Jeśli Polska pójdzie
śladem Słowacji, krajowi
inwestorzy i zadłużeni w obcych
walutach mogą spać spokojnie
Informacja o możliwym przyjęciu przez Polskę euro już za ponad dwa lata gwałtownie umocniła naszą walutę. Prawdopodobnie to dopiero początek marszu w górę złotego. Takie wnioski płyną z analizy przybliżania się innych państw do strefy euro. To rewelacyjna informacja dla posiadaczy kredytów denominowanych w euro czy frankach szwajcarskich, ale również giełdowych inwestorów. Gorzej z eksporterami, którzy już przy dzisiejszym kursie złotego (euro za 3,4 zł) ledwo dyszą.
Porównując sytuację makroekonomiczną i geopolityczną Polski z krajami, które są już w unii walutowej lub lada dzień do niej przystąpią, najbliżej nam do Słowacji. Nasz południowy sąsiad przyjmie euro w styczniu. O tym, że złoty podąży drogą wytyczoną przez słowacką koronę, świadczy również podobne zachowanie się naszej waluty na wieści o przybliżaniu się do strefy euro. Ostatnie miesiące aprecjacji złotego przekreślają przy tym możliwość powtórzenia wyboistej drogi greckiej drachmy czy słoweńskiego talara.
Od początku 2002 r. korona słowacka zyskała względem euro 30 proc., podczas gdy złoty — jedynie 3 proc. Jeśli w przypadku polskiej waluty punktem odniesienia będzie apogeum jej słabości z początku 2004 r., to skala zwyżki jest już zbliżona. Warto prześledzić, jak czynniki fundamentalne i spekulacyjne podbijały wartość SKK przez minione trzy lata. Skoki były gwałtowne i to pomimo teoretycznej stabilności w ramach systemu ERM 2 (ma stopować wahania większe niż 15 proc. wokół ustalonego parytetu). Tymczasem dilerzy walutowi sygnalizują, że właśnie rozpoczyna się podbijanie notowań złotego przed zastąpieniem go euro. Jeśli nasza waluta zachowa się do 2011-2012 roku podobnie jak korona w ostatnich latach, to za euro będziemy płacić zaledwie 2,75 zł (taniej o blisko 20 proc. niż obecnie). Frank szwajcarski może kosztować wtedy 1,7 zł.
Możliwe umocnienie się złotego to wyśmienita informacja dla krajowego rynku obligacji, ale także dla giełdowych inwestorów. Nie dość, że notowania wielu firm będą napędzane organizacją EURO 2012, to na ospały ostatnio warszawski parkiet może napłynąć kapitał zagraniczny. Miliardy euro lokowane na GPW, aby zyskać na wzrostach kursów i aprecjacji złotego, powinny zrobić z naszej giełdy globalnego prymusa. Wystarczy spojrzeć na parkiet w Bratysławie. Podczas gdy od połowy zeszłego roku świat wpadł w ramiona bessy, słowacki indeks blue chipów (pięć spółek z różnych branż) zyskiwał 7 proc. Zagraniczni inwestorzy liczą jeszcze większe zyski. Przeliczając słowackie notowania na euro, zarobek wynosi ponad 16 proc., podczas gdy na WIG20 strata dochodzi do 30 proc. Miejsca na silne odbicie na GPW jest więc sporo. Można założyć, że po przyjęciu przez Słowację euro za niecałe cztery miesiące, kapitał spekulacyjny przesunie się do Polski.
Tymczasem eksporterzy, których efektywność zostanie z pewnością poddana próbie wraz z umacniającym się złotym, mieli już przynajmniej pół roku, by rozpocząć niezbędne zmiany, np. przenosząc część produkcji za wschodnią granicę lub zwiększając jej automatyzację. Już w marcu minister finansów Jan Rostowski oświadczył, że Polska może wejść do strefy euro za cztery lata. W maju premier Donald Tusk mówił o roku 2011, ale nie sprecyzował, co oznacza gotowość naszego kraju do przyjęcia wspólnotowej waluty. Spekulowano wtedy, że szef rządu mógł mieć na myśli jedynie przystąpienie do systemu ERM 2, stabilizującego wahania naszej waluty względem euro. Wtedy moglibyśmy płacić nad Wisłą w euro najwcześniej w 2013 roku. We wtorek premier rozwiał jednak wątpliwości i ambitnie założył przystąpienie Polski do strefy euro za nieco ponad dwa lata.
Jeśli termin ten nie zostanie dotrzymany (ekonomiści wskazują, że najbardziej realną datą jest 1 stycznia 2012 r.), to i tak ostateczny parytet wymiany złotego na euro będzie ustalony najpóźniej za dwa, trzy lata. Wstępny parytet, który powinniśmy poznać jeszcze w tym roku (jeśli mamy być w ERM 2 od początku przyszłego roku), nie ma przy tym większego znaczenia. Może być przecież wielokrotnie zmieniany, co udowodniła Słowacja.
Wraca konwergencja
Przedstawienie daty wstąpienia do strefy euro to istotna deklaracja, której brakowało w strategii rządu w ostatnich latach. Dyskusja o realnej dacie przystąpienia wydaje się mieć drugorzędne znaczenie. Bardzo możliwe, że będzie to najwcześniej rok 2012. Deklaracja premiera zwiększa prawdopodobieństwo bardziej konkretnej strategii rządu w sprawie euro, co jest istotne dla inwestorów.
Na rynek wraca więc temat konwergencji stóp procentowych, czyli zbieżności polskich stóp procentowych ze stopami w strefie euro. Obecnie ma to szczególne znaczenie dla długoterminowych stóp procentowych.
Różnica w rentowności obligacji czy też stóp IRS na długim końcu krzywej rentowności zmniejszyła się w ostatnich dniach i powinna się dalej zwężać w perspektywie kolejnych miesięcy. Na polskim rynku mogą pojawić się inwestorzy zagraniczni, których od dawna tu nie było. Wpływ wiadomości na rynek walutowy nie jest w krótkim okresie taki oczywisty. Wzrost awersji do ryzyka na rynkach wschodzących powinien być na razie dominującym tematem, negatywnie wpływającym na kurs złotego.
Marcin Bilbin
analityk Banku Pekao
To wzmocni złotego
Deklarację premiera inwestorzy przyjęli bardzo entuzjastycznie. Nasza waluta umocniła się w środę o 10 groszy, co pokazuje, że złoty jest bardzo wrażliwy na informacje o wstąpieniu naszego kraju do strefy euro. Przygotowaniom do zmiany waluty będzie towarzyszyło umocnienie złotego i wzrost cen obligacji, bo zmniejsza się ryzyko inwestycyjne Polski. O konkretnych poziomach złotego trudno spekulować. Wpływ na kurs naszej waluty będzie miał także dolar, który teraz wywiera dużą presję na euro.
W dłuższym terminie złoty może się umacniać w kierunku 3 zł za euro. Czy tak się stanie, zależy od tego, czy środową deklarację wesprą konkretne działania. Na razie rząd wyraził wolę polityczną. Teraz potrzebne są konkretne programy, reformy i harmonogramy. Nie ma czasu do stracenia, jeśli chcemy wykonać ten ambitny plan.
Grzegorz Maliszewski
ekonomista Banku Millennium
Wstąpienie Polski do strefy euro w 2011 roku to deklaracja bez pokrycia. Załóżmy jednak teoretycznie, że stanie się cud. Warszawska giełda na pewno skorzysta na wstąpieniu do unii monetarnej. Najważniejsze jest to, że zmniejszy się ryzyko walutowe. To dobra wiadomość zarówno dla naszych eksporterów, jak i inwestorów zagranicznych. Spadną także koszty rozliczeń walutowych. Większość z nich zostanie zupełnie wyeliminowana.
Osobiście nie wierzę jednak, że wejście do strefy euro w 2011 roku jest możliwe. Prawo i Sprawiedliwość nie pomoże zmienić konstytucji, w której jest zapisane, że polski złoty jest jedyną walutą dopuszczalną na terenie Rzeczypospolitej Polskiej.
Piotr Kuczyński
główny analityk Xeliona