Oto Cermat. Sukces, lokowanie forsy w coraz to nowych biznesowych przedsięwzięciach. I krach... Gdzie jest majątek? — pytają wierzyciele. Czy można w ogóle króliczka dogonić?
— Z Darkiem poznałem się jeszcze na początku lat 90. — w kolejce po płytki przed zakładem w Opocznie. I on ze wspólnikami, i ja prowadziliśmy hurtownie artykułów budowlanych, więc zaczęliśmy z sobą handlować. Tyle że w pewnym momencie przestali płacić. Kiedy chciałem wyegzekwować zaległe należności, okazało się, że ani ich spółka Cermat, ani oni sami nie mają żadnego realnego majątku, a właścicielami wszystkiego, co mogłoby podlegać egzekucji, są ich główny księgowy oraz członkowie rodzin. Zawiadomiłem prokuraturę — tłumaczy Dominik Góra, właściciel hurtowni Domino ze Staszowa w województwie świętokrzyskim.
— Śledztwo wszczęliśmy 10 sierpnia 2005 r. — pod kątem oszustwa. Sprawdzamy też, czy nie doszło do niezgodnego z prawem udaremniania zaspokojenia roszczeń wierzycieli. Jesteśmy w przeddzień powołania biegłego księgowego, którego opinia zapewne zdecyduje, czy w tej sprawie pojawią się podejrzani — mówi Zuzanna Czyżowicz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Piasecznie.
Według nieoficjalnych informacji — owszem, mają się pojawić. Prowadzący śledztwo prokurator zamierza zarzucić wspólnikom Cermatu naruszenie kodeksu spółek handlowych: chodzi o niezłożenie w sądzie wniosku o upadłość — mimo utraty przez firmę płynności finansowej.
Małe imperium
Nie zawsze było źle. Cermat powstał w 1989 r. jako spółka cywilna (od 2001 r. działał jako spółka jawna), a solidarnie po 1/3 udziałów objęli Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P. Przedsiębiorstwo dynamicznie się rozwijało, stając się jedną z największych i najbardziej znanych hurtowni artykułów budowlanych w Warszawie i okolicach (w najlepszych latach roczny obrót sięgał 30 mln zł). Zarobione pieniądze wspólnicy chętnie inwestowali: w nieruchomości, działalność deweloperską, leasingową oraz salon dealerski samochodów Fiata. Łącznie mieli udziały w kilkunastu spółkach (m.in. Cerfin, Cermat-Spedycja, Dinero, Avanti, AMC Leasing, Artprint, Tree).
Wciąż jednak najważniejszy w grupie pozostawał Cermat. W 2000 r. zaczął mieć kłopoty z płatnościami, by rok później (tak przynajmniej twierdzi przedstawiciel wywiadowni gospodarczej, sprawdzającej — na zlecenie jednego z wierzycieli — piaseczyńską spółkę) utracić zdolność do płynnego regulowania zobowiązań. Mimo to oficjalnie działa do dziś, choć co najmniej od końca 2003 r. — wtedy jego aktywa, pracowników i kontrakty przejęły inne spółki, powiązane z udziałowcami Cermatu, głównie Cerfin — praktycznie nie prowadzi żadnej działalności.
Czy ograniczenie śledztwa, z wniosku właściciela hurtowni Domino, do naruszenia kodeksu spółek handlowych oznacza, że wspólnicy Cermatu nie działali na szkodę wierzycieli? Bynajmniej. Prokuratura z Piaseczna nie chce po prostu powtarzać już raz wykonanej pracy.
— 31 sierpnia 2004 r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciw Dariuszowi D., Markowi K. i Krzysztofowi P., którym zarzuciliśmy udaremnianie zaspokojenia wierzycieli poprzez usunięcie składników majątku — w celu uniknięcia egzekucji. Chodzi o wydarzenia z 20 października 2003 r., kiedy to trzej oskarżeni zbyli wierzytelności przysługujące Cermatowi (o wartości prawie 3,6 mln zł) na rzecz spółki Cerfin, uniemożliwiając w ten sposób realizację podpisanego kilka miesięcy wcześniej notarialnego oświadczenia o poddaniu się egzekucji w stosunku do Henkel Polska — wyjaśnia prawniczym językiem Zuzanna Czyżowicz.
Henkel sprzedawał Cermatowi artykuły chemii budowlanej od 1992 r. Dostawy systematycznie rosły, podobnie jak zadłużenie spółki z Piaseczna. W czerwcu 2003 r. przekroczyło 4,8 mln zł i niemiecki koncern (dziś największy wierzyciel Cermatu) — chcąc zabezpieczyć spłatę tych należności — doprowadził do podpisania przez wspólników Cermatu oświadczenia o poddaniu się egzekucji. Dokument wyznaczał konkretne daty ratalnej spłaty całej kwoty. Udziałowcy nie dotrzymali zobowiązań i Henkel odwołał się do pomocy komornika. Kiedy 22 października 2003 r. ten wszedł na majątek spółki, zastał puste konta i artykuły budowlane o wartości… 40 tys. zł. Cermat nie miał też żadnych realnych wierzytelności — te przecież dwa dni wcześniej Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P. przelali do Cerfinu.
Pomocna dłoń
Co wiemy o tej drugiej spółce? Powstała w styczniu 2002 r. pod tym samym adresem co Cermat. Przypadek? Wystarczy rzucić okiem na założycieli (solidarnie objęli po 25 proc. udziałów): Dariusz D., Marek K., Krzysztof P. i Piotr R. Trzech pierwszych znamy. Piotr R. zaś — to… jak ustaliliśmy, były główny księgowy Cermatu. On to właśnie 18 października 2003 r. przejął udziały pozostałych wspólników Cerfinu, by dwa dni później — już jako jedyny właściciel i prezes tej spółki — podpisać umowę o przelewie wierzytelności z Cermatu.
Do Piotra R. udało nam się dotrzeć. Zanim się rozłączył i wyłączył swój telefon, przekonywał, że nie ma nic wspólnego z Cermatem. Tłumaczeniom nie uwierzyliśmy nie tylko my, ale także prokuratura: zarzuciła mu pomocnictwo w udaremnianiu zaspokojenia roszczeń wierzycieli Cermatu (akt oskarżenia trafił do sądu 30 września 2005 r.; podobnie jak ten przeciwko Dariuszowi D., Markowi K. i Krzysztofowi P. dopiero wejdzie na wokandę).
Prokuratura z Piaseczna będzie musiała wyjaśnić, czy trzem udziałowcom Cermatu w uniknięciu spłaty długów pomagał tylko Piotr R. Do śledczych przed kilkoma dniami trafił wniosek o ściganie żony jednego ze wspólników Cermatu — Małgorzaty D. Zawiadomienie złożyła firma windykacyjna Prymat Inkaso. Jej zdaniem, małżeństwo D. dopuściło się przestępstw skarbowych — takich jak uchylanie się od opodatkowania poprzez wykorzystywanie podstawionej osoby. Chodzi o to, że Małgorzata D., wiedząc o zadłużeniu męża, pomagała mu w uniknięciu egzekucji przez ustanowienie rozdzielności majątkowej i przejmowanie na siebie m.in. udziałów w niektórych spółkach.
Nam udało się taki fakt potwierdzić — przynajmniej w przypadku jednej firmy: Cermat-Spedycja. Spółka ta działała od 1997 r. i — podobnie jak w Cermacie — Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P. mieli po 1/3 udziałów. Zmieniło się to w listopadzie 2003 r., w trzy tygodnie po transakcji Cermat-Cerfin. Wtedy udziały należące do Dariusza D. przeszły na jego żonę. Co ciekawe: tego samego dnia Krzysztof P. sprzedał swoje udziały… synowi Tomaszowi, a Marek K. swoje… bratu Bartoszowi.
— To klasyczne działania utrudniające egzekucję długów. By jeszcze bardziej zaciemnić obraz, trzej wspólnicy Cermatu przekazywali, aportowali i obciążali składniki swego majątku (m.in. nieruchomości i samochody) między sobą i swoimi podmiotami, co praktycznie uniemożliwiało uchwycenie stanu faktycznego. A trzeba pamiętać, że np. Dariusz D. nie ma w ogóle miejsca stałego zameldowania — piekli się jeden z wierzycieli.
Bez pracy
— Do dziś praktycznie niczego nie udało mi się odzyskać, ale się staram: mam już nakazy zapłaty i tytuły egzekucyjne na spółkę i na trzech jej właścicieli, a teraz próbuję to rozciągnąć także na ich żony — nie kryje determinacji Mariusz Stępkowski, prezes stołecznej spółki Zacisze.
Akta rejestrowe Cermatu (i innych spółek z grupy) aż roją się od informacji o pozwach, wezwaniach do zapłaty czy zajęciach komorniczych. Ustaliliśmy, że na liście wierzycieli samego Cermatu jest ponad 300 firm. To głównie spółki z branży budowlanej (poza Henkelem — m.in. Kreisel, Cerrol i Ceramika Tubądzin), ale też: operatorzy telekomunikacyjni, dostawcy energii elektrycznej, firmy transportowe i ochroniarskie. Według naszych informacji, łącznie niespłacone długi Cermatu sięgają 10 mln zł, a wszystkich spółek Dariusza D., Marka K. i Krzysztofa P. — co najmniej 20 mln zł.
Czy wierzycielom uda się coś z tego odzyskać?
— Mimo dużej determinacji i podejmowania rozmaitych działań zarówno na drodze cywilnej, jak i karnej, na razie wszystkie moje ruchy są mniej lub bardziej skutecznie blokowane przez prawnika drugiej strony, który za wszelką cenę przedłuża postępowania sądowe i egzekucyjne. Jest — i jeszcze pewnie będzie — ciężko — nie kryje pełnomocnik jednego z większych wierzycieli.
I trudno mu się dziwić. Wystarczy zajrzeć do aktu oskarżenia z 31 sierpnia 2004 r. Można w nim przeczytać m.in., że Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P… nigdzie nie pracują i nie mają żadnych dochodów, a utrzymują się z oszczędności lub (w przypadku Dariusza D.) — nieustalonego źródła. Jedyny ich majątek to, według aktu oskarżenia, nieruchomości, położone w okolicach Warszawy. To z nich mogliby być zaspokojeni wierzyciele. Teoretycznie. W rzeczywistości na działkach tych są hipoteki z tytułu kredytów bankowych, głównie Banku Spółdzielczego (BS) w Piasecznie.
Ów bank w największym stopniu finansował działalność biznesową Dariusza D., Marka K., Krzysztofa P. i ich spółek (według naszych wiadomości posiada hipoteki na ponad 5 mln zł). Ale BS w Piasecznie nie ma na liście wierzycieli Cermatu. Powód? Według nieoficjalnych wieści bank zgodził się, by długi Cermatu przejął na siebie jego następca: Cerfin.
Chcieliśmy porozmawiać z prezesem BS w Piasecznie. Kazimierz Grabczuk odmówił nam jednak rozmowy. Nie mogliśmy do więc zapytać o relacje, jakie łączyły bank z Cermatem i jego udziałowcami. Jeden z punktów kasowych BS w Piasecznie mieści się pod adresem Cermatu i Cerfinu, a w radzie nadzorczej banku są trzy osoby, pojawiające się też w zarządach lub wśród udziałowców firm, w których funkcjonowali lub funkcjonują do dziś także Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P.
Najciekawsze z tych spółek to Dinero i Avanti. Dinero (z hiszpańskiego — pieniądze) to przedsiębiorstwo, które trzej bohaterowie naszego reportażu założyli w 1998 r. Rok później do firmy weszło czterech nowych udziałowców, którzy — razem z założycielami — zajęli się działalnością deweloperską. Skutecznie. W Piasecznie przy ul. Warszawskiej i Rejtana stoją dwa budynki mieszkalne, postawione przez Dinero. Spółka działa do dziś, a jej prezesem jest (według aktu oskarżenia — nigdzie nie pracujący!)… Dariusz D. Zarówno on, jak i Marek K. oraz Krzysztof P. wciąż są też udziałowcami Dinero, choć ich udziały są zajęte na rzecz wierzycieli.
Naprzód!
W innej branży działa spółka Avanti, założona w 1997 r., a zajmująca się prowadzeniem w Piasecznie salonu samochodowego Fiata. Jej udziałowcami (po 16 proc.) są Dariusz D., Marek K. i Krzysztof P. oraz (52 proc.) warszawska spółka Carservis. Ten ostatni to holding z salonami sprzedaży i serwisu samochodów Fiat i Alfa Romeo w Warszawie, Rzeszowie, Ostrołęce, Łomży, Ostrowi Mazowieckej, Olsztynie i Iławie.
Carservis w 1997 r. zdecydował się na spółkę z piaseczyńskimi biznesmenami, bo dysponowali oni atrakcyjnie położoną nieruchomością (prawo jej dzierżawy na 17 lat wnieśli do firmy aportem). Dziś ich udziały, jak w przypadku Dinero, zajął komornik.
— Zajęcie udziałów trzech mniejszościowych wspólników nie wpływa na działalność operacyjną spółki. Wykonują oni normalnie prawo głosu na walnych zgromadzeniach udziałowców, trzeba też pamiętać, że większościowy pakiet pozostaje w naszych rękach — uspokaja Tomasz Koziejowski, kierownik biura nadzoru właścicielskiego Carservis.
Mimo dużej dekoniunktury w 2004 r. Avanti sprzedała prawie 1100 nowych samochodów Fiata, będąc tym samym drugim co do wielkości dilerem tego producenta w regionie Warszawy i dziewiątym w Polsce (przy przychodach 37,8 mln zł wykazała 560 tys. zł zysku). Kłopoty udziałowców zdają się więc jej nie szkodzić. Na razie.
Próbowaliśmy dotrzeć do wszystkich trzech bohaterów naszego tekstu. Zostawiliśmy wiadomości w skrzynkach ich telefonów komórkowych, u członków rodzin, u pełnomocnika, w prawdopodobnych miejscach pracy. Mimo że — jak wynika z naszych informacji — ostatnio poważnie się między sobą poróżnili, reakcja była taka sama. Zero odzewu... Jak podczas prokuratorskiego śledztwa — „wszyscy trzej przesłuchani w charakterze podejrzanych nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień”…
