Czytasz dzięki

Wyszukiwarka na abonament

Sridhar Ramaswamy postanowił wymyślić wyszukiwarkę internetową na nowo. Pół żartem, pół serio można to porównać do ponownego skonstruowania koła

Internet nie jest darmowy i nie chodzi tutaj o opłaty pobieranie przez dostawcę łącza, ale masę usług, za które użytkownicy, choć nie płacą gotówką, systematycznie coś oddają. Nie bez przyczyny generowane przez nas dane są nazywane współczesną ropą naftową. Aktywność w mediach społecznościowych, adresy wpisywane w aplikacjach lokalizacyjnych czy wreszcie pytania wstukiwane w wyszukiwarce internetowej — wszystko ma swoją wartość i pomaga sprzedawać reklamy.

Neeva nie opublikowała jeszcze cennika, ale Sridhar Ramaswamy
ujawnił mediom, że dla początkowych użytkowników wyszukiwarka będzie bezpłatna
do końca roku. Później subskrypcja ma kosztować mniej niż 10 USD, choć cena
może się zmniejszyć, jeśli zarejestruje się więcej osób.
Zobacz więcej

IM WIĘCEJ, TYM TANIEJ:

Neeva nie opublikowała jeszcze cennika, ale Sridhar Ramaswamy ujawnił mediom, że dla początkowych użytkowników wyszukiwarka będzie bezpłatna do końca roku. Później subskrypcja ma kosztować mniej niż 10 USD, choć cena może się zmniejszyć, jeśli zarejestruje się więcej osób. Fot. Bloomberg

Taki model biznesowy wyniósł na szczyt Google’a, czyniąc go jedną z najcenniejszych spółek świata. Zmienił też na zawsze internet. Wszyscy są zadowoleni albo prawie wszyscy. Nie brakuje bowiem osób, które najchętniej nie płaciłyby prywatnością za te usługi. To do nich spróbuje trafić Sridhar Ramaswamy, były menedżer Google’a, obecnie partner w słynnej firmie venture capital Greylock Partners i współzałożyciel spółki Neeva, która chce zrewolucjonizować rynek wyszukiwania w internecie, a ściślej mówiąc — filozofię zarabiania na nim.

„Wyszukiwanie jest bramą do informacji na całym świecie, a dzięki Neeva chcemy pomóc Ci doświadczyć internetu w nowy sposób — bez zakłóceń, wścibskich oczu i frustracji” — napisał Sridhar Ramaswamy.

Jeszcze dwa lata temu był jedną z najważniejszych postaci w internetowym gigancie, kierując jego reklamowym ramieniem wartym dziesiątki miliardów dolarów. Pod koniec 2017 r. wybuchła jednak afera, gdy media zaczęły donosić o tym, że przy filmach na portalu YouTube, przedstawiających skąpo odziane dzieci, zaczęły się pojawiać reklamy Deutsche Banku, Amazona, eBaya i Adidasa. Kilka znanych marek wycofało reklamy.

„Reklamy były wyświetlane automatycznie przez systemy technologiczne nadzorowane przez zespół Ramaswamy'ego” — przypomina dziennik „The New York Times”.

Dla menedżera przelała się wtedy czara goryczy. Przekonywał, że zrozumiał ograniczenia modelu z reklamami. Odszedł ze spółki, z którą był związany przez 15 lat, i zaczął budować nową koncepcję wyszukiwarki, która nie będzie wyświetlać żadnych reklam i zbierać danych użytkowników. Planuje zarabiać na subskrypcjach od użytkowników, którzy zdecydują się płacić za usługę wyszukiwania, tak jak płacą za telefon w abonamencie, streaming muzyki lub auto w leasingu.

To misja z kategorii określanych jako niemożliwe do wykonania, bo jak przekonać ludzi, żeby płacili za coś, co mają u innych za darmo. Google dominuje, ale przecież darmowe wyszukiwanie oferuje również choćby Bing rozwijany przez Microsofta czy wyszukiwarka Yahoo. „The New York Times” podkreśla, że wprawdzie rośnie świadomość użytkowników, że bezpłatne usługi Google’a i Facebooka przychodzą kosztem danych osobowych, ale wielu z nich — nawet tych, którzy wyrażają obawy o swoją prywatność — często nie chce płacić za alternatywę.

Sridhar Ramaswamy zwraca uwagę na to, w jaki sposób Google poświęcił więcej miejsca reklamom na górze wyników wyszukiwania, a wyniki, których szukają użytkownicy, zepchnął na dół strony, co jest szczególnie uciążliwe podczas wyszukiwania na smartfonach. Google broni się, że według szeroko zakrojonych testów ludzie uważają trafne reklamy i oferty za bardzo przydatne. Poza tym wyświetla je tylko w części zapytań.

„Podejście Neeva jest zgodne ze starym truizmem, który mówi, że jeśli płacisz za coś, jesteś klientem, ale jeśli dostajesz to za darmo, jesteś produktem” — podkreśla magazyn „Wired”.

Przywołuje inne przykłady wyszukiwarek, które koncentrują się na prywatności, jak choćby DuckDuckGo czy Startpage. Ta ostatnia pozyskuje wyniki wyszukiwania zewnętrznie, bezpośrednio od Google’a, wyświetla reklamy, ale nie podejmuje próby personalizowania ich pod użytkowników. Nikt nie jest więc targetowany.

— Znalezienie informacji, które są dla nas ważne — pogoda, praca, sport, dziwny objaw bólu głowy — jest podstawową i głęboko osobistą potrzebą człowieka. W ciągu mniej niż 20 lat przeszliśmy od wyszukiwania informacji w encyklopediach do znalezienia prawie wszystkiego za jednym dotknięciem telefonu. Miałem szczęście być częścią wczesnego zespołu inżynierów, który zbudował wyszukiwarkę Google, która zdemokratyzowała dostęp do wiedzy milionom ludzi na całym świecie. Była i pozostanie niezwykle ważną usługą, bezpłatną dla wszystkich dzięki reklamom online — przekonuje Sridhar Ramaswamy.

Neeva twierdzi jednak, że pora na kolejny etap i użytkownicy skuszą się na abonament na wyszukiwanie. Wyszukiwarka jest w fazie testów beta, a spółka zachęca do zarejestrowania się w celu uzyskania wcześniejszego dostępu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane