Było dla mnie oczywiste, że rynek amerykański wszedł w dłuższą korektę, ale w trakcie wczorajszej sesji byłem autentycznie zdziwiony tym, że nastroje są aż tak złe. Znowu rosła rentowność obligacji i to mimo tego, że ceny importu wzrosły bardzo nieznacznie. Owszem, na skutek rekordowego deficytu handlowego osłabł dolar, ale bywał już dużo niżej, a rentowność obligacji nie rosła. Po prostu nastroje na wszystkich rynkach są złe. Na wszystkich oprócz jednego – rynku ropy naftowej. Departament Energii poinformował, że niespodziewanie spadły zapasy benzyny. To podniosło ceny ropy do trzynastoletniego maksimum, a ceny benzyny do rekordowego poziomu. Nie można przecenić tego elementu. Mówiło się też o Iraku w kontekście sfilmowanego zamordowania Amerykanina. To przygnębiało, ale, mimo że to brzmi okrutnie, rynki finansowe takimi sprawami się nie przejmują. Od otwarcia indeksy osuwały się znajdując dno dopiero przed na dwie godziny przed końcem sesji. Ta chęć do pozbywania się akcji musiała niepokoić, ale niezwykle mocna końcówka sesji pokazała, że byki mają jeszcze dużo do powiedzenia, a dzisiaj zapowiada się wzrost indeksów.
Dzisiaj wszyscy będą czekali na dane makro z USA. Uważam, że raport o sytuacji na rynku pracy zostanie zlekceważony. Inwestorzy wiedzą, że sytuacja się poprawia, więc dane lepsze od prognoz nie będą zaskoczeniem, a gorsze zostaną potraktowane jako jednorazowy wyskok. Bardzo ważny będzie raport o sprzedaży detalicznej. Jeśli okaże się, że mniejszemu niż oczekiwano wzrostowi kredytu konsumpcyjnego towarzyszy zdecydowanie mniejsza sprzedaż detaliczna to rynek się zaniepokoi. Rosnące stopy procentowe i zmniejszająca się chęć konsumentów do zwiększania zakupów to niebezpieczna mieszanka. Najważniejszy będzie jednak raport o inflacji w cenach producenta. Duży wzrost inflacji bardzo inwestorów przestraszy, bo przyśpieszy termin i skalę podwyżki stóp. Najbardziej prawdopodobny jest wtedy spadek indeksów, ale wcale nie jest pewne czy duży. Te dane, o ile nie będą odbiegały tak mocno od prognoz jak zeszłotygodniowe dane z rynku pracy, mogą być już zawarte w cenach. Umiarkowana inflacja po sporych przecenach na rynku akcji i przy bardzo wyprzedanych obligacjach powinna wywołać mocne odbicie. Wielu poważnych analityków twierdzi, że inflacja będzie bardzo mała.
Na naszym rynku będzie ciążyła polityka. Informacja o tym, że rozpoczęto budowę koalicji programowej Samoobrony, PLD oraz KPEiR. To nastrojów poprawić nie może, bo praktycznie wyklucza możliwość powołania rządu Belki i zapowiada, że będziemy męczyli się do czerwca, a potem i tak będą nowe wybory. Taka, coraz bardziej prawdopodobna perspektywa musi bardzo niepokoić, chociaż ostatnie sondaże (Samoobrona traci) mogły rynek uspokoić, a to w połączeniu z technicznym wyprzedaniem rynku wywołało odbicie (na niezbyt dużym obrocie). Mogło być dużo lepiej, bo WIG-20 wzrastał w wyniku późnego ataku popytu nawet o 1,9 proc., ale słaby początek sesji w USA wywołał na fixingu atak podaży. Może raczej nie atak podaży, a ustawienie kursów tak, żeby w tej zwyżce nie było przesady.
Teraz wszystko zależy od tego ilu jest jeszcze inwestorów, którzy przed piątkiem chcą zamienić akcje na gotówkę. Rynek już nie jest tak wyprzedany, a niezwykłość sytuacji polega na tym, że nie codziennie Polska jest pozbawiona rządu przez kilka miesięcy. Teoretycznie można założyć, że do dzisiaj wszyscy, którzy będą chcieli sprzedać akcje przed piątkowym sejmowym głosowaniem już to zrobili. A jeśli tak to odbicie może być kontynuowane. Oczywiście przy założeniu, że dane o inflacji z USA będą korzystne dla rynków akcji. Jednak uważam, że nadal trzeba bardzo uważać. Wpływ polityki jest tak nieobliczalny, że mimo wyprzedania rynek może się jeszcze osuwać. Odbicie po dużych spadkach musi być wyraźne, ale jeśli rząd Belki nie powstanie to może być krótkotrwałe.