W 2002 r. potwierdziła się giełdowa reguła, zgodnie z którą rynek akcji daje zarobić niewielkiej liczbie inwestorów. Reszta musi obejść się smakiem. Ja, niestety, należę do tych ostatnich. Zbytnia wiara w oceny i rekomendacje wystawiane przez analityków przyniosła mi zamiast przysłowiowych kokosów, wyłącznie straty. Rok 2001 zakończyłem ponad 3-proc. zyskiem. Fakt, że zarobek niewielki, ale chociaż byłem na plusie. Teraz jest o wiele gorzej. A zaczęło się tak pięknie...
Na początku 2002 roku całkowicie przebudowałem swój portfel akcji. Przede wszystkim pozbyłem się akcji Elkopu. Stwierdziłem, że czekając na wzrost tak małej spółki tracę tylko czas. Z tego samego powodu pozbyłem się również akcji Eldorado. Debiut lubelskiej spółki bardzo mnie rozczarował, dalece bowiem odbiegał od wcześniejszych wycen dokonanych przez domy maklerskie. W miejsce wspomnianych spółek kupiłem walory dwóch emitentów z indeksu WIG 20 — BRE Banku i Comarchu. Był to strzał w dziesiątkę. Razem z posiadanymi papierami Telekomunikacji Polskiej przynosiły mi one początkowo bardzo duże zyski. W pewnym momencie stopa zwrotu z inwestycji przekraczała nawet poziom 15 proc. Jednak do czasu... Hossa na Comarchu była bowiem tyle dynamiczna, co krótkotrwała. Już po niecałym miesiącu zacząłem na tym papierze ponosić stratę. Całe szczęście, że na początku lutego bez wahania pozbyłem się akcji po cenie 47 zł. Od tamtej bowiem pory papiery krakowskiego integratora spadły o dalsze 20 zł.
Znacznie dłużej, bo do końca lipca, byłem posiadaczem walorów BRE Banku. I choć akcje obejmowałem po 123 zł, a sprzedawałem po 104 zł, nie mogę narzekać. Straty pokryła mi bowiem wypłata wysokiej dywidendy. Miałem więcej szczęścia niż rozumu. Fart opuścił mnie jednak szybko. Sporo nerwów i pieniędzy kosztowało mnie zaangażowanie w Sokołów i Polską Grupę Farmaceutyczną (PGF). Analitycy BDM PKO BP ustalili cenę docelową akcji Sokołowa na poziomie 2,80 zł, natomiast dom maklerski Amerbrokers jedną akcję PGF wycenił na 51 zł. Rekomendacje dla obydwu spółek były jednoznaczne — „kupuj”. No to kupiłem. Bezgraniczna wiara w mądrość analityków zemściła się na mnie srodze. W maju Sokołów spadł do zaledwie 2 zł i do tej pory nie może zbliżyć się do wyceny BDM PKO BP. Z kolei akcje PGF warte są obecnie około 28 zł. Podobnie pechowe okazały się w moim przypadku inwestycje w papiery Orbisu, Elektrobudowy, Optimusa, Remaka i ostatnio — Telekomunikacji Polskiej.
Tak naprawdę, jedyną spółką, na której mogłem osiągnąć zarobek w 2002 r., był Cersanit. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że akcji producenta armatury pozbyłem się w złym momencie. Na początku marca kupiłem 40 walorów kieleckiej spółki, płacąc 35,8 za akcję. Zachęciła mnie do tego rekomendacja BDM PKO BP, w której prognozowano wzrost kursu do 40,9 zł. Początkowo byłem zadowolony, bo kurs faktycznie wykazywał tendencję wzrostową. Potem jednak zrobiło się głośno o wprowadzeniu 22-proc. VAT w budownictwie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Zepchnęło to kurs Cersanitu poniżej poziomu, po którym obejmowałem akcje. Nie wytrzymałem napięcia i sprzedałem walory ze stratą. To był błąd. Wkrótce okazało się, że była to tylko korekta w trendzie wzrostowym. Tuż po mojej — jak się później okazało — niefortunnej decyzji akcje znów zaczęły zyskiwać na wartości. Pod koniec października kurs Cersanitu przekroczył poziom 43 zł.
W kończącym się dzisiaj roku straciłem łącznie aż 15 proc. z zainwestowanych na początku 5 tys. zł. Jest to wynik ponad 4-krotnie gorszy niż wyniósł spadek indeksu WIG w 2002 r. A przecież okazji do zarobku nie brakowało. Sęk w tym, że tak zwani specjaliści nie byli w stanie wytypować zyskownych celów inwestycyjnych. Domy maklerskie wyraźnie poskąpiły rekomendacji firmom, które w 2002 r. okazały się liderami wzrostów. I tak np. akcje Groclinu zyskały na wartości 250 proc., jednak walorami spółki zainteresowali się analitycy zaledwie trzech brokerów. Papiery LPP zyskały 190 proc., ale w całym 2002 r. spółka zwróciła na siebie uwagę zaledwie dwóch domów maklerskich. Unimil zdrożał z kolei o 130 proc., lecz ostatnie zalecenie dla tej spółki zostało wydane... w maju 1999 r.
Doświadczenia zebrane na rynku w ciągu ostatnich 12 miesięcy nauczyły mnie jednego. Nie należy bezgranicznie wierzyć rekomendacjom. Szczególnie tym, które sugerują zakup walorów. Najczęściej bowiem mają one na celu wyłącznie wytworzenie odpowiednio dużego popytu na akcje, których chce pozbyć się sam rekomendujący lub któryś z jego klientów.