XXI wiek należy do Google'a

Gigantowi stuknęło 15 lat, ale choć jest jeszcze nastolatkiem, to życiorysu pozazdrościłaby mu niejedna siwa głowa. Sporo się wydarzyło od września 1998 r.

Jedni nie wyobrażają sobie świata bez usług dostarczanych przez Google’a, inni uważają, że świat bez niego byłby lepszy. Chyba każdy musi przyznać jedno: XXI wiek jest na razie wiekiem Google'a.

FOT. Bloomberg
FOT. Bloomberg
None
None

Cofamy się jednak do wieku poprzedniego, konkretnie do 1995 r., kiedy na kampusie studenckim renomowanego Stanford University spotykają się Larry Page i Sergey Brin. Rok później budują mechanizm wyszukiwania linków o nazwie BackRub. Firma Google rodzi się trochę później, bo we wrześniu 1998 r. Nazwa pochodzi od słowa „googol”, którego matematycy używają do opisu liczby tak wielkiej, że zera zajęłyby w tym tekście co najmniej kilka linijek. Historia potęgi? Google zaczynał jako garażowy projekt, dziś jest kurą znoszącą złote jaja.

Wartość rynkowa koncernu przekracza już 292 mld USD, a za jedną akcję trzeba zapłacić prawie 900 USD, podczas gdy 9 lat temu zadebiutowały na Wall Street w cenie 85 USD.

Założyciele posiadają już tylko 16 proc. udziałów firmy, chociaż i tak daje im to fortunę wynoszącą łącznie ponad 50 mld USD. Google nie jest jedyną wyszukiwarką na rynku, ale zdecydowanie najpopularniejszą. Według Statisticbrain.com, w 2012 r. Google indeksował 50 mld stron internetowych, dwa razy więcej, niż indeksują wyszukiwarki Yahoo i Bing razem wzięte. Jeszcze pięć lat temu Google indeksował „zaledwie” 11 mld adresów. Podstawą biznesu Google’a są oczywiście reklamy, ale firma z siedzibą w Mountain View w Kalifornii chce być częścią niemal każdego ruchu internauty.

Czym się zajmuje Google? Lepiej byłoby pomyśleć, czym się nie zajmuje. Poczta, rachunki, zakupy, mapy, tłumacz, podróże, kalendarz, książki, wiadomości — lista czynności, w których chce nam pomagać Google, niemal się nie kończy. Fani firmy są zadowoleni, ale przeciwnicy często alarmują, że jest to zbyt mocno i za daleko posunięta zależność. Usługi Google’a pojawiają się i znikają, zaledwie niewielka część wynalazków okrzyknięta została sukcesem, takim choćby jak darmowa poczta Gmail, która powstała w ramach 20 proc. czasu, jaki pracownicy mają przeznaczać w każdym tygodniu na swobodne eksperymentowanie.

Styl i warunki pracy w Google’u też zresztą obrosły legendą, a spółka chwali się szerokim wachlarzem benefitów, które oferuje zdolnemu narybkowi. Nowi pracownicy są ponoć określani mianem „Noogler”, byli otrzymują natomiast przydomek „Xoogler”.

Wśród tych ostatnich jest ponad 200 kóz, które Google wynajął kilka lat temu, a ich zadaniem było zjadanie trawy i nawożenie gleby wokół siedziby firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane