Z komórką w plenerze

Mobilne gry miejskie, które wyciągną komputerowych graczy z domów, to sposób na promocję dla firm. Trudniej znaleźć wiernych użytkowników

A gdyby tak maniacy gier komputerowych, zamiast patrzeć w ekran monitora i utożsamiać się z postacią poruszającą się po wirtualnym świecie, sami ruszyli w miasto i stali się bohaterami gry w rzeczywistości?

DALEKOSIĘŻNE
PLANY: Chcemy
się stać międzynarodową
firmą, ale
na razie skupiamy
się na rozwoju
w Polsce — by
wszyscy wiedzieli, że
Polacy też potrafią
coś dobrze zrobić
— mówią Hubert
Dąbrowski, Marcin
Staruch, Szczepan
Bentyk i Sebastian
Matusik, założyciele
Game On. [FOT. MW]
Zobacz więcej

DALEKOSIĘŻNE PLANY: Chcemy się stać międzynarodową firmą, ale na razie skupiamy się na rozwoju w Polsce — by wszyscy wiedzieli, że Polacy też potrafią coś dobrze zrobić — mówią Hubert Dąbrowski, Marcin Staruch, Szczepan Bentyk i Sebastian Matusik, założyciele Game On. [FOT. MW]

Łap nagrodę

Pomysł na grę, która wyciągnie ludzi z domów, postanowił zrealizować Szczepan Bentyn, miłośnik gier komputerowych. Razem z Sebastianem Matusikiem i Marcinem Staruchem założył spółkę Game On. Dołączył do nich także Hubert Dąbrowski, który zaoferował własny kapitał, żeby pomysł miał szansę na jak najszybszą realizację. Po pół roku pracy, i wydaniu prawie 100 tys. zł, powstała Surrogates. To prawie jak GTA (Grand Theft Auto), gdzie gracz biega po mieście i wykonuje różne zadania (choć na szczęście nie musi kraść samochodów), tyle że tutaj akcja rozgrywa się w rzeczywistości. Potrzeba do tego tylko smartfona z systemem Android i dostępem do internetu. Każdy gracz ma w telefonie mapę z zaznaczonym obszarem gry, swoją aktualną lokalizacją, a także lokalizacją innych uczestników, nagrody, o którą ma toczyć się walka, i położeniem checkpointów, których zdobywanie wzbogaca doświadczenie uczestników gry oraz zwiększa ilość wirtualnych pieniędzy. Jednak najważniejsze to zdobyć nagrodę.

Bieganie za mieszkaniem

Surrogates dopiero startuje, ale jej twórcy wierzą w sukces.

— Testy pokazały, że jest sporo chętnych do tego rodzaju zabawy, a ponadto gra ma ogromny potencjał biznesowy — twierdzi Hubert Dąbrowski. I nie chodzi o pieniądze od graczy, dla których ma pozostać darmowa.

— Nie chcemy brać pieniędzy za realizację idei, którą będzie wyciągnięcie ludzi z domów. Poza tym jest wiele innych sposobów monetyzacji gry — mówi Hubert Dąbrowski. Finansować ją mają firmy, które za pośrednictwem Surrogates mogą się promować na zasadzie modnej w ostatnim czasie grywalizacji.

— Z taką zabawą wiążą się duże i bardzo pozytywne emocje. Każda marka chciałaby być z nimi kojarzona. A dzisiaj, kiedy reklama jest wszechobecna, przedsiębiorcy chętnie angażują się w nowe inicjatywy, które dają możliwość wypromowania swoich produktów i usług — twierdzi Sebastian Matusik.

— Chcemy zarabiać na współpracy z firmami, które mogą włączyć się do gry w roli partnera lub kupić ją na wyłączność na potrzeby własnej promocji. Jesteśmy otwarci także na współpracę z placówkami oferującymi nagrody dla użytkowników gry (vouchery, zniżki, nagrody materialne). Możliwości aplikacji przewidują również wyłączne jej użytkowanie przez korporacje oraz jako grę integracyjną dla pracowników firmy — tłumaczy Hubert Dąbrowski. Zainteresowanie współpracą już widać. Prestigio ufundowało nagrody, o które walczyli gracze podczas beta testów, a Play z wykorzystaniem Surrogates zorganizował w Toruniu akcję promującą internet 4G LTE.

— Dostajemy zapytania ze strony firm, a wszystkie te, z którymi rozmawiamy, wyrażają chęć współpracy — mówi Sebastian Matusik. Rozmowy toczą się głównie z przedstawicielami branży FMCG i motoryzacyjnej, choć pojawił się nawet deweloper, z którym Game On debatuje o ufundowaniu nagrody w postaci mieszkania.

— Do biegania za taką nagrodą na pewno znajdzie się trochę chętnych — śmieje się Szczepan Bentyn.

Byli już tacy, co wierzyli

Twórcy Surrogates wierzą w swój biznes bo ich zdaniem gra wyróżnia się na tle rynku, połączeniem elementów grywalizacji, geolokalizacji, możliwości wygrywania nagród rzeczowych i personalizacji gry do potrzeb partnera. Wyróżnikiem jest również fakt, że gra toczy się 24h, bez względu na to, czy włączy się do niej jakiś partner, czy nie. Surrogates nie jest jednak pierwszą mobilną grą miejską. Takie gry istnieją, choć większość z nich jest dedykowana konkretnym imprezom. Gra Inea SpotHunter sprawdza się jako element promocji produktów i usług operatora kablowego Inea.

Operator wykorzystuje grę stworzoną przez spółkę Geo Run wyłącznie do promocji, organizując co roku akcję, w której można wygrywać nagrody. W ubiegłorocznej edycji do zabawy zgłosiło się 1200 osób, które przebyły 10500 km, przejmując nagrody 1800 razy. Główna nagroda przebyła ok. 160 km i została przejęta 212 razy. W drugiej edycji, która ruszyła 7 października, użytkowników jest 300. Jednak inna mobilna gra miejska, ShootAr, która pozwalała na strzelanie do siebie graczom biegającym ze smartfonami, choć rok temu startowała z dużym impetem, dzisiaj już nie istnieje.

— Nie przynosiła przychodów, których się spodziewaliśmy, mieliśmy za mało użytkowników zainteresowanych grą. Ten projekt pokazał, że na taką technologię w Polsce jeszcze chyba za wcześnie — twierdzi Dariusz Żołna, który tworzył ShooAr.

Za wcześnie

Zdaniem Dariusza Sokołowskiego, prezesa Nonoobs.pl, polski rynek gier mobilnych rzeczywiście dopiero raczkuje, ale rośnie i będzie rósł, choć wydaje się, że tak czy inaczej pozostanie niszą.

— Głównie dlatego, że na dłuższą metę jednak trudno jest wyciągnąć ludzi z domów, zachęcić ich do biegania i bardziej długoterminowego zaangażowania. Poza tym takie gry adresowane są do dość wąskiej grupy młodych ludzi, którzy mają ochotę biegać. Minusem są także ograniczenia technologiczne — trzeba pamiętać, że te gry bazują na geolokalizacji, GPS-y są bardzo prądożerne, a w smartfonach problem żywotności baterii wciąż jeszcze nie został rozwiązany — twierdzi Dariusz Sokołowski.

Jego zdaniem, znacznie lepiej jest z zainteresowaniem firm, które mobilne gry miejskie chcą wykorzystywać do promocji. Ale żeby to robić, trzeba najpierw znaleźć graczy.

Motywacja według nowych reguł gry

Z pracy też można mieć frajdę, o co zadbać powinien sam pracodawca. Z pomocą przychodzi mu grywalizacja — to zyskująca na popularności również w Polsce formuła motywacyjna, wykorzystująca zasady wyjęte prosto z gier. Dodanie elementów rywalizacji, punktacji czy systemów nagród może skłonić pracowników do większego zaangażowania przy realizacji zwłaszcza rutynowych zadań. Grywalizacja sprawdza się również w budowaniu długotrwałych relacji z kontrahentami i partnerami biznesowymi. [ANB]

 

29% O tyle można zwiększyć zaangażowanie użytkowników strony internetowej, właściwie dobierając techniki grywalizacyjne (wynika z badania firmy Gigya).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Z komórką w plenerze