Wyrośli z ubranek

Marek Łukasiak
opublikowano: 2006-08-14 00:00

Branża tekstylna jest bardzo trudna. Chińska konkurencja zmiotła z rynku wiele polskich zakładów. Dla Mareksu stała się wyzwaniem.

Po przejęciu gospodarstwa od rodziców Marek Michalik z żoną uprawiali zboże. Ale przemiany polityczne w kraju zachęciły ich do myślenia o innym biznesie. Zainteresowali się rynkiem tekstyliów i rozwijającą się wymianą handlową z Chinami.

— Odzież była tam atrakcyjna wzorniczo i niedroga. Kalkulacje wypadały bardzo korzystnie — wspomina Marek Michalik.

Firma powstała w 1990 roku. Już pierwsze kontenery z odzieżą sprowadzone ze składu celnego w Maastricht przyniosły jej zyski. Natomiast dzięki uzyskanym kredytom zwiększała skalę importu. W pierwszym roku działalności wartość importowanych przez Marex tekstyliów sięgnęła kilkuset tysięcy dolarów.

Od importu do produkcji

Przez dwa lata Marek Michalik i jego żona obserwowali rynek. Patrzyli, na jakie cechy produktu zwracają uwagę klienci, uważnie przyglądali się wzornictwu i modzie.

— Wzornictwo w polskich zakładach stało na niskim poziomie. Ale słabość konkurencji okazała się naszą siłą. Wyszliśmy naprzeciw zapotrzebowaniu ludzi szukających wyrobów rodzimej produkcji — mówi właściciel Mareksu.

Na potrzeby swojego zakładu produkcyjnego wyremontowali i rozbudowali budynki gospodarcze, w których kilka lat wcześniej rodzice Marka Michalika hodowali zwierzęta. Pojawiły się pierwsze kłopoty. Na rynku brakowało podstawowych materiałów — przędzy i barwników, a także wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza hafciarek.

Trudno było też kupić dobre maszyny. Musieli sprowadzać je z Niemiec i Japonii. Produkcja ruszyła.

— Zaczęliśmy od bielizny dziecięcej. Podpatrywaliśmy wzory innych, modyfikowaliśmy je i ulepszaliśmy tak, aby spełniały najwyższe wymagania — mówi Marek Michalik.

To była bajka

W 1994 roku podpisali pierwsze kontrakty z zachodnimi potentatami branży tekstylnej. Marex stał się jednym z głównych dostawców podkoszulków i bluz dla firmy Mustang. Narzucone reżimy produkcji oraz nadzór nad jakością pomogły przyciągnąć innych potentatów branży. Do roku 1996 dobra koniunktura pozwalała także na ekspansję pod własnym szyldem MRX.

— Nasze produkty sprzedawały się w sklepach całej Rosji. Nawet w największym moskiewskim sklepie dla dzieci Dietski Mir. A układ stowarzyszeniowy z Unią Europejską otworzył przed nami rynki zachodnie. Złapaliśmy wiatr w skrzydła — mówi właściciel firmy.

 

Trudny okres zaczął się od 1997 r., kiedy na polską produkcję zamknął się rynek rosyjski, a do kraju szeroko napływał import z Azji. Wiele zakładów upadło. Wygrały te, które produkowały na rynek wewnętrzny i wchodziły na rynek zachodni.

— Dzięki wysokiej jakości, ciekawemu wzornictwu i akcji marketingowej na targach w Brnie i Poznaniu obroniliśmy pozycję — przekonuje Marek Michalik.

Grunt to rodzina

Od początku pomaga mu żona Danuta. Nadzoruje produkcję i dystrybucję wyrobów. Daje pewność, że wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik. Wiele ożywienia do zakładu wniosła również córka Monika, studentka SGGW w Warszawie.

— W tym roku tworzy i nadzoruje własną kolekcję, firmowaną logo 2be3. Odzież jej projektu doskonale się sprzedaje — chwali Monikę ojciec.

Produkty firmowane marką MRX i 2be3 można spotkać w sklepach od Sewilli do Władywostoku.

— W Sankt Petersburgu spotkaliśmy dzieci ubrane w nasze wyroby. To było wspaniałe uczucie — mówi Marek Michalik.

Marex zwiększa obecność na rynkach zagranicznych. 30 proc. produkcji trafia poza Polskę — po połowie na rynek wschodni i zachodni. Jednak dynamika sprzedaży jest najbardziej obiecująca w handlu z krajami Unii Europejskiej.

Trudna konkurencja

Branża odzieżowa jest bardzo trudna ze względu na dużą konkurencję firm z Dalekiego Wschodu.

— Większość kosztów produkcji to praca. Jej koszty w Polsce kilkukrotnie wyższe niż w Chinach czy Wietnamie. Ale to nie znaczy, że nie da się konkurować — twierdzi pan Marek.

Przyszłość firmy będzie zależeć od wielu czynników. Głównie jednak od mądrej polityki importowej UE.

— Nie chodzi o całkowity zakaz importu, ale o jego kontrolę. To jej brak spowodował w dużej części kłopoty wielu zakładów — zwraca uwagę właściciel Mareksu.

Swojej szansy upatruje w krótkich seriach odzieży.

— Tylko dobre wzornictwo i doskonała jakość dadzą nam przewagę nad produkującymi na olbrzymią skalę producentami z Dalekiego Wschodu. To będzie strategia wielu polskich firm odzieżowych na najbliższe lata — podsumowuje Marek Michalik.

Możesz zainteresować się również: