Atmosfera w jakiej rozpoczęliśmy nowy miesiąc i tydzień na GPW nie powinna dziwiać. Dobre nastroje panowały na większości zagranicznych gieł. Wpłynęło na to kilka istotnych faktów. Po pierwsze, coraz optymistyczniejsze wiadomości z Państwa Środka wskazujące na ożywianie, co przekłada się na wzrost notowań surowców i paliw. Indeksy wspierały również publikacje makroekonomiczne oraz „bycze” nastroje w USA, co pozwoliło rosnąć wskaźnikom na Starym Kontynencie. W tym na GPW.
Otuchy dodaje też wczorajsza sesja na Wall Street. Wielu analityków sugeruje, że należała do przełomowych. Główny wskaźnik S&P500 pokonał psychologiczną barierę 1000 pkt. czyli poziom z początku listopada 2008 roku. Dużym wzięciem cieszyły się papiery największych instytucji finansowych, co może przełożyć się na wzrosty akcji banków i u nas.
Z technicznego punktu, najbliższymi oporami dla WIG20 są okolice 2200 punktów (prawie zdobyte wczoraj na rynku terminowym), a później poziom 50 pkt. wyżej. Osiągnięcie ich może oznaczać rozpoczęcie korekty. Aby to nastąpiło musi jednak dojść do znacznego pogorszenia nastrojów na Zachodzie oraz na rynku towarowym. Warto przy tym dodać, że ogólny trend z jakim mamy do czynienia od kilku miesięcy, nie jest zagrożony.
Ostatnie silne umocnienie naszej waluty może sygnalizować, że na parkiecie
inwestuje zagranica. Stamtąd też płyną coraz to lepsze prognozy dotyczące naszej
gospodarki, jak i silnego niedowartościowania naszej waluty. Takiego zdania są
np. analitycy z JP Morgan, którzy podnieśli w poniedziałek prognozę wzrostu PKB
dla Polski za 2009 r. do 0,0 proc. r/r, zaś za 2010 rok do 2,5 proc. Odetchnąć
mogą zadłużeni we frankach szwajcarskich oraz wycieczkowicze do strefy
euro.