Te ataki byków szybko są kontrowane, ale świadczą o sile rynku, który nadal targany jest słabnącym dolarem. Wall Street powinno przejąć się nieco siłą swojej waluty, która z dnia na dzień zmniejsza konkurencyjność amerykańskiego eksportu, ale chęci utrzymania tegorocznych wysokich stóp zwrotu wydają się być siłą dominującą. Zresztą napływające dane makroekonomiczne napawają względnym optymizmem. Warto wspomnieć o lepszej od prognoz produkcji przemysłowej przy niezłych danych z rynku nieruchomości. Obrazu sytuacji nie zmieniła decyzja odnoście stóp procentowych. Oczywiście kosztu pieniądza nie zmieniono, ale cały świat bardzo uważnie wpatrywał się w treść komunikatu. Prawdę mówiąc był on identyczny z poprzednimi, a dodatkowo potwierdzone zostały wcześniej znane terminy zakończenia niektórych programów pomocowych. Rynek starał się odczytywać słowa FOMC nieco jastrzębio, ale było to naciągane panującymi obecnie nastrojami, które faworyzują dolara wobec problemów nękających peryferyjne kraje strefy euro. Rok kończymy więc w diametralnie innej atmosferze niż go zaczynaliśmy. Inwestorzy obecnie wyglądają podwyżek stóp procentowych w obliczu nabierającego tempa ożywienia gospodarczego, podczas gdy zaczynaliśmy go z myślą, iż praktycznie zerowe oprocentowanie i tak nie pomoże staczającej się w bezdenną przepaść gospodarce. Zmiana nastawienia diametralna, ale w takim świecie obecnie żyjemy, dlatego przyszły rok z pewnością również będziemy kończyli zupełnie gdzie indziej niż go zaczynamy …
Polska
Biedny Mikołaj i oczekiwanie na serie wygasających kontraktów
terminowych. Praktycznie to jedno zdanie mogłoby posłużyć jako podsumowanie
ostatnich dni na warszawskim parkiecie. Sytuacja techniczna WIG20 podobnie jak
S&P500 jest niezmienna od tygodni, a nawet miesięcy. Poruszamy się w kanale
trendu bocznego 2200 - 2400 pkt. Każda próba wybicia lokalnych szczytów kończy
się atakiem podaży i zejściem indeksów poniżej punktu oporu. Warto jednak z tego
"wiejącego nudą" tygodnia zwrócić uwagę na osłabiającą się złotówkę, lecz gdy
popatrzymy na parę EUR/USD, chyba mamy gotową odpowiedź co było przyczyną
takiego korekcyjnego ruchu. Bardzo pozytywnie zaskoczyły dane o produkcji
przemysłowej. Można je tłumaczyć niską bazą porównując rok do roku. Jednak
wzrost na poziomie 9,8% mógł zadziałać na wyobraźnię inwestorów. Jednak na
w/w percepcję największy wpływ mają nastroje globalne. Bardzo dobre dane makro w
żaden sposób nie odbiły się na czwartkowej sesji. Ciekawostką godną odnotowania
są również sygnały dochodzące ze spółki KGHM. Według depesz agencyjnych zysk
spółki w 2010 roku ma być niższy niż w bieżącym roku, co automatycznie odbiło
się na jej wycenie. Warto wiedzieć, że dwa dni wcześniej Citigroup obniżył
rekomendacje dla spółki z "trzymaj" do "sprzedaj". Ciekawe w kontekście prognoz
zysku "POLSKIEJ MIEDZI" jest to, że około miesiąca temu zarząd spółki wypowiadał
się bardzo pozytywnie na temat przyszłego roku, twierdząc że sprzedaż netto jak
i zyski spółki powinny być lepsze. Pozostawmy to bez komentarza. Podsumowując -
byle do nowego roku. Może efekt stycznia /bo raczej nie seria wygasających
instrumentów pochodnych/ przyniesie rozstrzygnięcie i wskaże kierunek w
którym giełda wybije się z trwającej konsolidacji.
Europejskie Rynki Wschodzące
„Nic się nie stało” – tak można skwitować
wyniki rynków w kończącym się tygodniu. Ubiegło tygodniowe dane dotyczące
wzrostu PKB większości krajów regionu za III kwartał 2009 roku nie wpłynęły w
żaden sposób na rynek. Jak należało oczekiwać, były one zgodne z prognozami i
nieco lepsze od wyników z kwartału poprzedniego. Niechlubny wyjątek stanowił PKB
Łotwy, który spadł w porównaniu z rokiem poprzednim o 19%, a jego wynik w II
kwartale wynosił -18,7%.
Zbliżający się koniec roku 2009 skłania jednak do
poczynienia próby podsumowania wydarzeń bieżącego okresu i spojrzenia szerzej na
perspektywy i prognozy roku nadchodzącego. Nie ulega wątpliwości, że ten rok nie
był dla Europy Wschodzącej łatwy. Pierwsza jego połowa upłynęła pod znakiem
szybko pogarszających się danych gospodarczych, ciągłej niepewności co do
stabilności całej gospodarki światowej, strachu inwestorów przed kontynuacją
załamania rynku. Nieco więcej optymizmu widać było w drugiej połowie, kiedy to z
miesiąca na miesiąc były podawane lepsze dane. Można było dyskutować co do
zasadności docierających pozytywów, ale wyglądało na to, że powoli idzie ku
lepszemu.
Niewątpliwie, do odważnych świat należy – inwestorzy mieli okazję
zarobić, o ile podejmowali śmiałe decyzje. Indeksy giełd regionu urosły od
początku roku nawet o 120%, ceny obligacji po ubiegłorocznym załamaniu
poszybowały w górę, waluty wzmocniły się. Był to dobry rok do budowania
portfeli, kupowania aktywów po niskich cenach.
Prognozy na przyszły rok dla
gospodarek regionu są lepsze od wcześniej publikowanych. W dużej mierze wyniki
zależą od globalnego otoczenia i uporządkowania własnego podwórka. Życzmy sobie,
aby przyszły rok był bardziej przewidywalny i mniej nerwowy niż mijający.
Europa Zachodnia
Miniony tydzień na rynkach Starego Kontynentu był
kolejnym, w którym inwestorzy nie mieli najmniejszej ochoty na realizację
zysków. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym w większości
wylądowały na lekkich plusach i jest coraz bardziej prawdopodobne, że ten rok
pożegnają w okolicach swoich rocznych maksimów.
Trzeba uczciwie powiedzieć,
że siła podaży znikąd nie doczekała się pomocy w realizacji swoich planów, gdyż
na rynki nie nadeszły w minionych dniach żadne niepokojące informacje. Wstępne
odczyty grudniowego PMI w strefie euro w sektorze produkcji i usług pozostały po
„zielonej stronie mocy”, czyli powyżej poziomu 50 pkt oddzielającego gospodarczą
prosperitę od recesji. Nieco ucichł też problem Grecji, pomimo obniżenia ratingu
przez kolejną agencję (w tym tygodniu śladami Fitch’a podążyła agencja S&P),
wygląda na to, że na chwilę obecną rynki nie dopuszczają do siebie myśli o
ewentualnej niewypłacalności tejże gospodarki.
Oceniając przypadek Grecji
należy się jednak zastanowić czy jest to problem czysto lokalny, czy ma jednak
większy zasięg geograficzny. W tym miejscu w naturalny sposób nasuwają się takie
kraje Eurolandu (oprócz wspominanej już jakiś czas temu Hiszpanii), jak Włochy,
Irlandia, Portugalia czy też Belgia. Przewidywany włoski dług publiczny na
koniec bieżącego roku ocenia się na ponad 110 proc. PKB, co nieoficjalnie daje
niechlubne piąte miejsce wśród najbardziej zadłużonych gospodarek świata. Wydaje
się jednak, że powyższymi kwestiami – w obliczu nadchodzących świąt – nikt sobie
głowy zawracać nie zamierza, przynajmniej w najbliższym okresie.
Powoli
zbliżamy się do końca roku, który wszystkie globalne rynki - z
zachodnioeuropejskimi włącznie – kończą na zdecydowanych plusach. Paneuropejski
indeks DJ Stoxx600 od marcowego dołka zyskał już ponad 50 proc., a wskaźnik cena
/ zysk od dłuższego czasu „buja w obłokach” na poziomie około 56, czyniąc akcje
europejskich koncernów relatywnie drogimi. Po świąteczno – noworocznym okresie
błogostanu, na początku nadchodzącego roku siła popytu może się zderzyć z
nieodpartą chęcią realizacji zysków. Nie ulega jednakże wątpliwości, iż minione
dwanaście miesięcy na wszystkich światowych rynkach zapracowało na miano dobrego
roku, i takim go zapamiętajmy.
Japonia, Chiny, Indie
Azjatyckie
akcje pod koniec tygodnia zanurkowały, zaraz po tym jak australijskie kontrakty
CDS wzrosły najbardziej od trzech tygodni. Uzyskaliśmy bowiem informacje, iż
pożyczkodawcy (głównie banki) do 2012 roku muszą podwyższyć kapitały własne. W
piątek chiński Shanghai Composite Indeks obniżył loty o 1,2 proc.,
kontynuując czwarty dzień spadków, najdłuższy okres korekty od 10 sierpnia
wywołany obawami, że planowana duża ilość IPO na tym rynku spowoduje odpływ
pieniędzy do nowych oferentów i przez to realizację zysków. Uwaga chińskich
inwestorów była skierowana na największe banki oraz sektor spółek
developerskich, które najgorzej pracowały przez ostatni kwartał. Czołówka firm z
sektora w połowie minionego tygodnia zanotowała największy spadek wartości od
dwóch tygodni. Główną przyczyną była zapowiedź chińskiego rządu, który
realizując strategię pobudzania popytu konsumpcyjnego planuje przyjrzeć się
„zbyt wysokim wzrostom cen" nieruchomości. Zapowiada podwyższenia wymaganego
wkładu własnego przy zakupie nieruchomości i dalszych interwencji w perspektywie
rosnącej "bańki" na nieruchomościach.
Ponieważ jest to ostatni komentarz w
tym roku warto przedstawić ciekawe informacje z ostatnich dwunastu miesięcy,
które determinują dalszy rozwój sytuacji ekonomicznej w tym regionie i na
świecie. Średnia stopa oszczędności mierzona jako procent dochodów
rozporządzanych gospodarstw domowych w krajach azjatyckich takich jak Indie,
Chiny jest już wyższa od amerykańskich i wciąż rośnie. Indyjskie nadwyżki
względem PKB przekroczyły 32% a Chińskie 28%. Bardzo interesująca informacja
zwłaszcza obserwując imponujący wzrost gospodarczy w tym regionie w ostatnich
latach. Miła odmiana, a może raczej lekcja gospodarności dla Amerykanów…
W
porównaniu z innymi kontynentami Azja wypada dość umiarkowanie, mimo, że
ustąpiła jedynie Ameryce Południowej. Indeks EPRA ASIA przez ostatnie dwanaście
miesięcy był drugim pod względem wzrostów z wynikiem 34 proc. W samym regionie
najbardziej wzrosła Indonezja – o 84 proc.
Podsumowując warto zaznaczyć, iż
pojawiające się często z dnia na dzień nowe informacje, duża zmienność
globalnych gospodarek oraz widmo wyższej inflacji gwarantują, że rok 2010 na
pewno będzie należał do ciekawych. Koncentracja na rynkach finansowych oraz
dogłębna analiza i rzetelna wiedza na temat ich funkcjonowania wydają się być
obecnie jedyną rozsądną strategią w zarządzaniu własnym kapitałem i
oszczędnościami.
Surowce
Kontrakty terminowe na ropę typu Crude zdrożały o 7%, a baryłka
kosztuje obecnie 74 dolary. Tak dużej zmiany ceny na plus nie obserwowano od
października br. Dziwić mogło zachowanie surowca na tle wydarzeń na rynku
walutowym. Otóż teoretycznie, umocnienie dolara powinno obniżyć ceny ropy, a tak
się nie stało. Mało tego, ceny nie tylko nie spadły, ale wręcz urosły. Całą
odpowiedzialność za wzrosty cen spadła na pogodę. Obserwowany atak zimy w
Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej wpłynął na zwiększenie
zapotrzebowania na surowce grzewcze, w tym ropę. Widać to było po danych z
amerykańskiego Departamentu Energii, który podał, iż stan magazynów surowca
zmniejszył się. Ubyło przede wszystkim ropy i olejów gotowych, natomiast samej
benzyny przybyło, ale nie aż tyle jak oczekiwali analitycy. Były to informacje
prowzrostowe dla cen. Na przyszły tydzień zaplanowane jest spotkanie krajów
OPEC, który będzie debatował na temat limitów produkcyjnych na przyszły kwartał.
Wiele wskazuje na to, że dużych zmian w tym zakresie nie będzie, a obecne
poziomy wydobycia dla poszczególnych krajów zostaną utrzymane. Z technicznego
punktu widzenia ropa po wyjściu dołem z kanału trendu spadkowego powróciła do
niego i zatrzymała się na poziomie 74 dolarów za baryłkę. Są to lokalne szczyty
z końca sierpnia i stanowią one opór do dalszych wzrostów.
Miedź kończy
tydzień na poziomie zbliżonym do zamknięcia z poprzedniego tygodnia. Tona metalu
na giełdzie w Londynie kosztuje 6834 dolary. Rynek wydaje się być silny,
stabilny i nie zareagował dużymi spadkami na umocnienie dolara. Cenom pomagały
dobre informacje z rynku nieruchomości USA (wzrost ilości pozwoleń na budowę i
ilość rozpoczętych budów), a trzeba pamiętać, że jest to strategiczny segment
dla tego surowca. Pozytywne dane przyszły również z Europy Zachodniej, a
dokładniej z Niemiec, gdzie wzrósł wskaźnik zaufania przedsiębiorstw. Nasi
zachodni sąsiedzi są trzecim największym (po Chinach i USA) odbiorcą miedzi na
świecie. Duży niepokój może budzić stan zapasów surowca. Mianowicie zapasy na
Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) są największe od 15 kwietnia, a stan magazynów
rośnie już 34 dzień z rzędu. To najdłuższa seria od stycznia 1999 roku. Prognoza
na najbliższy okres jest utrudniona, ponieważ coraz lepsze dane makro powinny
podnosić ceny. Z drugiej strony jednak rosnący w siłę dolar powinien oddziaływać
parospadkowo na ceny. Czynnik, który będzie silniejszy będzie determinował
zmiany na rynku.
Złoto staniało o 1%, natomiast uncja wyceniana jest na 1100
dolarów. Tak jak w przypadku pozostałych surowców, umocnienie dolara wpłynęło na
obniżkę notowań złota. Ceny od szczytu z początku grudnia br. spadły już o 10% i
wydaje się, że korekta jeszcze nie została zakończona. Analiza techniczna
wskazuje, że wypełnienie się całego ruchu korekcyjnego powinno zniżyć ceny do
1080 dolarów za uncję. Wówczas ceny znajdą się na dolnym ograniczeniu linii
trendu wzrostowego a obecnie trwająca korekta zrówna się swoim zasięgiem z
poprzednią. Odbicie się cen od tego poziomu powinno spowodować powrót cen
żółtego kruszcu na wzrostową ścieżkę.
Waluty
Dolar amerykański już trzeci tydzień z rzędu umacniał się w
stosunku do euro. W piątek na godzinę 12:00 minimum z bieżącego tygodnia to
wartość 1,4304 co w porównaniu ze szczytem (1,5144) z końca listopada daje
spadek o 5,5%. Ostatni raz tak silnego dolara widzieliśmy na początku września.
Natomiast jeśli spojrzymy na wykres to korektę o takim samym wymiarze mieliśmy w
kwietniu bieżącego roku. Uważam, że z technicznego punktu widzenia właśnie ta
równość korekt mogła w czwartek zatrzymać aprecjację dolara. Brakuje jeszcze
tylko potwierdzenia w postaci formacji świecowej na wykresach dziennych.
Najbliższe wsparcie to 1,4304, natomiast opór to okolice 1,46. To na co warto
jeszcze zwrócić uwagę to fakt, że na to znaczące umocnienie dolara tylko
niektóre giełdy i surowce zareagowały przeceną, a można było oczekiwać
zdecydowanie większych ruchów. Polski złoty w ujęciu tygodniowym stracił do
głównych walut. Poza tym kursy charakteryzowała duża zmienność, co potwierdza
zaciętą walkę o kierunek. Jeśli spojrzymy na parę EUR/PLN to dopóki notowania
nie wzniosą się powyżej poziomu 4,32 (szczyt listopadowy) przewaga będzie leżała
w dalszym ciągu po stronie złotego.
Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion w
składzie:
Łukasz Bugaj, Zofia Kamińska, Jacek Maleszewski, Paweł Pilzak, Adam
Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Tatiana Świderska, Piotr Trzeciak, Kamila
Urbańska-Pałac, Jan Żuralski.