Z chaosu rezolucji niewiele wyjdzie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-11-22 20:00

Parlament Europejski na sesji w Strasburgu minimalną większością głosów 291:274, przy 44 europosłach wstrzymujących się oraz aż 96 nieobecnych przyjął rezolucję nielegislacyjną, postulującą zmiany w obu wspólnotowych traktatach – o Unii Europejskiej oraz o funkcjonowaniu UE.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wystarczała większość zwykła, a i tak rezolucja przeszła ledwie, ledwie. Gdyby warunkiem było uzyskanie większości bezwzględnej – trafiłaby do kosza. W odniesieniu zaś do wszystkich 705 eurodeputowanych część popierająca rezolucję stanowi zaledwie 41,3 proc. Liczby potwierdzają, że do nowelizacji traktatów ostro prze tylko mniejszość PE. Polscy europosłowie nie tylko z PiS, lecz również z PO/KO i PSL generalnie byli w finalnym głosowaniu przeciw. Przy czym z nieco innych przyczyn – PiS doktrynalnie, pod hasłami utraty przez Polskę niepodległości, natomiast partie współtworzące obecnie większość w parlamencie krajowym nie chciały dołożyć rąk (z wyjątkiem popierającej rezolucję Lewicy) do gigantycznego wręcz bałaganu, w jakim procedowany jest w PE temat tak fundamentalny i strategiczny, jak przyszłość UE. Wyraźnie czuje się w kręgach eurokracji ciśnienie czasu, aby procedura zmian traktatowych została choćby rozpoczęta jeszcze w obecnej kadencji. Przypomnę, że wybory do PE odbędą się od czwartku do niedzieli 6-9 czerwca 2024 r. – w większości państw, w tym w Polsce, w niedzielę. Aktywność obecnego składu PE kończy się na sesji 22-25 kwietnia.

Zdecydowanie ważniejszy od samej rezolucji był załącznik do niej, obejmujący wyjściowo aż 267 propozycji zmian traktatowych. Zasadziłem się do dokładnego śledzenia maratonu głosowań cząstkowych, ale niewiele z tego wyszło. Procedura legislacyjna w PE jest jednak strasznie chaotyczna, znacznie gorsza od naszej w Sejmie czy Senacie. Poprawki głosowane są nie według ich numerów, lecz dziwnymi blokami, z cofaniem się do pierwotnie opuszczonych etc. Europosłowie oczywiście mają instrukcje swoich grup, ale niejednokrotnie sami się gubią. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wewnątrz partyjnych międzynarodówek następuje pęknięcie – co w środę miało miejsce w wielu głosowaniach nad sprawozdaniem. Zapisałem jedynie kilka ważnych punktów, na przykład propozycję zmiany art. 3 traktatu o UE. Komisja konstytucyjna zaproponowała by dotychczasowy zapis „4. UE ustanawia unię gospodarczą i walutową, której walutą jest euro” zastąpić twardym nakazem „4. Walutą UE jest euro”, ale byłby to przecież absurd, eliminujący ze wspólnoty na pewno Danię, a być może także Szwecję, Polskę, Czechy czy Węgry. Trochę niedorzeczności trafiło do kosza, przegłosowana wersja załącznika została po kilku godzinach uporządkowana.

Najważniejsze propozycje faktycznie mniejszościowych, jak się okazało, eurokratów jednak pozostały. Przede wszystkim rezygnacja z zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w 65 obszarach i przeniesienie kompetencji z poziomu państw na poziom UE, m.in. poprzez utworzenie dwóch nowych kompetencji tzw. wyłącznych – w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności. Kompetencje tzw. współdzielone miałyby objąć siedem nowych obszarów: politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację. Skład Komisji Europejskiej miałby zostać zmniejszony do… 15 osób, co oznacza, że blisko połowa państw członkowskich nie miałaby komisarza. Ten pomysł z góry wygląda na tak trudny do przeprowadzenia, że wręcz… niemożliwy. Podobna próba zmniejszenia unijnego gabinetu była już podejmowana przy okazji wielkiego rozszerzenia UE w 2004 r. z udziałem Polski, wtedy do 18 komisarzy – i została odrzucona przez prezydentów/premierów na szczycie Rady Europejskiej. Obecnie również ten organ, będący kolegialną głową wspólnoty, zdecyduje o dalszych losach rezolucji PE.