Pogorszenie klimatu inwestycyjnego przyszło z tokijskiej giełdy. Tamtejszy
indeks Nikkei spadł o 1,3 proc. do 9549,47 pkt., notując najniższy poziom od
lipca br. Przecena ta stała się pretekstem do realizacji zysków na czołowych
europejskich parkietach, prowadząc jednocześnie do spadku apetytu na ryzyko i
szkodząc polskiej walucie.
Drugim czynnikiem mającym negatywny wpływ na
złotego jest umocnienie dolara do europejskich walut. Kurs EUR/USD, który
jeszcze wczoraj testował poziom 1,4989 dolara, dziś spadł do 1,4842
dolara.
Sytuacja na giełdach oraz notowania EUR/USD będą wyznaczać kierunek
wahań polskich par do końca dnia. Wpływ obu tych czynników będzie moderowany
publikowanymi o godzinie 14-tej przez Główny Urząd Statystyczny danymi o
produkcji przemysłowej. W październiku oczekuje się spadku o 2,7 proc. w relacji
rocznej, po tym jak miesiąc wcześniej sięgnął on 1,3 proc. Z uwagi na
pogorszenie sentymentu do złotego, gorsze od prognoz dane mogą go osłabić,
natomiast lepsze nie muszą go wesprzeć.
O godzinie 14-tej GUS opublikuje jeszcze październikowe dane o inflacji PPI
(prognoza: 1,7 proc. r/r), a Narodowy Bank Polski protokół z ostatniego
posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Obie te "figury" nie powinny jednak mieć
większego wpływu na rynek walutowy.
Z punktu widzenia analizy technicznej
wzrosty kursów USD/PLN i EUR/PLN są tylko korektą i przystankiem w dalszej
drodze na południe. Jej celem, możliwym do osiągnięcia jeszcze w tym roku, jest
poziom 2,65 zł za dolara i 4 zł za euro. Warunkiem koniecznym dalszej aprecjacji
złotego jest kontynuacja wzrostów na giełdach oraz osłabienia dolara.
Marcin Kiepas
X-Trade Brokers DM