Za problemy banków zapłacimy wszyscy

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2015-08-09 22:00

Testowanie wytrzymałości instytucji finansowych poprzez nakładanie kolejnych obciążeń może się skończyć źle dla gospodarki — przestrzega prezes ZBP

Trudniej dostępne i droższe kredyty dla firm i konsumentów, kłopoty z wykorzystaniem pieniędzy z Unii w nowej perspektywie, spadek tempa rozwoju gospodarczego, zubożenie Polaków i większe bezrobocie. Takie skutki może mieć nakładanie na banki nowych obciążeń, na które pomysłów jest coraz więcej — przestrzega Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich (ZBP).

MNIEJ EMOCJI:
MNIEJ EMOCJI:
Wejście w życie wszystkich propozycji obciążeń w obecnym kształcie byłoby zabójcze dla polskiej gospodarki. Jestem przekonany, że kiedy tylko opadnie pył wyborczy, będziemy się zastanawiać nad racjonalnymi rozwiązaniami — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP.
Marek Wiśniewski

— Już dzisiaj banki są obciążone, a testowanie ich wytrzymałości może wywołać katastrofę. Trzeba uważać, żebyśmy sami nie zafundowali sobie sytuacji kryzysowej w kraju, który w czasie największego kryzysu finansowego na świecie odnotował 20-procentowy wzrost gospodarczy i którego przedsiębiorcy byli najlepiej kredytowani w całej Unii Europejskiej. I to w momencie, kiedy mamy do rozdysponowania duże pieniądze z UE — mówi prezes.

Węgierski przykład

ZBP nie chodzi wyłącznie o wprowadzenie podatku bankowego, który zapowiada PiS, choć jego skutki w dużej mierze mogłyby się przyczynić do osłabienia sektora bankowego. Same sygnały o wprowadzeniu podatku i przewalutowaniu kredytów hipotecznych spowodowały, że wartość rynkowa banków znacznie spadła. Skutki takich zmian można obserwować na Węgrzech, gdzie w 2010 r. banki zostały obciążone podatkiem od aktywów, a teraz rząd rakiem się z niego wycofuje.

— Późno zauważono, jak bardzo antygospodarczy był to pomysł — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz. Banki utraciły niemal wszystkie zyski, a akcja kredytowa spadła aż o jedną trzecią (z 60 do 43 mld EUR), co przyczyniło się także do spadku rozwoju gospodarczego kraju.

— Wprowadzenie takiego podatku, nie tylko na Węgrzech, ale także w wielu innych krajach Unii Europejskiej, wynikało w dużej mierze z potrzeby choćby częściowegozwrotu wydatków, jakie wszyscy podatnicy ponieśli podczas kryzysu finansowego, kiedy trzeba było wyłożyć potężne sumy na ratowanie banków. W niektórych krajach takie obciążenia miały także na celu przeciwdziałanie nadmiernemu rozrostowi złożonych instrumentów spekulacyjnych i zmniejszenie zakresu operacji finansowych, ponieważ bankowość w stosunku do potencjału gospodarki odgrywała tam zbyt dużą rolę — tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz.

Podkreśla, że w Polsce żadna z tych przesłanek nie istnieje. Polska wciąż jest krajem niskiego ubankowienia — np. relacja kredytów dla firm do PKB wynosi zaledwie 16 proc., podczas kiedy średnia europejska to 37 proc. W trakcie kryzysu finansowego 19 państw UE wyłożyło ponad 590 mld EUR na ratowanie swoich banków, polski sektor bankowy nie potrzebował z budżetu ani złotego, a do tego w latach 2008-14 nasza gospodarka urosła o ponad 20 proc., a akcja kredytowa o 39,3 proc.

Restrykcje, nadzór i opłaty

Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, polskie banki podczas kryzysu mogły finansować gospodarkę, pomimo że należą do najbardziej restrykcyjnie uregulowanych i nadzorowanych instytucji finansowych w całej Unii. Są też najbardziej obciążone opłatami na różne cele. Płacą najwięcej podatku CIT ze wszystkich branż (w 2014 r. prawie 4 mld zł), odprowadzają ok. 1,7 mld zł PIT od wynagrodzeń i ok. 2,5 mld zł różnego rodzaju opłat, m.in. na ZUS i fundusz zdrowia, płacą składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (w styczniu br. 2,55 mld zł) i utrzymanie KNF (ok. 120 mln zł rocznie). Ponadto do 2024 r. będą musiały zgromadzić ok. 15 mld zł dodatkowych pieniędzy w BFG na ochronę depozytów oraz system uporządkowanej likwidacji banków. Sporą sumę muszą też wysupłać w związku z wejściem w życie dyrektywy CRD i rozporządzenia CRR, które wprowadzają dodatkowe bufory bezpieczeństwa i wymogi kapitałowe.

— Z tytułu samego bufora zabezpieczającego, jeżeli zostanie wprowadzony w proponowanym kształcie, banki będą musiały zorganizować dodatkowe 23 mld zł — mówi prezes ZBP. Trzeba też wziąć pod uwagę koszty ewentualnej pomocy kredytobiorcom walutowym.

— A przecież banki nie skupiają się tylko na płaceniu danin. W związku z nową perspektywą unijną muszą zorganizować minimum 40-50 mld zł, żeby pieniądze z Brukseli można było w pełni wykorzystać. W ostatniej perspektywie unijnej na inwestycje o wartości 140 mld zł, które zostały zrealizowane w ramach kilkudziesięciu tysięcy projektów, banki zmobilizowały ponad 40 mld zł. Tym razem potrzeba będzie nawet więcej, zakładając, że wielu beneficjentów programów nie będzie dysponowało odpowiednim wkładem własnym — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz.

Na koszt Kowalskiego

Rekordowe zyski, które polski sektor bankowy notuje od kilku lat, mogą kusić. W 2014 r. było to 16 mld zł. Jednak, jak przekonuje prezes ZBP, 80 proc. tych zysków co roku jest przeznaczanych na budowę funduszy własnych banków, które umożliwiają udzielanie kredytów.

— Jeśli chcemy finansować gospodarkę na poziomie średniounijnym, musimy te fundusze budować. Przykładowo: osiągnięcie do 2018 r. poziomu 37 proc. kredytów w relacji do PKB wymaga dodatkowych 72 mld zł funduszy własnych — tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz.

Z drugiej strony, oczekuje się m.in., że zbudowany zostanie stabilny system gwarancji i poręczeń dla MSP oraz wskazuje się na konieczność usystematyzowania kredytu technologicznego dla przedsiębiorstw, którego formuła bardzo się sprawdziła. Jak to zrobić, gdy obciążenia banków są tak wysokie, a w planach wiele kolejnych? Wszelkie informacje o obciążeniach banków wywołują reakcję inwestorów. Wartość banków spada i tracą wszyscy Polacy, bo oznacza to m.in., że nasze emerytury będą niższe. OFE są przecież znaczącymi akcjonariuszami banków.

— Trwająca obecnie dyskusja, dotycząca różnych obciążeń finansowych sektora bankowego, już wpływa na branże, notowania banków i ich wycenę, a to negatywnie przekłada się na poziom oszczędności emerytalnych i inwestycyjnych Polaków — przyznaje Maciej Krzysztoszek z Departamentu Komunikacji w Komisji Nadzoru Finansowego.

Banki zmagają się też z niskimi stopami procentowymi, obniżką interchange czy podwyżką składki na BFG. Zyski mają jednak przyzwoite.

— Jeżeli pojawiają się dodatkowe obciążenia dla banków, to albo odpowiednio więcej kosztują kredyty, albo banki mniej mogą zapłacić za depozyty, albo pobierać więcej opłat z tytułu wykonywanych transferów płatniczych czy wymiany walut — przyznaje Krzysztof Pietraszkiewicz.

 

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 30.07.2015

Przed bardzo negatywnymi konsekwencjami wprowadzenia podatku bankowego i przewalutowania kredytów frankowych ostrzega również NBP.

Niech banki się podzielą

Wprowadzenie podatku bankowego to jeden z pomysłów Prawa i Sprawiedliwości na sfinansowanie wyborczych obietnic partii. Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera, tłumaczy, że ma być jednym ze źródeł finansowania trzech priorytetowych projektów — pomoc rzędu 500 zł dla rodzin na dziecko, podwyższenia kwoty wolnej od podatku i obniżenia wieku emerytalnego. Podatek miałby sięgnąć 0,39 proc. i obejmować aktywa banków. Wiceszefowa PiS oszacowała, że przyniesie 5 mld zł wpływów do budżetu. Dlaczego banki? — To instytucje, które dzisiaj osiągają bardzo wysokie zyski — tłumaczy Beata Szydło. PiS proponuje, żeby podzieliły się nimi ze społeczeństwem. Nie obawia się przy tym, że zmiany spowodują przerzucenie kosztów na klientów. — To narracja ze strony lobby bankowego. Banki konkurują ze sobą i nie dopuszczą, żeby koszty zostały przerzucone na klientów — mówi Beata Szydło. Podatek bankowy nie objąłby SKOK ani małych banków spółdzielczych, gdyż, zgodnie z argumentacją PiS, to instytucje, które płacą podatki w Polsce, podczas gdy duża część banków komercyjnych należy do dużych korporacji zachodnich.

Niech banki się podzielą

Wprowadzenie podatku bankowego to jeden z pomysłów Prawa i Sprawiedliwości na sfinansowanie wyborczych obietnic partii. Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera, tłumaczy, że ma być jednym ze źródeł finansowania trzech priorytetowych projektów — pomoc rzędu 500 zł dla rodzin na dziecko, podwyższenia kwoty wolnej od podatku i obniżenia wieku emerytalnego. Podatek miałby sięgnąć 0,39 proc. i obejmować aktywa banków. Wiceszefowa PiS oszacowała, że przyniesie 5 mld zł wpływów do budżetu. Dlaczego banki? — To instytucje, które dzisiaj osiągają bardzo wysokie zyski — tłumaczy Beata Szydło. PiS proponuje, żeby podzieliły się nimi ze społeczeństwem. Nie obawia się przy tym, że zmiany spowodują przerzucenie kosztów na klientów. — To narracja ze strony lobby bankowego. Banki konkurują ze sobą i nie dopuszczą, żeby koszty zostały przerzucone na klientów — mówi Beata Szydło. Podatek bankowy nie objąłby SKOK ani małych banków spółdzielczych, gdyż, zgodnie z argumentacją PiS, to instytucje, które płacą podatki w Polsce, podczas gdy duża część banków komercyjnych należy do dużych korporacji zachodnich.

OKIEM EKSPERTA
Nieracjonalne pomysły

SEBASTIAN BUCZEK, prezes Quercus TFI

Banki z roku na rok są coraz bardziej obciążane — oprócz wyższych opłat pojawiają się też naciski, aby przejmowały słabsze ogniwa w systemie finansowym (SKOK, banki spółdzielcze). Rosną też obciążenia regulacyjne. W efekcie banki już dzisiaj zmagają się z dużymi obciążeniami i pomysły na kolejne podatki czy innego rodzaju koszty wydają się w tym kontekście nieprzemyślane. Skutki słabszej kondycji sektora bankowego odbiją się na nas wszystkich. Same zapowiedzi dotyczące wprowadzenia podatku bankowego i przewalutowania kredytów hipotecznychprzyczyniły się do spadku wartości banków na warszawskiej giełdzie o ponad 40 mld zł. Trudno będzie wcześniejsze wyceny odbudować, a trzeba pamiętać, że znaczącymi akcjonariuszami banków są OFE. Oznacza to niższe emerytury dla Polaków. Ponadto trzeba sobie zdawać sprawę, że za wszelkie obciążenia nakładane na banki prędzej czy później zapłacą klienci. Wzrosną opłaty, koszt kredytów, a ich dostępność będzie ograniczona. Już teraz aktywność banków może spaść. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie zdrowy rozsądek wygra i nieprzemyślane propozycje polityków nie wejdą w życie, przynajmniej w skrajnych wariantach.

OKIEM EKSPERTA
Nieracjonalne pomysły

SEBASTIAN BUCZEK, prezes Quercus TFI

Banki z roku na rok są coraz bardziej obciążane — oprócz wyższych opłat pojawiają się też naciski, aby przejmowały słabsze ogniwa w systemie finansowym (SKOK, banki spółdzielcze). Rosną też obciążenia regulacyjne. W efekcie banki już dzisiaj zmagają się z dużymi obciążeniami i pomysły na kolejne podatki czy innego rodzaju koszty wydają się w tym kontekście nieprzemyślane. Skutki słabszej kondycji sektora bankowego odbiją się na nas wszystkich. Same zapowiedzi dotyczące wprowadzenia podatku bankowego i przewalutowania kredytów hipotecznychprzyczyniły się do spadku wartości banków na warszawskiej giełdzie o ponad 40 mld zł. Trudno będzie wcześniejsze wyceny odbudować, a trzeba pamiętać, że znaczącymi akcjonariuszami banków są OFE. Oznacza to niższe emerytury dla Polaków. Ponadto trzeba sobie zdawać sprawę, że za wszelkie obciążenia nakładane na banki prędzej czy później zapłacą klienci. Wzrosną opłaty, koszt kredytów, a ich dostępność będzie ograniczona. Już teraz aktywność banków może spaść. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie zdrowy rozsądek wygra i nieprzemyślane propozycje polityków nie wejdą w życie, przynajmniej w skrajnych wariantach.

Banki zawiniły, niech zapłacą

O pomyśle przewalutowania kredytów we frankach po kursie, po jakim zostały wzięte, już w maju mówił Andrzej Duda, wtedy kandydat na prezydenta. Tłumaczył, że banki powinny ponieść koszty z tym związane, skoro zarobiły na kredytach we frankach, często skłaniając osoby, które nie miały możliwości wzięcia kredytu w złotych, do zawarcia umów, w których pojawiły się liczne klauzule niedozwolone. W efekcie wielu tych kredytobiorców znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. 5 sierpnia Sejm uchwalił ustawę o pomocy dla frankowiczów. Przepisy zakładają, że kredyty hipoteczne w walutach obcych będzie można przewalutować, ale po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej. Ustawa uwzględnia też poprawkę SLD, która powoduje, że 90 proc. kosztów przewalutowania (różnica między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia) mają ponieść banki. PO zapowiada przywrócenie poprzednich zapisów dotyczących równego podziału kosztów przewalutowania kredytów hipotecznych między banki i kredytobiorców, ponieważ przyjęta poprawka ma kosztować sektor bankowy 7-8 mld zł.

Banki zawiniły, niech zapłacą

O pomyśle przewalutowania kredytów we frankach po kursie, po jakim zostały wzięte, już w maju mówił Andrzej Duda, wtedy kandydat na prezydenta. Tłumaczył, że banki powinny ponieść koszty z tym związane, skoro zarobiły na kredytach we frankach, często skłaniając osoby, które nie miały możliwości wzięcia kredytu w złotych, do zawarcia umów, w których pojawiły się liczne klauzule niedozwolone. W efekcie wielu tych kredytobiorców znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. 5 sierpnia Sejm uchwalił ustawę o pomocy dla frankowiczów. Przepisy zakładają, że kredyty hipoteczne w walutach obcych będzie można przewalutować, ale po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej. Ustawa uwzględnia też poprawkę SLD, która powoduje, że 90 proc. kosztów przewalutowania (różnica między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia) mają ponieść banki. PO zapowiada przywrócenie poprzednich zapisów dotyczących równego podziału kosztów przewalutowania kredytów hipotecznych między banki i kredytobiorców, ponieważ przyjęta poprawka ma kosztować sektor bankowy 7-8 mld zł.