Ubezpieczyciel w trzy kwartały zrobił roczny plan. Byłoby lepiej, gdyby nie rezerwy na zagranicznych inwestorów.
Pracownicy działu sprzedaży ubezpieczyciela ze stajni Leszka Czarneckiego mogą leniuchować. Na bonusy zarobili.
— Po trzech kwartałach mamy taki zysk, jak planowaliśmy na cały rok. Jeśli nie wydarzy się nic wyjątkowego, osiągniemy duży sukces i pobijemy ubiegłoroczny wynik — mówi Jacek Podoba, prezes TU Europa.
Spółka wypracowała 90 mln zł zysku, wobec 77,5 mln zł przed rokiem (w całym 2008 r. 108 mln zł). W samym III kwartale dorzuciła 33,8 mln zł. Większość wypracowało towarzystwo majątkowe (59 mln zł), które zebrało 237,3 mln zł składki, wobec 204,1 mln zł przed rokiem.
— Spodziewaliśmy się spowolnienia akcji kredytowej w bankach, ale postawiliśmy na nowe linie biznesowe i agresywną sprzedaż, co pozwoliło obronić nam się przed spadkiem — dodaje Jacek Podoba.
Niemal co czwarta złotówka pochodzi z polis sprzedawanych razem z kredytami gotówkowymi. Spółka życiowa zebrała 1,76 mld zł, wobec 2,24 mld zł przed rokiem. Na czysto zarobiła 31 mln zł, czyli o 10,5 mln zł więcej. Wynik grupy byłby jeszcze lepszy, gdyby nie konieczność tworzenia rezerw.
— Widzimy wzrost wniosków o odszkodowanie. Liczba spraw z tytułu polis od bezrobocia jest trzy razy większa od średniej z 2008 r. I jesteśmy w tej kwestii pesymistami, przez dwa-trzy kwartały spodziewamy się dopływu bezrobotnych. Musimy też zawiązywać znaczne rezerwy z tytułu kredytów hipotecznych udzielanych tzw. nierezydentom. Polska przez Irlandczyków, Anglików i Hiszpanów traktowana była jako rynek do spekulacji. Kredyty przez nich brane mają 3-4-krotnie większą szkodowość niż u polskich klientów. Po doświadczeniach windykacyjnych widzimy, że testują polski sektor bankowy i ubezpieczeniowy i często już po pierwszym kontakcie udaje się przywrócić regularną spłatę — mówi Jacek Podoba.