Nasza waluta bije kolejne rekordy słabości. Już nawet zagranicznym dilerom walutowym jest jej szkoda.
Weekend nie ostudził niechęci inwestorów do złotego — w poniedziałek nasza waluta nadal traciła na wartości. Cena euro wzrosła do 4,09 zł (o 7 gr), dolara do 3,13 zł (o 11 gr), a franka do 3,12 zł (o 10 gr). W przypadku wszystkich trzech walut to najwyższe wyceny od lata.
— Główne powody są te same co w ubiegłym tygodniu: obawy inwestorów o stabilność niektórych krajów strefy euro i nacjonalizacja funduszy emerytalnych na Węgrzech. Euro osłabia się do dolara, a to w naturalny sposób pociąga w dół złotego jako najbardziej płynną walutę regionu — tłumaczy Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.
Dodatkowo w złotego uderzyła wczorajsza niespodziewana podwyżka stóp procentowych na Węgrzech (o 25 pkt baz., do 5,5 proc.). Różnica w oprocentowaniu węgierskich aktywów w porównaniu z polskimi powiększyła się na naszą niekorzyść.
— To potencjalny argument dla inwestorów, którzy są skłonni lokować kapitał w regionie, żeby wybrać raczej Węgry niż Polskę — mówi Marcin Kiepas.
Ekonomiści i dilerzy walutowi podkreślają, że nagła ucieczka inwestorów od złotego nie ma nic wspólnego z sytuacją w polskiej gospodarce, której perspektywy stale poprawiają się. Nasi importerzy i kredytobiorcy są przez rynki karani za nie swoje błędy.
— Ostatnie osłabienie udowadnia, że w przypadku złotego rynki ignorują wszelkie sygnały zdrowego rozsądku i traktują go jak inne waluty, przy których fundamenty nie mają znaczenia — mówi Ken Veksler, diler walutowy Saxo Banku.
Co będzie dalej? Przy obecnej niepewności na rynkach prognozy dla złotego nie rysują się różowo. Analitycy ostrzegają, że nasza waluta może słabnąć.
— Zależność mówiąca o tym, że kiedy słabnie euro, jeszcze mocniej słabnie złoty, stała się już oczywistością. Czy to jest sprawiedliwe? Nie. Czy tak będzie też w przyszłości? Niestety, tak — mówi Ken Veklser.
Według Marcina Kiepasa, dotychczasowe poziomy oporu zostały przełamane, dlatego złoty może tracić jeszcze przynajmniej kilka groszy.
— Cena dolara może w najbliższych dniach dojść do 3,20 zł. Dla euro granicą wydaje się 4,20 zł. Przy tym poziomie zwykle rząd z powodzeniem interweniował, wymieniając euro na złote. Rynki pamiętają o tamtych interwencjach i mogą się ich obawiać — mówi Marcin Kiepas.