Z biurka prezydenta znikną aktywa

Zasady reaganomiki są surowe: żeby zainwestować na garażowej wyprzedaży rodem z Białego Domu, trzeba wyłożyć trochę zielonych

Sprzątnąć coś cennego z gabinetu amerykańskiego prezydenta i potem zyskownie odsprzedać mógłby tylko kolekcjoner wyjątkowo skłonny do ryzyka. Kowalski, który akurat nie szuka podobnych przygód, może się jednak otoczyć przedmiotami Ronalda Reagana, wertując wcześniej sam aukcyjny katalog — tyle tylko, że stopa zwrotu zawsze będzie mniejsza niż po rabunku, bo inwestycja może wymagać od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Mając ochotę na biurkowe akcesoria prezydenta albo którąś z kolekcjonerskich torebek pierwszej damy trzeba w dodatku pamiętać, że nie każdy taki przedmiot to w ogóle inwestycyjne dobro — nieciekawy obrazek malarza, o którym lokalni kolekcjonerzy pewnie nigdy nie słyszeli, zawsze będzie przemawiał słabiej niż najsłabszy konnyportret, ale pędzla któregoś z Kossaków.

Wyświetl galerię [1/2]

PRZEJĄĆ PIŁKĘ: NFL w połączeniu z podpisem prezydenta, który zagrał filmową rolę sportowca, kończy się spodziewaną ceną z przedziału 5-10 tys. USD (19,3-38,6 tys. zł). CHRISTIE'S

Wszędzie ta ręka rynku

Z memorabiliami trzeba uważać, bo chociaż ich rynek rozwija się za oceanem w imponującym tempie, nie wszystkie obiekty, które są kolekcjonerskie, nadają się od razu na lokatę kapitału. O potencjale wzrostu ceny decydują przede wszystkim dowody, że wcześniejszy posiadacz rzeczywiście konkretnej rzeczy używał, a także częstotliwość, z jaką podobne drobiazgi pojawiają się w obiegu. Ekonomia podaży — do orędowników której Reagan z pewnością się zaliczał — zyskałaby nową definicję: drożeją te prezydenckie dobra, których podaż jest najbardziej ograniczona. Najmniej jest natomiast przedmiotów osobistych i unikatowych, jak chociażby wczesne wydanie dzieła Adama Smitha czy torebka ze skóry krokodyla, której marka doczekała się już indeksu dla rynku wtórnego. Relacja spodziewanych cen jednego i drugiego obiektu jest przy tym dosyć zaskakująca — „Bogactwo narodów” z 1805 r. wyceniono do 1,2 tys. USD (4,6 tys. zł), a model Mini Kelly, ledwo mieszczący większego smartfona, w przedziale 10- 15 tys. USD (39-58 tys. zł). Za ceną torebki nie stoi jednak wyłącznie żona Reagana, tylko logo paryskiego Hermesa, z którym wiąże się jeden z bardziej nietypowych sposobów różnicowania aktywów portfela. Jak podał w tym roku „The Guardian”, warta 150 tys. GBP (755 tys. zł) torebka tej marki od 1980 r. popisuje się średnią roczną stopą zwrotu na poziomie 14,2 proc. — głównie dlatego, że nie będąc żoną prezydenta liczącego się kraju, naprawdę trudno ją zdobyć. Skoro decyduje o tym mechanizm podażowo-popytowy, Adam Smith raczej nie byłby zawiedziony.

Jelly Belly prezydenta

Podczas zaplanowanych na 21-22 września licytacji przedmiotów prezydenckiej pary inwestorzy będą mieli sporo do wyboru, dlatego warto w pierwszej kolejności wyłowić przedmioty, które prawdopodobnie już nie potanieją. Poza tymi, które mogły być bardziej osobiste, na uwagę zasługują również wartościowe już z definicji — powstałe z wysokiej jakości materiałów i w najlepszych warsztatach, jak chociażby wycenione do 10 tys. USD (39 tys. zł) pudełko na cygara z nowojorskiego studia Tiffany’ego. Fakt, że jest na nim wygrawerowana dedykacja dla Reagana, jest bez wątpienia istotny dla przyszłej wartości, ale trzeba pamiętać o najważniejszej zasadzie — nie ma mowy o inwestycyjnym potencjale bez potwierdzających autentyczność papierów. Tym razem aukcją zajął się dom aukcyjny Christie’s, co skutecznie zmniejsza obawy, bo wszystko sprowadza się właściwie do tego, że jeśli oferentowi zależy na reputacji, inwestor może wydać 20 tys. USD (77 tys. zł) na pogryzmolony kawałek betonu, wierząc, że to naprawdę ferment berlińskiego muru podpisany flamastrem przez prezydenta USA. Polityczne znaczenie jest, jak widać, w cenie — więc może dlatego znacznie niższą estymację ma kilkuelementowy zestaw podręcznych przedmiotów, które Reagan trzymał na biurku. Poza przyciskiem do papieru czy tzw. suszką do szybkiego osuszania świeżo napisanego tekstu w pakiecie jest interesujący słój żelków Jelly Belly, w które firma regularnie zaopatrywała gabinet polityka. Chociaż dom aukcyjny okrasił obiekt ciepłymi szczegółami — na przykład, że Reagan najchętniej sięgał po żelki o smaku lukrecji — spodziewaną cenę i tak twardo trzyma ręka Smitha, bo jakie nie byłyby żelki, estymacja nie przekroczy 2 tys. USD (7,7 tys. zł).

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Alternatywne / Z biurka prezydenta znikną aktywa