Xelion: Warszawa ruszyła za giełdami światowymi

opublikowano: 12-01-2007, 09:49

W Warszawie wybór Sławomira Skrzypka na prezesa NBP nie miał najmniejszego znaczenia dla zachowania rynku walutowego, który to już dawno ten fakt zdyskontował.

W Warszawie wybór Sławomira Skrzypka na prezesa NBP nie miał najmniejszego znaczenia dla zachowania rynku walutowego, który to już dawno ten fakt zdyskontował.

Jednak rano złoty umacniał się idąc za kursem EUR/USD. Rosły też ceny obligacji. Najwyraźniej widać było uspokojenie nastrojów, które trochę się na rynkach rozwijających poprawiły. Być może też wypowiedzi nowego szefa NBP rynek wziął za dobrą monetę (na przykład tą o współpracy z obecnym zarządem, czy o zostawieniu rezerw w spokoju).

Po 13.00 naszej walucie pomógł wzrost kursu EUR/USD po nieoczekiwanym podniesieniu stóp procentowych przez Bank Anglii. Potem jednak nawet spadek kursu EUR/USD po wypowiedziach Szefa ECB, Jean-Claude Trichet, już nam nie szkodził. Złoty tracił co prawda do dolara, ale zyskiwał do euro. Tak było jednak tylko do około 17.00, bo potem nasza waluta na płytkim rynku zaczęła mocniej tracić i skończyła osłabiona w stosunku do dolara i euro. Najważniejsze w tym ruchu było to, że kurs USD/PLN wybił się z kanału półrocznego trendu spadkowego, a to może być zachętą do dalszego osłabienia. Dzisiaj jednak jest piątek, a to zachęca do zwyczajowej realizacji zysków, więc złoty może się wzmocnić.

WGPW zareagowała w czwartek też tak, jak można było oczekiwać. Może nawet lepiej, bo rosły kursy w sektorze paliwowym, mimo dalszego spadku ceny ropy. Tu nasz rynek był bardzo podobny do amerykańskiego. Inwestorzy wiedzą, że spadki cen na rynku ropy są przesadzone. Od dawna rynkami rządzą przecież fundusze, a na surowcach szczególnie mocno fundusze hedżingowe, które doprowadzają ruchy cen do absurdalnych poziomów. Wpływ mogła też mieć informacja o definitywnym porozumieniu na linii Rosja – Białoruś i o wznowieniu dostaw ropy.

Po wzrostowej sesji w USA, w krajach Ameryki Południowej i Tajlandii zmniejszyły się i u nas niepokoje wynikające z sytuacja panującej w Tajlandii i Wenezueli, a to musiało pomóc szerokiemu rynkowi. WIG20 już na otwarciu doszedł do poziomu 3.200 pkt., a potem ugrzązł nad nim na długi czas. Liderem zwyżki była nadal KGHM (nie przeszkadzała jej taniejąca miedź) i odbijający sektor bankowy. Najsilniejszy był chyba jednak TechWig pod wodzą Prokomu i Computerlandu. Doskonale zachowywał się też MidWig, który utworzył nową linię trendu wzrostowego i najwyraźniej ma zamiar zaatakować szczyt. Obrót był bardzo duży, choć wynikało to w dużej mierze z umówionych, dużych transakcji akcjami PKO BP i Pekao SA.

W zasadzie od południe indeksy obniżały się, ale specjalność naszej giełdy, czyli transakcje koszykowe w ostatniej godzinie doprowadziły do blisko trzyprocentowego wzrostu WIG20. W ten sposób byki znowu weszły do gry. Co prawda sygnału kupna jeszcze nie ma, ale jeśli w końcu rozpocznie się korekta na rynku EUR/USD i ropy to da naszemu rynkowi mocny impuls wzrostowy. Początek sesji może być dzisiaj lekko korekcyjny - może działać 4 procentowy spadek ceny ropy, ale w nocy zdrożała ona o prawie 1,5 proc. i powinna nadal drożeć, więc rynek o wczorajszej przecenie szybko zapomni. Tak czy inaczej tydzień zakończymy wzrostem, co potwierdzi, że odczyty Wigometru, w przypadku, kiedy jednak ze stron jest w ponad 60 procentowej większości, zazwyczaj się myli.

Efekt stycznia z ropą w tle

Czwartek rozpoczął się na rynkach europejskich bez niespodzianek. Reagując na uspokojenie sytuacji na rynkach rozwijających się i na środową sesję w USA indeksy giełdowe rosły, ale przed posiedzeniem banków centralnych na rynkach panował marazm. Kurs EUR/USD kolejny raz usiłował odrabiać straty. Wydawało się, że posiedzenia Banku Anglii i ECB nie będą miały najmniejszego znaczenia dla rynków, bo praktycznie nikt nie oczekiwał zmiany poziomu stóp procentowych.

Jednak banki centralne potrafią czasem zaskakiwać i to właśnie zrobił Bank Anglii, który podniósł stopy o 25 pb. (do 5,25 proc.). To wzmocniło euro i trochę schłodziło nastroje na giełdach akcji. Uspokojenie przyszło po decyzji ECB, który nie zawiódł rynku i zostawił stopy bez zmian (3,5 proc.). Pół godziny potem Jean-Claude Trichet, szef ECB, na konferencji prasowej nie straszył szybką podwyżką stóp, wręcz przeciwnie podkreślił, że nie mówi o „czujności” odnośnie inflacji. Wspominał też o zagrożeniach dla wzrostu PKB. Jasne się stało, że podwyżki przynajmniej do marca nie będzie, a to doprowadziło do uspokojenia na rynku akcji i spadku kursu EUR/USD. Otwarcie sesji w USA doprowadziło na rynkach Eurolandu prawie do euforii.

Wydawało się, że w USA handel będzie w czwartek spokojny, bo kalendarium było prawie puste, ale okazało się, że byki nie potrzebowały żadnych informacji do tego, żeby mocno potrząsnąć rynkami. Widać było wyraźnie, że mija niepokój o skutki wydarzeń w Tajlandii, a szczególnie w Wenezueli. Szczególnie ten ostatni kraj mógł niepokoić Amerykanów, bo przecież Ameryka Łacińska jest tuż za ich plecami. Gracze zobaczyli, że duże pieniądze nie znikają z rynku, więc zaczęli szturmować rynek akcji. W ten sposób rozpoczął się odłożony w czasie efekt stycznia.

Nie miały z tym wzrostem nic wspólnego dane makro. Co prawda tygodniowy raport o rynku pracy w USA pokazał duża poprawę – ilość noworejestrowanych bezrobotnych spadła poniżej 300 tys. Jednak był to pierwszy tydzień roku, krótszy o jeden dzień, więc dane te zostały zlekceważone. Co nie znaczy, że były pretekstem dla dalszego umocnienie dolara, który i tak już był bardzo silny dzięki wypowiedziom Jean-Claude Trichet. Kurs EUR/USD wrócił pod wsparcie 1,295 USD, co jest bardzo złym sygnałem dla byków. Ostatnią ich linią obrony jest linia półrocznego trendu wzrostowego na poziomie, 1,2750 USD.

Kolejne umocnienie dolara powinno było przecenić surowce, ale tak się nie stało. Właściwie można powiedzieć, że niedokładnie tak się stało. Złoto, tak zawsze mocno negatywnie skorelowane z dolarem, nawet zdrożało. Tam gracze widzą przesadę w ruchu kursu EUR/USD i czekają już na korektę. Cena miedzi spadła jedynie nieznacznie. Jedynym surowcem (z tych bardzo ważnych), który mocno ucierpiał była znowu ropa. Cena baryłki spadła o kolejne blisko 4 procent (poniżej 52 USD). Zabawne jest to, że taki spadek nastąpił po zapowiedzi podjęcia przez OPEC działań mających mogących cenę podnieść. Widać było, że byki usiłują walczyć, ale były to bardzo słabe wysiłki, a to doprowadziło do potężnego ataku niedźwiedzi. W środowisku opanowanym przez fundusze hedżingowe wzrosty i spadki są kompletnie irracjonalne. Tym razem mamy do czynienie z całkowicie irracjonalną paniką. Skończy to się niedługo potężnym wzrostem, szczególnie, że już teraz fala A spadku jest prawie równa fali C.

Ciekawe jest to, że ceny akcji sektora surowcowego praktycznie nie reagowały na te spadki. Akcje nawet drożały i dopiero wtedy, kiedy cena ropa spadła prawie o 4 procent wróciły do poziomu neutralnego. Najwyraźniej gracze doszli do wniosku, że już teraz trzeba się szykować do potężnego odbicia. Generalnie tania ropa pomagała szerokiemu rynkowi akcji, Poza tym Goldman Sachs podniósł prognozy dla Google, a UBS podniósł rekomendację dla Altrii. Odroczony efekt stycznie doprowadził do przełamanie bardzo ważnego oporu technicznego na NASDAQ (już w środę indeks był tego bliski), a to zwiększyło znacznie popyt na całym rynku. DJIA pobił rekord wszech czasów, a hossa trwa nadal.

Po sesji AMD, rywal Intela poinformował wieczorem (już po zakończeniu handlu posesyjnego), że jego zysk za czwarty kwartał będzie niższy od prognoz. To dzisiaj może szkodzić indeksowi NASDAQ. Pewne zaniepokojenie może również wywołać eksplozja w ambasadzie USA w Atenach. Jednak nawet jeśli był to atak terrorystyczny to gracze szybko o tym zapomną. Rynek walutowy w ogóle na to wydarzenie w nocy nie zareagował.

Piątek jest dniem przed długim weekendem w USA (w poniedziałek jest dzień Martina Lutera Kinga i giełdy amerykańskie nie pracują). To powinno zmniejszać aktywność inwestorów, ale często na małym wolumenie dochodzi do sporych ruchów indeksów. Dzisiaj najbardziej dla rynku istotny będzie raport o sprzedaży detalicznej (szczególnie tej bez samochodów). Prognozy mówią, że dynamika wzrostu sprzedaży znacznie w grudniu spadła (w porównaniu do listopada). Jeśli tak się rzeczywiście stało to będzie źle świadczyło o mniejszej determinacji konsumentów do wydawania pieniędzy. A mniejszy popyt wewnętrzny to duży problem dla gospodarki USA.

Gracze będą jednak interpretowali dane nieco inaczej. Nieduży wzrost sprzedaży powinien być już zdyskontowany, więc dane zbliżone do prognoz nie będą miały wielkiego wpływu na rynek akcji – mogą mu nawet pomóc. Znaczne obniżenie wzrostu dynamiki sprzedaży powinno zaszkodzić dolarowi i chyba jednak również akcje by ucierpiały. To „chyba” dlatego, że nie wiemy, czy gracze nie postanowią cieszyć się z większego prawdopodobieństwa obniżki stóp. Zakładam, że dane bardzo dobre pomogą dolarowi i akcjom.

Pozostałe raporty rzadko generują impulsy dla rynków, ale trzeba spojrzeć na to, jakie ceny płacono w imporcie (bez ropy). Im wyższe tym większa inflacja, wiec tym lepiej dla dolara i gorzej dla akcji. Raport o zapasach w firmach trzeba interpretować dokładnie tak jak ten o zapasach w hurtowniach. Im niższy stosunek zapasów do sprzedaży tym lepiej dla gospodarki. Reakcji po tej publikacji jednak nie zobaczymy.

Piotr Kuczyński

Główny Analityk

Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Xelion: Warszawa ruszyła za giełdami światowymi