Za dziewiętnastym razem się udało

opublikowano: 13-10-2014, 00:00

Z prawideł piłkarskiej statystyki wynikało, że kiedyś musi się to wreszcie wydarzyć i Polska wygra z Niemcami, co nie udało się w osiemnastu oficjalnych meczach od 1933 r.

Ta liczba obejmuje pięć z Trzecią Rzeszą, natomiast w ogóle pomija dziewiętnaście spotkań z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Z takim wygumkowaniem historii prawdziwi kibice się nie godzą. Notabene wraża Niemiecka Republika Federalna, a od 1972 r. Republika Federalna Niemiec jeśli nas lała, to… litościwie, najwyżej dwoma bramkami. Bratnia komunistyczna NRD natomiast zmiażdżyła kiedyś polską reprezentację aż 5:0!

Stadion Narodowy w Warszawie, na którym rozegrał się w sobotę mecz Polska-Niemcy.
Zobacz więcej

POLSKA - NIEMCY 2:0

Stadion Narodowy w Warszawie, na którym rozegrał się w sobotę mecz Polska-Niemcy. Bloomberg

W sobotę na Stadionie Narodowym pierwsza drużyna w klasyfikacji FIFA zmierzyła się z siedemdziesiątą. Dla nas np. 48 pozycja Burkina Faso to obecnie niedoścignione marzenie. Różnica potencjałów Niemiec i Polski była jaskrawo widoczna i wyszła w statystykach meczu: procentowe posiadanie piłki 63:37, sytuacje bramkowe 22:4, strzały niecelne 11:1, strzały na bramkę 8:3. Dla historii ta dysproporcja nie ma jednak znaczenia, albowiem z polskich celnych strzałów aż 67 proc. wpadło do siatki, gdy u nich 0 proc. To zaskakująca różnica efektywności na polską korzyść. Odnosząc wynik 2:0 do realiów gospodarki można stwierdzić, że innowacyjni Polacy znaleźli boiskowe nisze. Konkretnie dwaj milusińscy, Milik i jego zmiennik Mila.

Oprócz przełamania 81-letniego fatum dodatkowym smaczkiem narodowego triumfu jest okoliczność, że pokonaliśmy urzędującego mistrza świata. Co prawda takie zwycięstwa już się Polsce trafiały — w 1981 r. z Argentyną oraz w 1985 r. z Włochami — ale nigdy tak na świeżo po Mundialu. Generalnie w 2014 r. to Niemcy mogą odczuwać wobec Polski kompleks w męskich grach zespołowych. Niedawne półfinałowe zwycięstwo mistrzowskich siatkarzy wszyscy pamiętają, ale w ważnych grach eliminacyjnych wygrali także koszykarze i piłkarze ręczni.

Wśród 57-tysięcznej rzeszy na Stadionie Narodowym należałem do absolutnej mniejszości, która nie wierzyła w cud. Przyznaję się bez bicia i tym bardziej cieszę, że chłodne racje musiały ustąpić przed siłą uczuć. Notabene podobnie z rezerwą podeszli władcy kraju, którzy przepuścili okazję do zdobycia wizerunkowych punktów. Nie tylko prezydent Bronisław Komorowski, lecz przede wszystkim premier Ewa Kopacz. Piłkarzowi Donaldowi Tuskowi nigdy by się takie niedopatrzenie nie zdarzyło. Czujnie stawił się inny piłkarz, minister Grzegorz Schetyna, któremu towarzyszył niemiecki kolega Frank-Walter Steinmeier. Ich meczowe pogaduszki oczywiście nie będą miały jakiegokolwiek przełożenia np. na ustalenia klimatyczne, podobnie jak nasze zwycięstwo.

Euforia po odprawieniu Niemców już we wtorek poddana zostanie weryfikacji przez Szkotów. Po niepowodzeniu niedawnego referendum Szkocja tym mocniej podkreśla, że prawdziwą niepodległością cieszy się tylko w kilku sportach, w tym głównie w piłce nożnej, grając pod narodową flagą św. Andrzeja. Z całościowymi ocenami, czy jesteśmy warci awansu w rankingu FIFA choćby o kilka oczek, poczekajmy zatem do wtorkowego wieczoru. Co nie zmienia okoliczności, że w sobotę na Narodowym było naprawdę super!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Za dziewiętnastym razem się udało