Chcesz pokierować British Airways, rozwiązać konflikt z załogą Coca-Coli czy opracować strategię rynkową dla Biedronki? Zapraszamy do komputera.
Korzystają z nich dziesiątki milionów osób na świecie. Większość robi to dla zabawy, ale są i tacy, jak piloci, lekarze czy kapitanowie statków, dla których to codzienny element doskonalenia umiejętności zawodowych. Z symulacji komputerowych coraz częściej korzysta też świat biznesu. W takich programach nie ma miejsca na efektowną grafikę czy dolby surround. Liczy się praktyka, walka ze sterowanym przez komputer rynkowym rywalem, policzalne efekty konkretnych posunięć. Na ekranie można też rozwiązywać problemy wewnątrz firmy, choćby marketingowe czy HR-owe. Dzięki takim programom jak CEO, StratLab czy ValueWar, można podbić gospodarczy świat. Na początek wirtualnie.
— Symulacje można wykorzystać dwojako: do edukacji menedżerskiej, ale także przy ustalaniu strategii firmy — zaznacza Michel Muszyński, ekspert od zarządzania strategicznego, dyrektor Francuskiego Instytutu Zarządzania w Polsce (FIZ) i współtwórca programu CEO.
Wyprzedzać błędy
W naszym kraju symulacje często traktuje się z przymrużeniem oka i wrzuca do jednego worka z e-learningiem. Tymczasem najlepsze amerykańskie i zachodnioeuropejskie uczelnie (np. Wharton, Harvard, MIT czy INSEAD), prowadzące programy typu MBA, stawiają sprawę jasno: przynajmniej kilkanaście procent wszystkich zajęć praktycznych musi obejmować symulacje. Dlaczego? Bo to działa. Najskuteczniejszym sposobem poznania tajników zarządzania jest bez wątpienia poprowadzenie firmy i uczenie się na własnych błędach. Tylko jakie przedsiębiorstwo stać na potknięcia ich niedoskonałych szefów?
— Jeśli mamy się mylić i płacić za te pomyłki, to wolę wpierw zapłacić za symulację — tak kilka lat temu mówił Robert Heath odpowiedzialny za rozpoznanie rynku i wsparcie decyzyjne w US West, amerykańskim operatorze telekomunikacyjnym.
W tym koncernie symulacje obejmowały wprowadzenie usług telefonicznych we współpracy z dużą siecią telewizji kablowej i związane z tym zachowania konkurencji. Wykorzystany do tego ValueWar pokazał, że odpowiednio opracowana strategia gwarantuje szybkie zwiększenie udziałów w rynku. Decyzja biznesowa została więc podjęta, a taka usługa jest dziś sztandarowym produktem tego teleoperatora. Wynik symulacji był klarowny, lecz opracowanie strategii na podstawie programu komputerowego zajęło sporo czasu.
— Skonstruowanie końcowej wersji programu typu CEO trwa kilka lat. Ich projektanci muszą być praktykami biznesu i bezustannie konfrontować poszczególne fazy programu z rzeczywistością — mówi dyrektor FIZ.
Maszyna wymyśliła
Skuteczne wykorzystanie komputera w wirtualnej wojnie rynkowej wymaga też wiedzy o rynku, bo najbardziej złożone symulatory zawierają nawet 300 różnych parametrów. Część z nich trudno nawet oszacować. Jedna z liczb do określenia, np. przez wydawcę „Pulsu Biznesu”, to ocena liczby sprzedanych dziennie egzemplarzy gazety, gdyby „PB” kosztował symboliczny grosz. Albo pytanie z innej beczki — jaka jest maksymalna cena za moduł reklamy, przy której wciąż znalazłby się na nią choć jeden chętny?
— Od tego jest burza mózgów — podkreśla Michel Muszyński.
Takie symulacje rozciągają się na kilka dni, uczestniczą w nich kluczowi menedżerowie. Rezultaty każdego posunięcia można poznać niemalże po kilkunastu sekundach, każdy ruch da się cofnąć i podjąć inną decyzję. Lepszą. Aż do uzyskania najdoskonalszego modelu rozwoju przedsiębiorstwa. To już nie jest biznesowa teoria — w ten sposób wykluły się wieloletnie strategie rynkowe w British Airways, Leo Burnett, SmithKline Beecham czy Texaco.
A pojedynek z komputerem nie należy do najłatwiejszych, o czym przekonało się nie tylko grono wybitnych szachistów. Na polu biznesowym też niełatwo wygrać ze sztuczną inteligencją.
— Jako Francuski Instytut Zarządzania, organizator studiów MBA i producent symulacji, sami robiliśmy sobie pojedynki, rynkowe wojny z naszymi rywalami. Gdyby byli tak dobrzy jak maszyna, mielibyśmy sporo kłopotów — podkreśla dyrektor FIZ.
Symulacja nie jest więc wyrocznią, jej wyniki nie znaczą, że rywal w realnym świecie zachowa się tak samo. Ale prawdopodobieństwo takiej zbieżności jest coraz większe. Wciąż dodawane są nowe moduły, jak np. ten o szansach i zagrożeniach. Na jego podstawie można ocenić, który parametr najbardziej wpływa na polepszenie lub pogorszenie wyników firmy.
Adrenalina uczy
Symulacje wykorzystywane w celach szkoleniowych są bardziej popularne od czysto strategicznych. Obejmują kilkadziesiąt dziedzin z zakresu zarządzania firmą, od finansów po rozmowę rekrutacyjną. W Polsce z takich rozwiązań korzystają m.in. Ericsson i Microsoft oraz kilka ośrodków naukowych prowadzących studia MBA.
— Dotyczą one na przykład sytuacji, w której nowy szef nie jest akceptowany przez załogę, sprzedaży produktów na trudnych, zmiennych rynkach czy zachowań handlowców. Kiedy pracownicy widzą, jaki wpływ na rozwój sytuacji w symulacji mają pojedyncze decyzje, zaczynają się w nią bardzo angażować — tłumaczy Marzena Budziszewska, konsultant ds. personalnych w Microsofcie.
Przy podejmowaniu wyborów pracownicy nie są pozostawieni samym sobie. Wykupienie tzw. dnia szkoleniowego z symulatorem oznacza opiekę specjalistów, praktyków w danej dziedzinie. Każdy ruch jest z nimi dyskutowany i analizowany.
— To nie jest zabawa, a symulacja nie zastąpi też gruntownej wiedzy. Na pewno jednak uczyni ją funkcjonalną — zaznacza Michel Muszyński i pokazuje dane wskazujące, że większa liczba symulacji w toku studiów podnosi zdawalność egzaminów MBA.
Czołowe amerykańskie uczelnie od dekady wykorzystują tę metodę, podczas gdy większość polskich jeszcze o nich nie słyszała. Dlatego w najnowszym rankingu Top 500 World Universites, opracowanym przez Institute of Higher Education, najlepsze polskie uczelnie zostały sklasyfikowane na miejscach 301-400. Dopiero.
Jak twierdzą ci, którzy zetknęli się przynajmniej z kilkoma szkoleniami, na których stosowano symulacje, są one podobne do gry w golfa. Kiedy patrzy się z boku, widzi się tylko statyczną zabawkę w rękach menedżerów czy studentów. Kiedy samemu zasiądzie się przed monitorem, realność programu podnosi adrenalinę, zaczyna się rynkowa gra. Jeśli ją wygrasz, to nadajesz się do biznesu. A oceny w indeksie to już tylko migotliwa inkrustacja.
