Czytasz dzięki

Wzrost ciśnienia grozi eksplozją

opublikowano: 10-08-2020, 22:00

Aleksander Łukaszenka (to pisownia białoruska, sam zainteresowany używa rosyjskiej końcówki Łukaszenko) postanowił, że prezydentem Białorusi będzie dopóki… biologia mu pozwoli — a jako 66-latek dopiero wszedł w wiek emerytalny.

Ten były oficer polityczny Armii Radzieckiej i dyrektor sowchozu jako 40-letni kandydat niezależny zdobył w 1994 r. prezydenturę młodego państwa bardzo zdecydowanie w stuprocentowo uczciwych wyborach. Wtedy uznał, że silny mandat otrzymał… na zawsze i szybko utrwalił to przekonanie referendami konstytucyjnymi oraz żonglowaniem długością kadencji. Kolejne wybory traktował jako uciążliwość, łaskawie zgadzając się na poddanie reelekcjom w latach 2001, 2006, 2010, 2015 oraz w minioną niedzielę na szóstą kadencję 2020-25. Horyzont nawet ośmiu kadencji widzi całkiem realnie.

Wyborcy protestujący w Mińsku są przekonani, że po 26 latach dyktator wreszcie przegrał.
Zobacz więcej

Wyborcy protestujący w Mińsku są przekonani, że po 26 latach dyktator wreszcie przegrał. FORUM

To krótkie przypomnienie jest konieczne dla zrozumienia istoty dramatycznych wydarzeń na Białorusi. Przez ponad ćwierć wieku Aleksander Łukaszenka zbudował relatywnie bardzo silny — w zestawieniu z mizerią ekonomiczną państwa — i rozbudowany aparat urzędniczy, dla którego zmiana status quo jest wręcz niewyobrażalna. Niepokorni młodzi wyborcy z Mińska i innych większych miast zamierzali natomiast 9 sierpnia skruszyć beton. Są przekonani, że w niedzielnych wyborach więcej głosów zdobyła Swiatłana Cichanouska, kandydatka równie przypadkowa, co groźna dla wspieranego przez cały aparat urzędującego prezydenta (taką relację jakbyśmy skądś znali…). W ich środowiskach Cichanouska wygrała na pewno, ale trzeba byłoby naprawdę uczciwie przeliczyć i zsumować głosy całej Białorusi, z dużych miast oraz najbardziej zapuszczonych wiosek, oddanych korespondencyjnie oraz bezpośrednio do urn. Niestety, jest to niemożliwe — protestująca opozycja nigdy nie uwierzy komisjom opanowanym przez aparat Łukaszenki, który jak zawsze wyliczył uzyskanie przez władcę ponad 80 proc. głosów, natomiast sama może wyniki jedynie szacować. W tym kontekście możemy odetchnąć, że w Polsce demokracja znajduje się jednak na innej orbicie — nasza tegoroczna kampania prezydencka była bardzo nierówna i nieuczciwa, ale same wyniki w urnach okazały się krystalicznie czyste i niepodważalne.

Starcia demonstrantów z oddziałami milicyjno- -wojskowymi są najbardziej ostre w dziejach niepodległej Białorusi. Za rządów Aleksandra Łukaszenki wybuchały już wiele razy, zwłaszcza po kolejnych wyborach, ale tym razem władcę zaskoczyła skala protestów. Trudno uniknąć skojarzeń z wydarzeniami na Ukrainie, które rozpoczęły się podobnie — od społecznego odrzucenia w 2004 r. sfałszowanych wyników wyborów prezydenckich. Wtedy pomarańczowa rewolucja doprowadziła do unieważnienia głosowania i powtórki zwycięskiej dla Wiktora Juszczenki. Ale później i tak powrócił do władzy prorosyjski Wiktor Janukowycz, który rządził w latach 2010-14, do ucieczki spowodowanej kolejną rewolucją, tym razem krwawym euromajdanem.

Czy sytuacja na Białorusi może rozwinąć się w tym kierunku? Aleksander Łukaszenka w ogóle nie myśli o rezygnacji z następnych kadencji, a tym bardziej o emigracji. Jednak w początkowej fazie protestów nie wyobraża sobie tego żaden dyktator, który później uchodzi ratunkowym samolotem… Powyborczą sytuację najlepiej opisuje powyższy tytuł. Dramat bliskiego nam państwa za Bugiem polega na tym, że trudno wyobrazić sobie jakiś wentyl, przez który ciśnienie uszłoby przed wybuchem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane