Zarząd Służewieckich Torów Wyścigów Konnych twierdzi, że tylko rozbudowa sieci sprzedaży wyprowadzi firmę na prostą. Tylko kto wyłoży pieniądze?
Służewieckie Tory Wyścigów Konnych (STWK), jedyny w kraju organizator gonitw i końskiego totalizatora, chce szybkiego kapitałowego wsparcia.
— Złożyliśmy do Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) wniosek o dokapitalizowanie. W grę może wchodzić także pożyczka komercyjna — mówi Jan Topolewski, prezes STWK.
Krąg zainteresowań
Resort skarbu nie podjął jeszcze decyzji w sprawie pomocy finansowej służewieckim wyścigom. Miał wybrać przedsiębiorstwa, które mogłyby uczestniczyć w podwyższeniu kapitału STWK.
— Blisko nam do Totalizatora Sportowego (TS), który ma sieć sprzedaży, choć nie każdy punkt moglibyśmy wykorzystać. Są też inne państwowe osoby prawne, na przykład Poczta Polska — wymienia Jan Topolewski.
Totalizator Sportowy nie chce komentować pomysłu.
— Nie ma oferty, nie ma negocjacji, nie ma komentarza — mówi Paweł Burdzy, rzecznik TS.
STWK tłumaczy, że bez wsparcia nie będzie w stanie przeprowadzić do końca programu inwestycyjnego, bez którego nie wyjdzie na plus.
— Potrzebujemy wsparcia. Chodzi o kilka milionów złotych. Jesteśmy w trakcie programu inwestycyjnego, który już zaczął przynosić pierwsze efekty. Totalizator koński może być dochodowym interesem. Musimy tylko zwiększyć liczbę przyjmowania zakładów, wysokość obrotów i wprowadzić więcej transmisji z wyścigów zagranicznych — tłumaczy Jan Topolewski.
Wyścigi konne można oglądać i obstawiać w 147 punktach, przynajmniej na tyle spółka ma zezwolenia. Firma szuka nowych lokalizacji — pubów, restauracji, barów.
— W przyszłym roku chcemy wystąpić o kolejne 100 — deklaruje prezes STWK.
Sytuacja podbramkowa
Kondycja finansowa STWK jest zła. Po pierwszym półroczu firma straciła 3,9 mln zł i już pojawiają się opinie, że zarząd będzie musiał wraz z właścicielem — MSP — zastanowić się nad dalszym istnieniem przedsiębiorstwa. Sytuację dodatkowo skomplikuje ewentualna niechęć np. TS do objęcia akcji STWK. O pożyczkę może być bowiem bardzo trudno.
— Banki nie chcą się angażować w naszą działalność. A to błąd. Takich obaw nie mają nasi zagraniczni partnerzy — Autotote i firmy, które transmitują w naszej sieci wyścigi zagraniczne — francuska PMU i szwedzka ATG — tłumaczy Jan Topolewski.


