do poziomu 4,06 zł. Cena euro po raz pierwszy od 18 października 2000 r. wzrosła powyżej 4 złotych, sięgając poziomu 4,02. O godzinie 17.05 jeden dolar wyceniany był na 4,0565 zł, a euro na 4,0178 złotego. Po 18.00 złoty odrobił część strat, a za euro trzeba było płacić już tylko 3,988 zł.
Gwałtowne załamanie notowań polskiej waluty może oznaczać nadejście kolejnych fatalnych sesji. Spadki indeksów za oceanem oraz krytyczne uwagi prezesa NBP odnośnie przyszłorocznego budżetu mogą doprowadzić do szerokiej realizacji zysków na polskim rynku. Niewykluczone, że cena dolara w takim przypadku przekroczy 4,15 a kurs euro do złotego znajdzie się w okolicach 4,10.