Wzrosty na giełdzie możliwe po wyborach

Jarosław Pietraszko
opublikowano: 2001-05-21 00:00

Wzrosty na giełdzie możliwe po wyborach

Wzrosty, które nastąpiły na warszawskim parkiecie w ostatnich tygodniach, były efektem dwóch czynników. Po pierwsze — kursy większości akcji osiągnęły tak niski poziom, że rynek musiał odreagować zbyt duże przeceny. Po drugie — impuls do wzrostów dały rynki zagraniczne. Ożywienie na giełdach europejskich i amerykańskich zachęciło wielu inwestorów do nieco większej aktywności w Polsce. Nadal brakuje jednak pozytywnych informacji makroekonomicznych.

Obecnie nie ma czynników wewnętrznych, zarówno tych ekonomicznych, jak i politycznych, które mogłyby stwarzać nadzieję na poprawę giełdowej koniunktury. Dlatego też w najbliższym czasie należy raczej oczekiwać trendu horyzontalnego lub spadkowego — uważa Jarosław Pietraszko, makler papierów wartościowych DM Polonia Net.

Nasdaq musi przekroczyć 2200 punktów i utrzymać ten poziom przez przynajmniej 2 tygodnie, aby doszło do trwałego trendu wzrostowego. Spadek poniżej 2000 punktów będzie oznaczał powrót do trendu spadkowego z możliwością dojścia do poprzedniego dna. Zdecydują o tym konkretne informacje płynące ze spółek.

— Krajowi gracze próbują wyprzedzić i przewidzieć notowania na amerykańskich giełdach. Na parkiecie więcej jest psychologii i spekulacji niż prawdziwego inwestowania pod konkretne informacje makroekonomiczne, zwłaszcza że tych pozytywnych jest niewiele — twierdzi Jarosław Pietraszko.

Gospodarkę amerykańską czeka miękkie lądowanie, gdyż Fed robi co tylko w jego mocy, aby nie dopuścić do dalszego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Dla tamtejszych decydentów najważniejsze jest utrzymanie odpowiedniego tempa PKB, nawet kosztem inflacji.

Nasz rynek może skorzystać, gdy Rada Polityki Pieniężnej będzie miała podobne nastawienie.

— Trudno jednak oczekiwać z jej strony takich ruchów, jeżeli za wszelką cenę ma być realizowany cel inflacyjny, co jest zadaniem ustawowym RPP. Dlatego też rada nie czuje się zobowiązana do pobudzania wzrostu PKB lub przynajmniej do takich działań, aby w wyniku dążenia do osiągnięcia celu inflacyjnego nie cierpiał wzrost gospodarczy — mówi makler papierów wartościowych DM Polonia Net.

Nie oznacza to oczywiście, że zmiany i wysokość PKB zależą przede wszystkim od RPP. Niestety, również rząd, dysponując odpowiednimi instrumentami, niewiele robi w tym zakresie. Tymczasem konieczne są nie tylko zmiany w kodeksie pracy, ale przede wszystkim kompletna reforma systemu podatkowego, m.in. przez jego uproszczenie i wprowadzenie podatku liniowego. To przedsiębiorcy, a nie rząd tworzą miejsca pracy. Rada Ministrów może jedynie zwiększać zatrudnienie w budżetówce, a to przecież odbywa się kosztem podatnika.

Do wyborów parlamentarnych zarówno sytuacja gospodarcza Polski jak i koniunktura na warszawskim rynku nie powinny się zmienić. Oczekiwane przez część specjalistów ożywienie na GPW, którego inicjatorem mają być OFE zainteresowane wzrostem wyceny akcji, raczej nie nastąpi. Dziś zaledwie dwa fundusze znajdują się pod kreską i jeżeli ta sytuacja się utrzyma, to tylko one będą zmuszone dopłacać z własnych środków część niedoborów wynikających z tego, że nie osiągnęły minimalnej stopy zwrotu.

Przy braku wyraźnych sygnałów mogących świadczyć o większej aktywności strony popytowej lub podażowej należy oczekiwać trendu horyzontalnego, który potrwa przynajmniej do czasu wyborów

— Najważniejsze dla GPW będą pierwsze miesiące po wyborach parlamentarnych i to czy podjęte zostaną wówczas jakieś konkretne działania ze strony zwycięskiego ugrupowania. Jeżeli takie zdarzenia nastąpią lub przynajmniej zostaną obiecane, to są realne szanse na poprawę giełdowej koniunktury. Dodatkowo działania te będą musiały zbiec się z obniżkami stóp procentowych — uważa Jarosław Pietraszko.

Jesienią OFE będą przebudowywać swoje portfele, co także może wywrzeć pozytywny wpływ na rynek. Gdzieś ulokowane muszą być także ciągle napływające do funduszy środki. Ich wielkość zapewne jeszcze wzrośnie dzięki sprawniejszemu działaniu systemu informatycznego ZUS. Być może kłopoty w tym zakresie znikną już pod koniec roku. Z drugiej jednak strony ostatnie wydarzenia związane z tą instytucją mogą sugerować coś innego.

Na GPW nie nastąpią zmiany, które będą mogły świadczyć o początku trendu wzrostowego, dopóki nie pojawią się inwestorzy zagraniczni. Dziś kapitału pochodzącego od tej grupy graczy jest zdecydowanie mniej niż jeszcze rok temu. Stało się tak głównie dlatego, że polskie spółki rozczarowały inwestorów słabymi wynikami finansowymi.

— Większość dużych i płynnych spółek wykazała dotychczas zdecydowanie gorsze wyniki od powszechnie oczekiwanych. Również w drugim kwartale nie ma większych szans na ich poprawę. Można przyjąć, że nie polepszą się one szybko — twierdzi specjalista DM Polonia Net.

Zagranicznych graczy do zakupów nie zachęca silna złoty, nawet mimo niskich kursów większości notowanych na GPW akcji. Tymczasem to, czy złoty stanieje, zależy przede wszystkim od poziomu stóp procentowych, a te od decyzji podejmowanych przez RPP. Dopóki polska waluta nie osłabnie, nie ma raczej szans, aby zagraniczni inwestorzy pojawili się na GPW.

polski rynek kapitałowy jest dość płytki. Do zmiany tej sytuacji konieczne są duże oferty na rynku pierwotnym, przynajmniej te obiecane przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Tymczasem wszystkie są przesuwane w czasie. To z kolei powoduje, że na rynku brakuje impulsu, który mógłby podgrzać atmosferę i przyciągnąć zarówno inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Posiadającym wolne środki pozostaje zatem tylko kupno obligacji skarbowych i ewentualnie akcji nielicznych spółek giełdowych.

— Do końca 2001 roku zyski powinny przynieść zwłaszcza walory takich przedsiębiorstw jak Jelfa, Kęty czy Wilbo. Wśród ciekawych celów inwestycyjnych widzę również te z branży IT, tj. Optimusa (musi jednak jeszcze stanieć) i Softbank — dodaje Jarosław Pietraszko.