Obecne kłopoty strefy euro są wodą na młyn dla jej przeciwników. Ale co by się stało, gdyby wspólnej waluty nie było? — pyta ekonomista Marek Zuber.
Jestem przekonany, że bez euro poszczególne kraje zaczęłyby w panice chronić własne rynki. Interesy partykularne przesłoniłyby to, co jest dobre dla całego kontynentu i świata. A to tylko pogłębiłoby problemy europejskich gospodarek.
Znacznie trudniej byłoby dogadać się Niemcom i Francuzom, gdyby pierwsi nadal mieli markę, a drudzy franka. Dzięki temu, że istnieją takie struktury, jak Unia czy strefa euro, łatwiej poskromić indywidualizm i egoizm oraz skoordynować działania antykryzysowe. Im ściślejsze powiązania i gospodarcze, tym większa skłonność do kompromisu.
Dzisiejszy kryzys porównuje się czasem do tego z lat 30. — kontynuuje Marek Zuber. Oprócz wielu podobieństw, istnieją dwie ważne różnice, które pozwalają nam patrzeć w przyszłość z optymizmem. Po pierwsze — współczesne gospodarki można szybciej i łatwiej uzdrowić, bo są oparte na elastycznych usługach, a nie na przemyśle ciężkim, jak w pierwszej połowie XX wieku. Po drugie —dotknięte recesją państwa rozumieją, że kluczem rozwiązaniem do ich problemów jest międzynarodowa współpraca, między innymi w ramach UE i strefy euro — tłumaczy ekonomista Marek Zuber.