Wyższych uczelni jest za dużo
Sposobem na uzupełnienie kadr na pozawarszawskim rynku pracy jest kształcenie ich w lokalnych szkołach wyższych, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Ministerstwo edukacji zamierza jednak ograniczyć dalszy przyrost liczby uczelni niepublicznych.
— Najsilniejszą ze szkół niepublicznych poza Warszawą jest Szkoła Wyższa w Płocku. Kilka szkół niepublicznych działa także w Radomiu. Jesteśmy zwolennikami wzmacniania już istniejących szkół niepublicznych, a nie powiększania ich liczby. W całej Polsce jest ich około 150 — przekonuje Tadeusz Popłonkowski, dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego w MEN.
Działają też uczelnie wyższe w Ostrołęce, Łowiczu, Skierniewicach, Sochaczewie, Żyrardowie, Pułtusku, Siedlcach i Łomży.
Szkoła w Płocku proponuje sześć kierunków. Kształcą się tu osoby z całego Mazowsza, z województwa kujawsko-pomorskiego i łódzkiego. Wykładowcy pochodzą z Torunia, Warszawy i Łodzi.
Nietypowy profil ma Wyższa Szkoła Rozwoju Lokalnego w Żyrardowie. Proponuje ona jeden kierunek — ekonomiczny, w ramach którego są 3 specjalizacje: gospodarka samorządu terytorialnego, zarządzanie przedsiębiorstwem oraz bankowość i finanse.
— Moim zdaniem, szkół niepublicznych jest za dużo. Gorsze z nich psują niekiedy opinię uczelniom, które reprezentują wyższy poziom. A przecież w szkołach prywatnych kształci się trzy razy tyle młodzieży co w państwowych — podkreśla Tomasz Kruszewski, dyrektor gabinetu kanclerza w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku.
Jego zdaniem, po wejściu w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, uczelniom prywatnym będzie trudniej prowadzić działalność dydaktyczną. Otwarcie nowego kierunku będzie możliwe dopiero po uzyskaniu pozytywnej opinii rady głównej powołanej z pracowników szkół państwowych.
Izabela Kudelska